
Fundacja, w ramach umowy z NFZ otrzymuje na stacjonarną opiekę hospicyjną
miesięcznie ok. 310 tys. zł. Z tej kwoty na same wynagrodzenia dla personelu hospicjum
musimy przeznaczyć ok. 280 tys. zł, w związku z innymi kosztami funkcjonowania oddziału,
których miesięczny koszt wynosi około 70 tys. zł. Fundacja musi dokładać około 40 tys. zł na
pokrycie tych innych niezbędnych wydatków (są to m.in.: leki, rurki tracheotomijne, sondy,
cewniki, środki pielęgnacyjne: pampersy, kremy, podkłady, środki higieniczne, itp., badania
laboratoryjne, całodobowe wyżywienie, i inne). Co będzie jeżeli pieniądze z darowizn lub 1
proc. się skończą? – martwi się Rafał Ciupiński prezes Fundacji Podkarpackie Hospicjum dla
Dzieci.
Prezes podkreśla, ze mimo ostatniego wzrostu wyceny procedur pieniędzy jest wciąż za mało.
Publicznych środków brakuje nawet na podstawową działalność. Według niego dzieje się tak
dlatego, że fundusz traktuje hospicjum dziecięce tak jak hospicja dla dorosłych nie przewidując
konieczności chociażby większego zatrudnienia. A przecież nawet letalnie chore dziecko to nie to
samo co terminalnie chory dorosły. Wymaga więcej starań i nakładów – mówi. Oprócz wymaganej
liczny pielęgniarek ze specjalizacją opieka paliatywna, zatrudniamy np. 15 opiekunów
medycznych, a to dodatkowy koszt, którego NFZ nie chce widzieć, a przecież dostaje wykazy
zatrudnionych – dodaje. – Jeżeli dziecko wymaga dodatkowej rehabilitacji, a duża część wymaga,
zatrudniamy dodatkowego rehabilitanta. I tak, przy wymogu jednego na pół etatu, my zatrudniamy
trzech. Wszystko po to, by zapewnić dzieciom opiekę na jak najwyższym poziomie.
Nie ma paliacyjnej opieki pediatrycznej jakby nie było terminalnie chorych dzieci
Dlaczego fundusz nie widzi potrzeb terminalnie chorych dzieci? Ponieważ w Polsce nie ma
takiej procedury. – Wygląda na to, że my sobie takich chorych wymyśliliśmy. Owszem, byliśmy
pierwszym hospicjum w Polsce, ale nowo otwarty oddział zapełnił się bardzo szybko i nigdy nie
stał pusty. Przez cały czas mieliśmy w granicach 20 dzieci w stacjonarnej opiece, i ok. 50 w
domowej. Czyli dojeżdżamy do chorych maluchów w regionie przynajmniej dwa razy w tygodniu a
często codziennie. Dodatkowo dofinansujemy im leki i środki medyczne, wypożyczamy też
koncentratory tlenu, materace odleżynowe czy ssaki – mówi Ciupiński. Prezes podkreśla, że odkąd
pamięta opieka hospicyjna była traktowana po macoszemu. – A przecież to był strzał w dziesiątkę.
Hospicja zaczęły powstawać jeden za drugim. Po Rzeszowie powstało w Łodzi, Lublinie
Krakowie, Gdańsku, do otwarcia hospicjum szykuje się Białystok i Wrocław.
Jakie dzieci trafiają do hospicjum? Trafiają do nas głównie dzieci z wadami wrodzonymi
centralnego układu nerwowego, wadami metabolicznymi, wadami serca, których nie da się
skorygować chirurgicznie, z zespołami genetycznymi i ciężkim mózgowym porażeniem
dziecięcym. Nie możemy tych dzieci wyleczyć, ale robimy wszystko, aby poprawić ich komfort
życia, zmniejszyć cierpienie – mówi Bożena Paluszek, naczelna pielęgniarka Hospicjum.
Anna Moraniec


