
– To jest jakaś masakra, z coraz większym przerażeniem patrzę na ceny zakupów. W poniedziałek byłam na bazarze. Jajka, które kilka miesięcy temu kosztowały 50-55 gr, dziś są po 1,15 zł. Kalafior kosztował 8 zł. Zostawiłam go, nie wzięłam – opowiada Małgorzata, emerytka z Rzeszowa. – Najgorsze jest to, że lepiej chyba na razie nie będzie – ubolewa.
Niestety, wszystko wskazuje na to, że nasza Czytelniczka ma rację. Z najnowszych danych NBP wynika, że inflacja w październiku podskoczyła do 17,9 procent. To wynik najwyższy od 26 lat. Na poprawę w najbliższym czasie się nie zanosi. Wg analityków czekają nas raczej kolejne rekordy – przez najbliższe miesiące inflacja cały czas będzie rosła, a swój szczyt osiągnie najwcześniej w lutym. Ma wtedy dobić do 20 proc. – Wcale się nie zdziwię, jak i tę liczbę przekroczy – mówi Dominik Łazarz, ekonomista z Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie. – Co gorsza, wielu ekonomistów mówi, że dwucyfrowa inflacja zostanie z nami co najmniej dwa, trzy lata. Jeśli weźmiemy pod uwagę dane Komisji Europejskiej, wskazują one, że w przyszłym roku Polska będzie miała najwyższą inflację w całej Unii Europejskiej. Najgorsze, że dzisiaj bije ona głównie w najbiedniejszych. Zwłaszcza w cenach opłat za mieszkanie i cenach żywności.
Codzienne paragony grozy
To właśnie robiąc codzienne zakupy i patrząc na paragony najlepiej widać kolejne rekordy, które podążają za szalejącą inflacją. – Mam wrażenie, że nie trzeba już jechać nad polskie morze, żeby pochwalić się paragonem grozy. Wystarczy pójść np. do osiedlowego sklepu Społem. Robią tu przepyszny chleb na liściach. Pół bochenka jeszcze jakiś czas temu kosztowało 3,20 zł, dzisiaj rano zapłaciłam 7,50 i chwyciłam się za głowę. Chyba czas zrezygnować z jakości i przestawić się na tańsze pieczywo z dyskontów – opowiada pani Małgorzata.
Właśnie ukazał się najnowszy „Indeks cen w sklepach detalicznych” przygotowany przez platformę analityczno-badawczą UCE Research i Wyższe Szkoły Bankowe. Raport obejmuje prawie 50 najczęściej wybieranych przez konsumentów produktów spożywczych i codziennego użytku. Monitoringiem objęto blisko 32 tys. cen detalicznych z prawie 41 tys. sklepów w 64 sieciach handlowych. Wynika z niego, że w październiku ceny w porównaniu do tych z tego samego miesiąca ub. r. są wyższe o 26,1 procent.
Najbardziej podrożały produkty tłuszczowe – aż o blisko 49 proc. Na drugim miejscu znalazły się artykuły sypkie ze wzrostem wynoszącym niemal 37 proc. Trzecie miejsce na niechlubnym podium zajmuje mięso, które rok do roku podrożało o blisko 32 proc. Trzeba dodać, że dwucyfrowy wzrost cen odnotowała każda z 12 analizowanych kategorii. Za dodatki spożywcze, które podrożały najmniej i tak płacimy o 14 proc. więcej niż rok temu. – Przypuszczam, że ceny żywności będą takim głównym źródłem inflacji – komentuje Dominik Łazarz. – Chociażby przez to, że przedsiębiorcy otrzymują kolejne podwyżki związane z energią czy opłatami za pracowników. Pamiętajmy, że w przyszłym roku mocno wzrośnie płaca minimalna, a żyjemy w regionie, w którym jest ona dość popularna, jeśli chodzi o wynagradzanie pracowników. Jeśli podniosą się koszty dla firm, to wszystko zostanie ostatecznie przerzucone na zwykłego konsumenta.
Marki własne i kradzieże
Jak zachowają się klienci? – Jeszcze niedawno jakoś specjalnie nie przykładałam uwagi do cen, nie musiałam żyć z ołówkiem w ręku – mówi nasza Czytelniczka. – Teraz coraz częściej nadkładam drogi i zamiast zrobić zakupy w najbliższym osiedlowym sklepie idę do dyskontu. Uważniej patrzę na promocje, a na półkach szukam marek własnych, które kosztują nawet po kilka złotych mniej.
Na taki wybór klientów postawiła niedawno jedna z sieci zestawiając w gazetce reklamowej ceny rozpoznawalnych produktów z tymi, przygotowywanymi specjalnie dla niej. Olej Kujawski za 12,99 zł konkurował z Vita D’or za 9,99, a słoik Nutelli za 11,99 z kremem Choco Nussa za 6,99.
Niestety, niektórym takie rozwiązania nie wystarczają. Nie tak dawno pisaliśmy o nasilających się kradzieżach, z którymi borykają się sklepy spożywcze. Chodzi głównie o żywność, w dodatku przestępstw dopuszczają się starsze osoby. Małgorzata: – Ostatnio zamieniłam kilka słów z kierowniczką w mojej Biedronce. Mówi, że emeryci tak kradną, że to już jest plaga, a gdyby do każdej takiej drobnej kradzieży chciała wzywać policję, to ta policja musiałaby cały czas pod sklepem siedzieć. Córka ma Żabkę i mówi, że nawet tam to się zdarza. Są kamery, ale jak przyjdzie starsza pani i ukradkiem chowa bułkę do siatki, to jest jej głupio nawet uwagę zwracać. Gówniarzy tępi, ale starszym osobom odpuszcza.
Grzegorz Król


