
W katedrze w Lusace, stolicy Zambii, żegnały go tysiące wiernych. Żałobną liturgię odprawiło kilkunastu hierarchów pod przewodnictwem ks. abp George’a Mpundu. Przed trumną skromnego jezuity chylili czoła m.in. wiceprezydent Zambii i nuncjusz apostolski. Ks. kardynał Adam Kozłowiecki odszedł 28 września 2007 r.
Urodził się 1 kwietnia 1911 r. w Hucie Komorowskiej, w rodzinie arystokratów, właścicieli ziem wchodzących obecnie w skład gminy Majdan Królewski: – Adama i Marii z Kozłowieckich herbu Ostoja. Miał dwóch braci, ale to z Adamem juniorem rodzice wiązali największe nadzieje. I stąd od początku byli… przeciwni jego kapłaństwu. Młody Adam postawił jednak na swoim i wbrew woli najbliższych wstąpił do Towarzystwa Jezusowego w Nowej Wsi k. Krosna, skończył studia filozoficzne w Krakowie i teologiczne w Lublinie. 24 czerwca 1937 r. otrzymał święcenia kapłańskie. Trzy dni potem w kościele parafialnym św. Bartłomieja w Majdanie Królewskim miał mszę św. prymicyjną. – Kozłowieccy wcale nie kwapili się z witaniem syna. Dopiero po interwencji ówczesnego proboszcza ks. Stanisława Stępnia, Adam senior kazał zaprząc powóz i wysłał go po syna. Adam zajechał do kościoła z „honorami” – wspominał Bronisław Hałka, mieszkaniec Huty Komorowskiej.
Zachował się obrazek prymicyjny młodziutkiego kapłana. Znalazła go Elżbieta Mazur w książeczce swojej teściowej, która przed wojną była pokojówką babki kardynała.
Ucisk i strapienie
Ks. Kozłowiecki pracował jako wychowawca młodzieży w konwikcie Zakładu Naukowo-Wychowawczego Świętego Józefa w Chyrowie. Spełniał się. Misję przerwała napaść Niemiec na Polskę. Już w listopadzie 1939 r. kapłan został aresztowany przez gestapo, był więziony w Krakowie, a potem w Wiśniczu koło Bochni. W czerwcu 1940 r. trafił do Auschwitz i w końcu do obozu Dachau. Kiedy doczekał wyzwolenia, tłumaczył żądnym zemsty amerykańskim żołnierzom, że nie wolno niszczyć drugiego człowieka.
Po wojnie Kozłowiecki wyjechał do Rzymu, a następnie na własną prośbę na misję jezuicką do Zambii. – Taka jest wola Boża, której – choć z krwawiącym sercem, ale chętnie i z radością – trzeba się poddać – tak w liście do przyjaciół tłumaczył swą decyzję.
W Afryce ks. z Poski zorganizował dom zakonny oraz szkolnictwo katolickie. Od 1950 r. pełnił funkcję administratora apostolskiego wikariatu w Lusace. Pięć lat później został mianowany biskupem tytularnym „Diospolis Inferior’’. W 1959 r. został promowany na pierwszego arcybiskupa metropolitę Lusaki.
Dziesięć lat później, już jako emerytowany arcybiskup, powrócił do pracy misyjnej. Był m.in. proboszczem i wikariuszem w parafiach w Zambii. Publikował artykuły i ogłaszał listy pasterskie. Wydał również swoje wspomnienia „Ucisk i strapienie”. Za zasługi został uhonorowany m.in. Orderem Zasługi RP oraz zambijskim Orderem Wolności. Jan Paweł II wyniósł go do godności kardynalskiej, nadając tytuł prezbitera S. Andrea al Quirinale.
Słoń w składzie porcelany
Rodzinne strony duchowny odwiedził dopiero w 1970 r. Później, korzystając z pobytów w Rzymie, „wstępował” poświęcając nowe kościoły w Hucie Komorowskiej i Komorowie. Na drugi przyjazd zdecydował się w 1997 r, czyli w 60. rocznicę swych święceń kapłańskich. Otrzymał wtedy od władz Majdanu Królewskiego oficjalne zaproszenie. Kardynał przyjechał, a nieżyjący już wójt Tadeusz Cebula wręczył mu tytuł Honorowego Obywatela Gminy.
Rok później 80-letni już kardynał znów odwiedził rodzinne strony. Mieszkańcy do dziś pamiętają moment, kiedy wstał zza prezydialnego stołu w Urzędzie Gminy i oznajmił:
– Chciałbym zaprotestować przed życzeniem mi stu lat. Czyżbym miał żyć jeszcze tylko dwadzieścia? „Wystrugali” ze mnie kardynała, sam nie wiem za co – kontynuował. – Jestem prostym misjonarzem. W dostojnym gronie eminencji czuję się jak hipopotam w składzie porcelany. Podczas każdej mszy świętej pamiętam o Polsce i modlę się, żeby tu było lepiej. Lepiej, ale nigdy za dobrze, bo zwykle dobrze kończy się… niedobrze. Wy też módlcie się za mnie, żebym wam wstydu nie przyniósł i czegoś głupiego nie zrobił – żartował.
Kardynał Kozłowiecki zmarł 28 września 2007 r. Żegnały go tysiące wiernych w katedrze w stolicy Zambii – Lusace. Żałobną liturgię odprawiło przeszło dwustu hierarchów pod przewodnictwem ks. abp. George’a Mpundu. Przed trumną jezuity z Polski chylili czoła m.in. wiceprezydent Zambii i nuncjusz apostolski. Tego samego dnia w kościele w rodzinnej miejscowości kardynała, Hucie Komorowskiej odbyła się msza żałobna.
Serce bez granic
Co się stało z posiadłością Kozłowieckich? Park pełen egzotycznych okazów wycięli jeszcze żołnierze armii radzieckiej, a dzieła całkowitego zniszczenia dokonali „miejscowi”, którzy w 1955 roku całkowicie rozebrali pałac. Na miejscu przepięknego kompleksu dworsko-parkowego pozostały jedynie ceglane kikuty, resztki gzymsów i pękające filary piwnic, gdzie wśród pleniącego się zielska ganiają szczury…
Z cegieł rozebranego dworu Kozłowieckich wybudowano Szkołę Podstawową w Hucie Komorowskiej, której pół wieku później nadano imię kardynała… Kozłowieckiego.
Ponad 60 lat później pozostałości po majątku w Hucie Komorowskiej przejęła Fundacja im. ks. kardynała Adama Kozłowieckiego „Serce Bez Granic”. Wkrótce potem na miejscu dworskiej oficyny za ok. 3 mln zł wybudowała muzeum, w którym wyeksponowane są pamiątki po jezuicie. Następnie zagospodarowano tereny zielone wokół obiektu. Teraz fundacji marzą się kolejne przedsięwzięcia, w tym nawet odbudowa pałacu.
Zdaniem Dariusza Bździkota z Fundacji „Serce Bez Granic”, kardynał Kozłowiecki zasługuje na wysokobudżetowy film fabularny. – Udało nam się niejako sprowokować Julitę i Rafała Wieczyńskich, aby zajęli się tą wyjątkową postacią. I tak faktycznie się stało. Powstał ponadgodzinny film dokumentalny. Miała to być forpoczta filmu fabularnego. Mamy już nawet gotowy scenariusz – zaznacza. – Moim zdaniem można byłoby nakręcić nawet serial o życiu kardynała. Jest wiele wątków, które można pokazać. Wiem, że kiedyś ta postać zostanie zauważona i środki na film się znajdą – dodaje.
Paweł Galek


