Korona dla Stali

Mateusz Matras (w wyskoku) najpierw wyprowadził PGE Stal Mielec na prowadzenie, by w końcówce z powodu czerwonej kartki zejść przedwcześnie z boiska.
Fot. Wojtek Habdas / Agencja Wyborcza.pl

Piłkarze PGE Stali Mielec utrzymują wysoką formę, jaką prezentują w ostatnich tygodniach, co potwierdzili w sobotę, wygrywając trzecie spotkanie z rzędu. Tym razem podopieczni Adama Majewskiego pokonali w Kielcach tamtejszą Koronę i na dobre zadomowili się w czubie ligowej tabeli.

Mielczanie byli faworytem starcia z beniaminkiem PKO BP Ekstraklasy i z tej roli wywiązali się bezbłędnie. Goście już na samym początku meczu stworzyli sobie dogodną sytuację, którą zamienili na gola. Kolejny raz zabójczą bronią dla rywali okazał się stały fragment gry, po który PGE Stal zdobyła już 10. gola w tej rundzie. Z rzutu wolnego dośrodkował Krystian Getinger, a do piłki najwyżej wyskoczył Mikołaj Lebedyński, który uprzedził miejscowego golkipera, Sasę Balica. Futbolówka zanim jednak znalazła się w siatce, trafiła jeszcze po drodze w głowę Mateusza Matrasa i tym to sposobem mielczanie wyszli na prowadzenie. Bohater pierwszych minut, czyli Mateusz Matras, w końcówce spotkania został jednak antybohaterem mieleckiej ekipy po tym, jak sfaulował Dawida Błanika, za co ujrzał czerwoną kartkę. – Zasmuciła mnie czerwona kartka Matrasa. Stwarza ona nam problemy – mówił na pomeczowej konferencji prasowej szkoleniowiec PGE Stali. Przyjezdni poszli za ciosem i chwilę później mogli, a nawet już cieszyli się ze zdobycia kolejnego gola, tym razem autorstwa Piotra Wlazły. Radość w ich szeregach była jednak krótka, bowiem VAR wskazał pozycję spaloną mieleckiego pomocnika. Po mniej więcej dwóch kwadransach przebudzili się wreszcie niemrawo grający dotąd kielczanie. Blisko szczęścia był Dalibor Takas, który dobijał strzał Jakuba Łukomskiego, ale w tej sytuacji Bartosza Mrozka wyręczył Kamil Kruk, który zablokował piłkę zmierzającą do bramki PGE Stali. – Zaczęliśmy dobrze i po stałym fragmencie objęliśmy prowadzenie. Potem udało się strzelić drugiego gola, ale nie został uznany. Od tego rozpoczęły się nasze problemy w tym spotkaniu. Korona zamknęła nas we własnym polu karnym i gdyby Mrozek nie popisał się nieprawdopodobną interwencją, to mogło się to różnie potoczyć – opisywał wydarzenia z I połowy Adam Majewski. Gdy wydawało się, że na przerwę jego podopieczni zejdą z jednobramkowym prowadzeniem, przypomniał o sobie mało dotąd widoczny w tym meczu Said Hamulić. Holender w swoim stylu huknął z około 25 metrów w taki sposób, że bramkarzowi Korony nie pozostało nic innego, jak tylko wyciągnąć piłkę z bramki. Napastnik PGE Stali mógł z kolei cieszyć się już z 7. trafienia w tym sezonie.
Po zmianie stron należało się spodziewać nawałnicy ze strony kielczan, jednak to goście jako pierwsi stworzyli sobie kolejne sytuacje bramkowe. Bliski podwyższenia prowadzenia był m.in. Fryderyk Gerbowski, który minimalnie chybił. Jeszcze lepszą okazję mielczanie mieli kwadrans później, kiedy to strzał Hamulicia z dużymi kłopotami obronił Konrad Forenc. Do piłki odbitej przez niego dopadł Gerbowski, jednak mając przed sobą niemal całą pustą bramkę, fatalnie się pomylił, posyłając futbolówkę nad poprzeczką. Niewykorzystane sytuacje tym razem na szczęście nie zemściły się na mielczanach, bowiem kielczanie nie mogli przez całe spotkanie znaleźć skutecznego sposobu na rozmontowanie szczelnej defensywy przyjezdnych, która już do końcowego gwizdka nie dała się zaskoczyć. – Drugą połowę rozpoczynaliśmy z dwubramkową przewagą i wiedzieliśmy, że Korona nie będzie miała nic do stracenia, ale to my kontrolowaliśmy mecz. Gratuluję drużynie, bo w końcu udało nam się przełamać i odnieść trzy zwycięstwa z rzędu – przyznał trener mielczan. W zdecydowanie gorszym nastroju był po meczu opiekun gospodarzy. – Przez większość czasu graliśmy nieźle. Mieliśmy dużo stałych fragmentów gry, słupek, były też dobre interwencje Mrozka i Frączczak miał też dobrą sytuację po stałym fragmencie. W podobny sposób wpadła bramka dla rywali. Przegraliśmy walkę w polu karnym i musieliśmy gonić wynik. Po otrząśnięciu się zaczęliśmy grać koncertowo. Mieliśmy lawinę rzutów rożnych, a potem w doliczonym czasie do I połowy dostaliśmy gola na 0-2. Przez to zrobiła się większa nerwówka. W przerwie zrobiliśmy jedną zmianę i chcieliśmy poczekać na efekty. Skorygowaliśmy też ustawienie, ale Stal się cofnęła, bo miała do tego prawo. My mogliśmy w tej sytuacji lepiej rozgrywać piłkę, ale nie wpadła nam żadna bramka, a takie kontaktowe trafienie mogłoby pchnąć zespół. Ale teraz jest to takie gdybanie, bo nasze gapiostwo dużo nas kosztowało. Ostatnio były do nas pretensje, że mało gramy piłką, a teraz mieliśmy większe posiadanie i przegraliśmy. Liczą się konkrety, które rywal osiągnął po stałym fragmencie i potem sprzedał nam jeszcze gonga przed przerwą. Dlatego gratulujemy Stali zwycięstwa – mówił na pomeczowej konferencji prasowej Leszek Ojrzyński, trener Korony, który coraz mocniej musi się martwić o swoją posadę.

W innych meczach: Lechia Gdańsk – Raków Częstochowa 0-3, Miedź Legnica – Cracovia 1-1, Pogoń Szczecin – Piast Gliwice 1-1, Radomiak – Śląsk Wrocław 2-0, Warta Poznań – Jagiellonia Białystok 2-0, Widzew Łódź – Zagłębie Lubin 3-0, Wisła Płock – Legia Warszawa 2-1, Górnik Zabrze – Lech Poznań zakończył się po zamknięciu numeru.

1. Raków 13 29 23-9
2. Wisła 13 24 25-14
3. Legia 13 24 16-15
4. Widzew 13 23 19-11
5. Pogoń 13 22 21-17
6. PGE Stal 13 22 20-19
7. Cracovia 13 18 15-11
8. Lech 11 18 12-9
9. Jagiellonia 13 17 20-16
10. Warta 13 17 12-13
11. Radomiak 13 17 13-16
12. Zagłębie 13 17 12-17
13. Śląsk 13 16 13-18
14. Górnik 11 13 17-20
15. Piast 13 12 13-16
16. Korona 13 12 14-20
17. Lechia 12 8 10-24
18. Miedź 12 6 12-22

W następnej kolejce: PGE Stal – Wisła (22.10. – godz. 15)

Marcin Jeżowski