Rzeszowianie powiedzieli TAK dla in vitro


Rzeszów będzie pionierem w dofinansowaniu do in vitro we wschodniej części Polski. Fot. Wit Hadło

Na projekt „Tak dla in vitro w Rzeszowie” pomysł przeznaczone zostało 50 tys. zł, czyli po 5 tys. na parę. 489 osób zagłosowało na projekt „Tak dla in vitro w Rzeszowie”, który został zgłoszony w tegorocznym Rzeszowskim Budżecie Obywatelskim. Jak to będzie wyglądać w praktyce?

– Miasto może dofinansować albo kupić konkretne usługi – wyjaśnia Patrycja Pawlak-Kamińska, pomysłodawczyni projektu „Tak dla in vitro w Rzeszowie”. I przypomina, że procedura sztucznego zapłodnienia nie jest przeprowadzona w publicznych jednostkach, tylko prywatnych.
W ramach projektu autorzy proponowali, że program mógłby być przeznaczony dla kobiet między 20., a 40. rokiem życia, które starały się o dziecko przez minimum 12 miesięcy. – Nie możemy mówić o niepłodności, jeśli nie minie rok od momentu rozpoczęcia starań – przypomina kobieta.
Pomysłodawcy proponują, aby program objąłby osoby rozliczające podatki w Rzeszowie, które przeszły wstępną weryfikację medyczną, nie muszą być to też małżeństwa. Wiele chorób wyklucza też udział w procedurze. Jednak jak będzie to wyglądać finalnie, ma ustalić miasto, a konkretnie Wydział Polityki Społecznej.

Procedura in vitro to 8 tys., a gdzie reszta?

Patrycja Pawlak-Kamińska zwraca uwagę, że sama procedura sztucznego zapłodnienia to ok. 8 tys. Jednak kobieta musi się do niej przygotować, co także łączy się z wydawaniem pieniędzy.
– Procedurę poprzedzają badania, zastrzyki, leki, stymulanty hormonalne. Moje przyjaciółki, które mają dzieci z in vitro, mówią, że wszystko to, co dzieje się przed procedurą to kolejne tysiące złotych – mówi Patrycja Pawlak-Kamińska, przewodnicząca Nowej Lewicy.
Kiedyś w Polsce in vitro było dofinansowane z budżetu państwa, ale to zmieniło się kilka lat temu. I tę rolę przejęły samorządy. Tak jest m.in. w Częstochowie, Wrocławiu, Łodzi, Warszawie, Gdańsku, Poznaniu. – Zdarzały się przypadki, że samorządy, które mimo uzyskania wszystkich niezbędnych zezwoleń, które są formalnością, to przyjętą przez radnych uchwałę uwalał wojewoda. Tak było np. w Krakowie – mówi Patrycja Pawlak-Kamińska.
Pomysł, aby in vitro dofinansować dzięki budżetowi obywatelskiemu, został zainspirowany Radomiem. Tyle że tam na ten cel zostanie przeznaczona kwota 600 tys. zł. Podobnie zrobiono w Krakowie.

Drugie podejście

Pierwszy raz projekt „Tak dla in vitro w Rzeszowie” złożono rok temu. Wtedy się nie udało. Zabrakło zaledwie… 4 głosy. Dlatego tym razem pomysłodawcy projektu postanowili zaangażować się w promocje.
– Pomimo że były dwa projekty i trochę się te głosy rozbiły. Sumarycznie na oba projekty zagłosowało dużo ludzi. Poszliśmy mocno w promocje internetową, wykupywaliśmy reklamy. Nasze grafiki krążyły wszędzie. Wiele osób się zaangażowało
– przyznaje Patrycja Pawlak-Kamińska.

Wielki sukces

Rzeszów będzie pionierem w dofinansowaniu do in vitro we wschodniej części Polski. – Żadne województwo, czyli podlaskie, lubelskie czy podkarpackie nie dofinansowuje tej procedury. Dlatego my to uważamy za wielki sukces – cieszy się pomysłodawczyni projektu.
I nie ukrywa, że sama jest ciekawa, ile par się zgłosi. – Statystyki WHO mówią, że problem niepłodności w Rzeszowie dotyczy ok. 2,5-3 tys. par. Z tego musimy odliczyć tych, którzy nie chcą brać udziału w in vitro, nie wszyscy mogą poddać się procedurze i nie wszyscy chcą zdecydować się na dziecko. Wyszło nam, że takich par może być ok. 500 par – przewiduje Patrycja Pawlak-Kamińska.

Naprotechnologia za 250 tys. zł

Od 2014 roku Zarząd Województwa Podkarpackiego dofinansowuje pary, które chcą rodzić dzieci metodą naprotechnologii. W 2021 roku przeznaczono na to 250 tys. zł. Urodziło się dzięki niemu 62 dzieci. Polega ona na obserwacji swojego ciała przez kobietę, m.in. obserwację swojego ciała. Jest ona promowana głównie przez środowiska pro-life. W ten sposób w ciążę zaszła aktorka Małgorzata Kożuchowska, o czym mówiła publicznie w wywiadach.
Patrycja Pawlak-Kamińska uważa, że program dofinansowania in vitro winien być realizowany przez państwo.
– Tak jak już w Polsce było przez wiele lat. Bo samorządy robią coś, co powinno robić państwo. Mówimy o procedurze medycznej, która powinna być zakontraktowana w ramach NFZ. Państwo w imię ideologii odwróciło się od czegoś, dzięki czemu rodzą się dzieci od 1978 roku – uważa kobieta.