Awansowali, by znowu cierpieć

Reprezentacja Polski mimo beznadziejnej gry, podczas której długimi fragmentami wręcz cierpieli na boisku i porażki
z Argentyną 0-2 w ostatnim meczu fazy grupowej, szczęśliwie awansowała do 1/8 finału. W niej już w niedzielę zagra
z obrońcami mistrzowskiego tytułu, Francją. – Awans w pełni zasłużony, ale nerwy były ogromne – mówił tuż po końcowym gwizdku spotkania z „Albicelestes” Czesław Michniewicz, selekcjoner Biało-Czerwonych.

Gdy po raz ostatni polska reprezentacja nie kończyła mistrzostw świata na fazie grupowej, a miało to miejsce w 1986 r., spośród piłkarzy, którzy znaleźli się w kadrze na mundial w Katarze… na świecie nie było nikogo! Najstarsi w obecnej reprezentacji zawodnicy, czyli Kamil Glik, Kamil Grosicki i Robert Lewandowski przyszli na świat… dwa lata później (1988 r.) a sam Czesław Michniewicz dopiero szykował się do wejścia w dorosłe życie, mając wówczas 16 lat. Fakt ten z pewnością uzmysłowi wszystkim malkontentom, narzekającym na styl wyjścia Polski z grupy, że mimo wszystko trzeba je traktować w kategoriach olbrzymiego sukcesu, który nie miał miejsca od 36 lat.

Mógł się sprawdzić

Przed ostatnimi meczami w Grupie C jeszcze wszystkie drużyny miały szansę na awans do 1/8 finału. Mimo prowadzenia w grupie po dwóch seriach spotkań, Polska musiała się mieć na baczności przed spotkaniem z Argentyną. Biało-Czerwoni trzymali się dzielnie do przerwy, mimo iż rywale dostali w prezencie mocno kontrowersyjny rzut karny, podyktowany za „faul” Wojciecha Szczęsnego na Leo Messim. Co ciekawe, rzekomego przewinienia polskiego bramkarza nie zauważył sędzia główny, tylko VAR, który kolejny raz na tym mundialu się skompromitował, widząc to, co chciał widzieć. Jednak Polska ma na tych mistrzostwach rozgrywającego turniej życia Wojciecha Szczęsnego, który po tym jak obronił „jedenastkę” w meczu z Arabią Saudyjską, także i tym razem nie dał się pokonać z rzutu karnego. I to nie byle komu, bo samemu Messiemu! – Cieszę się, że ten karny coś dał w końcowym rozrachunku, więc to duża satysfakcja dla mnie. Od razu powiedziałem sędziemu, że dotknąłem ręką twarzy, kontakt był, ale karnego nie. Sędzia uznał inaczej, ale dobrze, bo mogłem się popisać. Teraz mogę powiedzieć, że wiedziałem, gdzie uderzy, ale wtedy nie byłem tego taki pewien. Byłem winien coś zespołowi. Nie byłem pewien, jak zostanie wykonany ten karny, bo przy niektórych karnych Leo patrzy na bramkarza, a niektóre uderza mocno. Wiedziałem, że jeśli mocno, to raczej w moją lewą stronę. Nie zatrzymywał się, więc poszedłem w tę stronę i obroniłem. Było ciężko, bo graliśmy z zespołem z najwyższej półki, który mógł nam nawet pozwolić nie powąchać w ogóle piłki. Chyba po raz pierwszy w życiu cieszę się z przegranej – mówił przed kamerami TVP Szczęsny. – Byłem zły po nietrafieniu rzutu karnego, ale drużyna wyszła z tego silniejsza. Wiedzieliśmy, że obraz meczu się zmieni po pierwszym strzelonym golu. Musimy pozostawać spokojni i iść mecz po meczu. Teraz zaczynają się inne mistrzostwa świata i mam nadzieję, że będziemy mogli kontynuować to, co robiliśmy przeciwko Polsce – mówił Messi w rozmowie z dziennikarzem „TV Publica”.

Stąpanie po kruchym lodzie

Dzięki genialnej interwencji Szczęsnego, pierwsza połowa zakończyła się bezbramkowym remisem. Druga na dobre się jeszcze nie zaczęła, a Argentyna prowadziła już 1-0. Po 226 minutach polska defensywa i Szczęsny skapitulowali po raz pierwszy na mundialu w Katarze, dając się pokonać Alexisowi Mac Allisterowi. W kolejnych minutach Biało-Czerwoni mocno cierpieli na boisku, oddając całkowicie inicjatywę rywalowi. Jednak to my nadal zajmowaliśmy miejsce premiowane awansem do 1/8 finału. Taki stan rzeczy utrzymywał się mimo podwyższenia prowadzenia przez Argentynę na 2-0. W takich samych rozmiarach w równocześnie rozgrywanym meczu Meksyk wygrywał z Arabią Saudyjską. To z kolei oznaczało, że wychodzimy z grupy tylko i wyłącznie dzięki lepszemu rankingowi fair-play (żółte kartki) z Meksykiem. Jednak ciągnące się niemiłosiernie kolejne minuty przypominały stąpanie po kruchym, albo nawet bardzo kruchym lodzie. Każdy następny gol zdobyty przez Argentynę lub Meksyk, wyrzucał bowiem Polskę za burtę mundialu w Katarze. I przez chwilę byliśmy już poza nim, bowiem Meksykanie zdobyli trzecią bramkę, jednak na szczęście tym razem VAR był po naszej stronie i gola nie uznał (spalony). Gdy sędzia meczu Polska – Argentyna zagwizdał po raz ostatni, w meczu Arabia Saudyjska – Meksyk pozostały jeszcze 3 minuty doliczonego czasu gry. Trzy bardzo długie minuty, podczas których na szczęście Saudyjczycy przyszli w sukurs Biało-Czerwonym, zdobywając kontaktową bramkę. Polscy piłkarze zostali na boisku stadionu 974, i z niecierpliwością wyczekiwali informacji z Lusajl. Chwilę później w ich obozie, jak też wśród kibiców, wybuchła olbrzymia radość. W tym momencie już nikt i nic nie było w stanie odebrać nam awansu do 1/8 finału!

Mistrzowie na drodze

W grze o ćwierćfinał Biało-Czerwoni trafią na najmocniejszego z możliwych rywali, czyli obrońców mistrzowskiego tytułu, reprezentację Francji. „Trójkolorowi” pewnie wygrali rywalizację w Grupie D, mimo iż w ostatniej kolejce sensacyjnie przegrali z Tunezją 0-1. W tym meczu, mając już wcześniej zapewniony awans, zagrali jednak w mocno rezerwowym składzie. W niedzielę Didier Deschamps wystawi do boju z pewnością to, co najlepsze, co z kolei oznacza dla Polski kolejny mecz z gatunku tych do przetrwania. – Gramy z Francją, to będzie taki poziom jak z Argentyną, może nawet wyższy, ale jeśli dobrze przeanalizujemy grę w ofensywie i defensywie, to możemy zagrać dużo lepiej niż w środę – przekonuje Robert Lewandowski. Wbrew jego słowom, w niedzielę Biało-Czerwoni z pewnością znowu będą cierpieć na boisku i próbować przeciwstawić się wyżej notowanemu rywalowi. Serce przed tym meczem podpowiada: „Cuda się zdarzają”, rozum mówi z kolei „Nie mamy szans”. O tym, jakim wynikiem zakończy się to spotkanie i czy już definitywnie polska reprezentacja wyleczy się z Kataru, przekonamy się w niedzielny wieczór.

FRANCJA – POLSKA
niedziela, godz. 16
(transmisja TVP1).

Marcin Jeżowski