Milicjant miał zabić 3 osoby…

Fotografia jednej z ofiar tragedii – młody dziennikarz z Sanoka,
Marek PomykaŁa, który usiłował przerwać bieszczadzką zmowę
milczenia, dlatego miał zginąć. fot. Archiwum Super Nowości

Prokuratura Okręgowa w Krakowie postawiła zarzuty byłemu milicjantowi, Tadeuszowi P. Jest on podejrzany o spowodowanie śmiertelnego wypadku po pijanemu, zabójstwo sierżanta Krzysztofa Pyki, dziennikarza z Sanoka, Marka Pomykały oraz o usiłowanie zabójstwa byłej żony. Czy po latach rodziny ofiar w końcu doczekają się sprawiedliwości?

Tę tragiczną historię wielokrotnie opisywaliśmy na łamach Super Nowości. Wszystko zaczęło się w 1985 roku w Łączkach. Wtedy to milicjant Tadeusz P. spowodował śmiertelny wypadek po pijaku koło Leska. Sprawę chciał zatuszować, ale na to nie chciał zgodzić się sierżant Krzysztof Pyka. Po trzech tygodniach zaginął, a jego ciało wyłowiono z Jeziora Solińskiego. Milicja przeprowadziła dochodzenie, które wykazało, że był to wypadek. Po kilku latach sprawę zaczął badać jednak dziennikarz „Gazety Bieszczadzkiej”, Marek Pomykała. Wkrótce i on zniknął, a jego samochód znaleziono przy Zaporze Solińskiej. Policjanci uznali, że popełnił samobójstwo. W tę wersję nigdy nie uwierzyła rodzina. W Sanoku mówiono, że za wszystkimi zniknięciami miał stać ten sam człowiek – Tadeusz P.

Poszukiwanie prawdy przypłacił życiem

W 2014 roku śledztwo wznowiła rzeszowska prokuratura. Zostało ono jednak umorzone. Teraz prowadzi je Prokuratura Okręgowa w Krakowie. Wie już, jak zginął młody dziennikarz. – Został zwabiony przez podejrzanego do swojego domu w Bieszczadach i tam zamordowany poprzez uduszenie – przekazał podczas konferencji prasowej prokurator Rafał Babiński z Prokuratury Okręgowej w Krakowie. – Materiał dowodowy w tej sprawie pozwala na stwierdzenie, że dociekliwość dziennikarska, poszukiwanie prawdy i próba wyjaśnienia, co zdarzyło się ponad dekadę wcześniej w Bieszczadach, doprowadziło do jego śmierci – stwierdził prokurator.
Podejrzanym o zabójstwo Marka Pomykały jest Tadeusz P. Zatrzymano go rankiem, 22 listopada w Zabrzu, gdy przechodził ulicą. Był tak zaskoczony, że nie stawiał oporu. Miał przy sobie marihuanę. – To jest osoba, która jest podejrzewana o dokonanie zabójstw. Mogła być niebezpieczna. Policjanci stwierdzili, że nie będą go zatrzymywać w miejscu zamieszkania, na Śląsku, tylko chcieli go zaskoczyć – relacjonował mł. insp. Sebastian Gleń z Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie.
Prokuratura postawiła Tadeuszowi P. zarzuty zabójstwa dziennikarza i Krzysztofa Pyki oraz usiłowania zabójstwa byłej żony, do których mężczyzna się nie przyznał. Złożył jednak wyjaśnienia. Został zaaresztowany na trzy miesiące.

Grób nie będzie już pusty

Sanocki nagrobek Marka Pomykały jest symboliczny. Nie ma tam ciała. Prokurator Rafał Babiński zapewnił, że kolejne działania śledczych w tej sprawie „będą zmierzały do tego, abyśmy mogli powiedzieć, ze grób, który jest pusty już pusty nie będzie”.
W ramach śledztwa, rok temu śledczy skonfiskowali laptopa i telefon dziennikarzowi Henrykowi Nicponiowi, który zapowiedział wydanie książki ujawniającej okoliczności śmierci Pomykały. Miała ona powstać we współpracy z Tadeuszem P. Mężczyzna kilkakrotnie próbował zabić swoją żonę, która znała jego brudne tajemnice. Wsypywał do jej napojów leki, a w 2016 roku dodał do jej papierosów rtęć. Na szczęście kobieta ich nie wypaliła i dzięki temu uniknęła śmiertelnego niebezpieczeństwa.

Kinga Dereniowska