Człowiek człowiekowi bliźnim

– Bardzo dziękuję wszystkim za okazane serce i pomoc, jaką otrzymuję w postaci gorących obiadów. To dla mnie duże wsparcie, ponieważ posiadam tylko 650 zł dochodu miesięcznie. Pozdrawiam całą obsługę, która jest bardzo miła. Jesteście aniołami – mówi pan Bogdan. Fot. Pub Spółdzielczy

Przy stole usiadło małżeństwo. Starsza pani spytała męża, czy pamięta, kiedy ostatnio jedli schabowego. – Tego nigdy nie zapomnę. Zwykły schabowy, rozumiecie? Nie mówimy tu przecież o jakichś wielkich rzeczach – mówi Tomasz. A Katarzyna dodaje: – To jest miejsce, którego ci ludzie potrzebowali…

Pub Spółdzielczy to niewielki lokal. Trzeba zejść stromymi schodkami, w środku mieści się kilka stolików, nieduży bar i scena. Znajduje się lekko na uboczu. Niby okolice dworca, ale trzeba chcieć tu trafić. Co niedzielę odbywa się jam session, regularnie grają kapele rockowe i hiphopowe, cyklicznie dudni „podkarpacka mielonka” – to raczej ostre techno niż potańcówka przy lampce wina. Krótko mówiąc – jest mocno młodzieżowo.
– Okazało się jednak, że potrafimy łączyć pokolenia. Wieczorem bawi się młodzież, a w dzień przychodzą seniorzy i dzieciaki z podstawówek, które całymi klasami zrzucają się na „zawieszone obiady” dla potrzebujących – mówi Katarzyna Maciechowska, prezeska Spółdzielni Socjalnej Polifonia Project, która prowadzi pub przy ul. Fredry.

Kup komuś obiad i… zawieś go na tablicy

Można powiedzieć, że pomaganie mają we krwi. Katarzyna 8 lat temu założyła spółdzielnię, żeby wspierać wykluczonych i osoby z niepełnosprawnościami. Zatrudnia w sumie 20 osób, nie tylko w pubie, ale także w salonie kosmetycznym. Organizują kiermasze, zbiórki, charytatywne koncerty – te z pomocą Tomasza Friedlandera, który działa w fundacji Street Autonomy: – Charytatywnie pomagam już w sumie 10 lat. Najpierw w całej Polsce, jeszcze jako kibice, wyremontowaliśmy 6 domów dziecka, organizowaliśmy „Wakacje dla bohatera”. Teraz mam mniej czasu, skupiam się na Podkarpaciu. Pomagamy Poli chorej na SMA, robimy koncerty, a jak tylko przeczytałem o idei „zawieszonych obiadów”, wpadłem na pomysł, żeby zrobić to tutaj. Zadzwoniłem do Kasi i tak się zaczęło.
Zasada jest prosta – osoby, które kupują w barze obiad dla siebie, mogą zapłacić za drugi dla osoby potrzebującej. W kasie od razu drukowany jest paragon, który przyczepia się do tablicy na ścianie obok. Później wystarczy go ściągnąć i wymienić na ciepły posiłek.
– Zaczęliśmy 26 września, tydzień wcześniej ogłosiliśmy zbiórkę. Od siebie kupiliśmy 20 obiadów i 50 kaw, żeby nie ruszać z niczym, bo nie wiedzieliśmy czy w ogóle będą jakieś wpłaty – mówi Katarzyna. Tomasz: – I już sam początek przerósł nasze oczekiwania. Wiedzieliśmy, że na pewno kilka osób nas wesprze, spodziewaliśmy się, że może z miesiąc podziałamy. To, co się wydarzyło, przerosło nasze oczekiwania.
W tej chwili tablica pełna jest paragonów, a na koncie zbiórki jest już ponad 30 tys. zł. Zawieszone obiady kupują ludzie zaglądający na piwo, dorzucają się zespoły, które grają w pubie, dzieciaki z rzeszowskich szkół zrzucają się całymi klasami, przychodzą z nauczycielami i przyczepiają paragony.
– Wokół spółdzielni mamy społeczność, która często sobie nawzajem pomaga. Czasem coś komuś przewieziemy, coś zrobimy i zawsze pada pytanie – a co za to? Nigdy niczego nie chcieliśmy, ale teraz, jak ktoś się upiera, mówimy – kup obiad i go tu zawieś, na tej tablicy. Nie dość, że u nas niepełnosprawni będą mogli ten posiłek przygotować, to jeszcze pomożesz drugi raz, bo przyjdzie potrzebujący senior i zje coś ciepłego.

Kiedy ostatni raz jedliście schabowego?

Katarzyna: – Akcję kierujemy do seniorów. Większość z nich naprawdę potrzebuje tych obiadów. 9 lat pracowałam w banku, widziałam te emerytury i te waloryzacje. Jeśli ktoś kilka lat temu miał 800 czy 900 zł, a były i wypłaty w wysokości 540 zł, to naprawdę do dzisiaj niewiele się u niego zmieniło. To nie musi być człowiek brudny i zaniedbany, żeby nie było go stać na jedzenie.
Tomasz: – Pieniądze to jedna rzecz, a druga, to zdrowie. Są tacy, którzy czasem nie mają już sił, żeby coś samemu ugotować. No i dochodzą leki. Oni cały czas muszą wybierać – wziąć wszystkie, czy może jakiś nie będzie tak potrzebny? Może zamiast wykupić całą listę, to zjeść coś ciepłego?
Katarzyna: – Łezka mi się nieraz kręci w oku. To są ludzie, którzy kiedyś ciężko pracowali i zapracowali na to, żeby teraz żyć i odpoczywać.
Tomasz: – Tego nigdy nie zapomnę. Przy jednym ze stolików usiadło małżeństwo. W pewnym momencie kobieta zapytała męża, czy w ogóle pamięta, kiedy ostatni raz jedli schabowego. Zwykły schabowy, rozumiecie? Nie mówimy tu przecież o jakichś wielkich rzeczach.
Katarzyna: – Albo taka sytuacja. Przyszła pani, zjadła zupę i zapytała, czy nie moglibyśmy jej zapakować drugiego dania na wynos. Okazało się, że już od dawna nie jadała ciepłych posiłków. I nie da rady zjeść tyle naraz, bo jej żołądek tego nie wytrzyma. Ona ma 70 lat, mieszka sama. Z początku podchodziła do nas nieśmiało, teraz mówi, że dopóki ją będziemy zapraszać, to będzie przychodzić. Całymi dniami snuła się po domu w szlafroku, teraz ma powód, żeby wstać, pięknie się ubrać i wyjść na zewnątrz.

Pani Aniela płacze ze szczęścia

Z zawieszonych obiadów zrodziły się kolejne akcje. Gdy się okazało, że jedna z seniorek każdego dnia pieszo pokonuje 7 kilometrów, żeby zjeść ciepłą zupę i w powrotną drogę wziąć obiad dla schorowanej mamy, natychmiast zorganizowano zrzutkę. W jeden dzień na konto wpłynęło 2,5 tysiąca złotych. – Starsza pani ma już bilet miesięczny i jeździ MPK-iem, zrobiliśmy jej duże zakupy i zostały jeszcze środki na święta – mówi Tomasz.
Druga zrzutka wywołała łzy szczęścia u 97-letniej pani Anieli. – To bardzo sympatyczna kobieta, sprzedaje kwiaty, z tego żyje. Gdy się pojawia, to nie schodzi na dół, ale zawsze mamy dla niej zestaw przygotowany – opowiada Katarzyna. – Dużo ludzi prosiło o pomoc dla niej. Za zebrane pieniądze zrobiliśmy spore zakupy. Jak się o tym dowiedziała, to popłakała się ze szczęścia.
Jest też pan Bogdan, który żyje za 650 zł miesięcznie. Na obiady nie przychodzi codziennie. Mówi, że nie jest aż tak potrzebujący, że lepiej, żeby skorzystali inni. Za którymś razem okazało się, że jest coś, o czym marzy – to nowa wersalka, bo od lat śpi na starym, niewygodnym narożniku. I znów w ciągu kilkunastu godzin udało się zebrać pieniądze. Pan Bogdan miał łzy w oczach, a to, co zostało z zakupów, kazał przekazać innym potrzebującym.

To miejsce, którego potrzebowaliśmy

Tomasz: – Powody, dla których oni tu przychodzą są różne. Nie każdy chce o tym mówić. Najważniejsze, że udało się stworzyć miejsce, w którym mają taką odskocznię życiową. Dla wielu już ten ciepły posiłek jest sporą pomocą, a dochodzi do tego aspekt psychologiczny, to że mogą wyjść do ludzi, mają z kim porozmawiać.
Katarzyna: – Zrobiło nam się takie jakby kółko towarzyskie. To nie to, co młodzi, każdy siada przy osobnym stoliku, telefon w rękę i świata może nie być poza tym. A ci seniorzy, nieważne, czy się znali wcześniej, czy nie, dosiadają się do siebie, rozmawiają, śmieją się. Panie często w odświętnych apaszkach, panowie ubrani elegancko. I mówią nam: „Jesteście wspaniali”, „Ja tu lubię przychodzić”, „To miejsce, którego potrzebowaliśmy”.
Tomasz: – Myślimy już o wigilii, o jakimś śniadaniu dla tej stałej grupy. Przy okazji jakąś paczkę każdy mógłby dostać. I, co najważniejsze – dziękujemy tym wszystkim, którzy nas wspierają. Gdyby nie wy, nie byłoby nic.

Jest bezpiecznik na zimę

Dziś, po miesiącu od rozpoczęcia akcji, na ciepłe posiłki do spółdzielczego przychodzi ponad 20 stałych osób. Każdego dnia pojawiają się też nowi. informacje o dobrej energii płynącej z pubu przy ul. Fredry szybko się rozchodzą.
„Zawieszony obiad” kosztuje 22 zł. Można też kupić samą zupę za 10 zł, drugie danie za 18 zł albo kawę lub herbatę za 5 zł. Wystarczy zajrzeć do pubu, albo skorzystać z internetowej akcji „Zawieszone obiady/kawa Rzeszów” na stronie zrzutka.pl.
Do tej pory w barze w paragony zamienionych zostało ponad 3 tys. zł. Dodatkowe 30 tys. jest na koncie. – Wydaliśmy już prawie 500 obiadów i mamy ten bezpiecznik, który pozwoli nam pociągnąć akcję przez zimę. Przecież jak dojdą koszty ogrzewania, dla wielu seniorów będzie to najgorszy okres…

Grzegorz Król