2 lata więzienia za zabicie na pasach

Proces odwoławczy w sprawie śmiertelnego potrącenia na przejściu dla pieszych 27-letniego mężczyzny, zakończył się wyrokiem 2 lat pozbawienia wolności i 8-letnim zakazem prowadzenia pojazdów mechanicznych. Orzekła go sędzia SO, Grażyna Artymiak – To satysfakcjonujący wyrok, o taki zresztą wraz z prokuraturą wnioskowaliśmy – mówi Leszek Lutak, ojciec zabitego. I zupełnie inny niż ten, który zapadł poprzednio – rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na 3 lata.

Do wypadku doszło 3 grudnia 2018 r. na przejściu dla pieszych na ul. Krakowskiej w Rzeszowie. 27-letni Andrzej Lutak zginął na miejscu. Za kierownicą auta, które w niego uderzyło, siedział rzeszowski lekarz – Jacek H., którego sąd pierwszej instancji skazał na karę więzienia w zawieszeniu. Z wyrokiem nie zgodziła się wtedy prokuratura i rodzina zmarłego, apelację złożył też oskarżony, który wnosił o uniewinnienie, względnie o uchylenie wyroku i skierowanie sprawy do ponownego rozpoznania. Zaskarżenie wyroku tuż po jego ogłoszeniu zapowiedziała Prokuratura Krajowa. Na polecenie zastępcy prokuratora generalnego Krzysztofa Sieraka rzeszowska prokuratura zaskarży rażąco łagodny wyrok Sądu Rejonowego w Rzeszowie, orzekający karę 1 roku pozbawiania wolności z warunkowym zawieszeniem wykonania na okres 3 lat próby wobec Jacka H. za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym – poinformowała i zapowiedziała, że będzie się domagać orzeczenia kary bezwzględnego pozbawienia wolności. Niedługo później „z powodu rażąco łagodnej kary”, Wojciech Przybyło, szef Prokuratury Rejonowej stracił swoje stanowisko. „Prokurator Generalny odwołał Prokuratora Rejonowego dla miasta Rzeszów w związku z nieprawidłowościami stwierdzonymi w postępowaniu przeciwko Jackowi H., oskarżonemu o spowodowanie wypadku drogowego, w przebiegu którego śmierć poniósł potrącony na pasach 27-letni mężczyzna” – tłumaczył dział prasowy Prokuratury Krajowej.
Lekarz dostał zarzut nieumyślnego spowodowania wypadku drogowego ze skutkiem śmiertelnym, za co według kodeksu grozi kara pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8 i zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych do 15 lat. Na jego niekorzyść działał fakt, że z nagrań z monitoringu widać, że oskarżony nie angażował się w niesienie pomocy poszkodowanemu, przynajmniej tak, jak robili to postronni przechodnie.

Anna Moraniec