Dziki wróciły do domu

Nasi Czytelnicy o wielkim poczuciu humoru, żartują, że dziki wpadły na bulwary w poszukiwaniu ziemniaków… Fot. Archiwum

Po kilkunastu godzinach spędzonych w Rzeszowie, stado dzików opuściło miasto. Wycieczka okazała się dla nich stresująca, ale na pewno owocna – trafiły na pierwsze strony gazet.

Stado dzików w Rzeszowie pojawiło się ok. godz. 4 rano w czwartek. Następnie postanowiło poszukać jedzenia przy Stadionie Miejskim przy ul. Hetmańskiej. Potem rezolutne zwierzęta udały się na spacer na rzeszowskie bulwary. – Wykorzystując niski poziom wody, przekroczyły rzekę – tłumaczy lekarz weterynarii Zbigniew Lew, który od świtu czuwał nad zdrowiem dzikich zwierząt. Na bulwarach stado natrafiło na obławę złożoną ze strażaków i strażników miejskich. Dziki nie dały się przepłoszyć. Strażacy zakończyli akcję po dwóch godzinach. Teren wokół kryjówki dzików został otoczony taśmą, a straż miejska dbała, aby w pobliżu nie kręcił się żaden przypadkowy przechodzień.

Czekały na noc

Dopiero po zapadnięciu zmroku dziki wyszły z zarośli. Wróciły tą samą drogą, którą przyszły. – Przeszły przez Wisłok w tym samym miejscu, co rano. Udały się wzdłuż biegu rzeki w kierunku Dworaka, a następnie na wysokości Kopca Konfederatów Barskich zniknęły nam z oczu. Wróciły do swojego miejsca trwałego bytowania – podaje Zbigniew Lew. Lekarz weterynarii dodaje, że nawet jeśli nikt by nie interweniował, to zwierzęcy instynkt pomógłby dzikom wrócić do domu. – One nie słuchają ludzi, tylko swojego przywódcy stada – mówi. I ocenia, że dziki były bardzo grzeczne. – Spokojniejsze niż świnie domowe. Udało nam się je przeganiać do pewnego momentu aż postawiły na swoim, i nie dały się ruszyć – stwierdził weterynarz. Czy wrócą? O to już trzeba zapytać same dziki.

Kinga Dereniowska