Dziki okupują rzeszowskie bulwary

Co najmniej 14 dzików, w tym locha z młodymi, grasuje na rzeszowskich bulwarach. Fot. Wit Hadło

Stadko dzików buszowało w czwartek po ulicach Rzeszowa. Nad ranem pojawiły się na ul. Rejtana, a w porze śniadania szukały jedzenia przy ogrodzeniu Stadionu Stali przy Hetmańskiej. Strażacy gonili je po bulwarach, ale sprytne zwierzęta schowały się przed nimi w krzakach.

Na przechadzkę po Rzeszowie postanowiło się wybrać czternaście dzików. Goniło ich czternastu strażaków, którzy do akcji włączyli się dopiero o godz. 8. Oprócz tych z Państwowej Straży Pożarnej, pomagali druhowie z OSP Drabinianka i OSP Zalesie. – Podjęliśmy dwie próby przegonienia dzików w stronę rezerwatu Lisiej Góry – poinformował kpt. Jan Czerwonka z Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Rzeszowie.
Ale mimo dobrych chęci strażaków, przestraszone dziki cały czas wracały w zarośla na bulwarach. Poddali się po dwóch godzinach płonnych działań.
– Dlatego postanowiliśmy zakończyć akcję. Na miejscu została straż miejska, która zabezpiecza to miejsce, aby mieszkańcy nie zbliżali się do dzikich zwierząt – podał strażak.

Uwaga, dziki!

Teren ogrodzony został jak klasyczne miejsce zbrodni biało-czerwoną taśmą. – Zagrodziliśmy ten teren dla pieszych i rowerzystów. Zawiesiliśmy kartkę z napisem „Uwaga dziki. Przejście zabronione” – poinformował Maciej Chłodnicki z Kancelarii Prezydenta Rzeszowa.
Urzędnicy zapewniają, że cały czas nad zdrowiem dzików czuwa weterynarz. Dziki najpierw pojawiły się w okolicach ul. Tadeusza Rejtana, potem przemaszerowały przez Nowe Miasto. Następnie sforsowały Wisłok (to w jaki sposób, jest w trakcie ustalania). Zmęczone postanowiły zrobić sobie przystanek na łące przy bulwarach.
– Niestety, dziki się rozeźliły, zbuntowały i ukryły w krzakach – dodaje Maciej Chłodnicki. Nadzieję jednak daje noc, bo to wtedy dziki mają poczuć się na tyle odważnie, że swoją kryjówkę opuszczą. – Nie mają tam jedzenia, więc będą musiały ruszyć dalej – dodaje Maciej Chłodnicki.
Na razie pozostaje tylko obserwacja. – Czekamy na rozwój sytuacji – mówi urzędnik.

Nie róbmy z dzikiem selfie

O tym, że widząc dzika w lesie, trzeba zmykać na drzewo radził już Jan Brzechwa. Jak zachować się w takiej sytuacji w mieście, gdzie drzew na lekarstwo, radzi Łukasz Lis z Regionalnej Dyrekcji ochrony Środowiska w Rzeszowie. – Trzeba zrobić wszystko, aby zwierzę nie poczuło się zagrożone. Ono staje się agresywne wtedy, kiedy wszelkie inne możliwości zaradzenia stresowej sytuacji zawiodą. Najlepiej zagrożenia unikać, a w ostateczności się bronić. Niestety, dialog nie wchodzi w grę. Co może go rozdrażnić? Nasza natarczywość. Nie róbmy sobie z nim zdjęć. Widząc dzika, odejdźmy. Nie rzucajmy w niego niczym i nie płoszmy go.

Kinga Dereniowska