To nie jest właściwa poczekalnia. Zapłać jeszcze raz

Screen Google

Na egzamin w rzeszowskim WORD Kacper stawił się przed czasem. Czekał na wezwanie przez głośnik. Gdy minęła wyznaczona godzina, zaczął się niepokoić, ale na elektronicznym wyświetlaczu cały czas przewijała się informacja, że egzaminy mogą się opóźnić. Po 20 minutach postanowił zapytać o co chodzi. – Usłyszałem, że w miejscu, w którym czekałem, nie wszystkie numery są wyczytywane. Dowiedziałem się też, że czas mojego egzaminu minął. Mogę jedynie ustalić sobie kolejny termin i zapłacić za niego jeszcze raz.

Do naszej redakcji Kacper wysłał kopię listu, który skierował do dyrektora Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Rzeszowie. Prosi w nim o zwrot 140 zł, jakie zapłacił za egzamin, do którego nie doszło. I opisuje całą sytuację.

Czas egzaminu minął

„O godz. 6.40 stawiłem się na egzamin, który miał się odbyć o godz. 7. W budynku głównym, do którego wszedłem, na parterze znajdowało się miejsce, w którym oczekiwali ludzie. Tam też znajdował się głośnik, przez który wyczytywano osoby, do podjęcia egzaminu. Budynek był otwarty, w tym miejscu czekałem na wezwanie przez megafon. Gdy minęła 7 i mój numer z zaświadczenia nie był wyczytany, chciałem zapytać się któregokolwiek z pracowników o przyczynę opóźnienia, jednakże recepcja była nieczynna, natomiast na wyświetlaczu elektronicznym wyświetlana była informacja, że egzaminy mogą się opóźnić. W międzyczasie wyczytywano numery innych osób, co sprawiło, że czekałem aż do godz. 7.20 przekonany, że mój egzamin się opóźni”.
Niepokój jednak narastał. w końcu postanowił znaleźć kogoś z pracowników i zapytać o co chodzi. – Usłyszałem od niego, że czekałem w złym miejscu i jako osoba dorosła powinienem wiedzieć takie rzeczy. Powiedział też, że czas mojego egzaminu minął i za kolejny termin będę musiał zapłacić jeszcze raz – mówi rozgoryczony. – Przecież to jakiś absurd. Miałem stawić się w poczekalni, a w pomieszczeniu, gdzie czekałem były ustawione krzesła, czekali, tam inni kandydaci na egzamin i wyświetlał się napis o możliwych opóźnieniach. Dlatego chciałbym odzyskać swoje pieniądze. Tymczasem dostałem odpowiedź, że nie ma na to szans, bo „jedynym miejscem opisanym jako POCZEKALNIA jest pomieszczenie znajdujące się obok placu manewrowego.”
Wzburzony jest też ojciec Kacpra. – Najgorsze jest to, jak chłopak został potraktowany. Przypomniały mi się czasy komuny, gdy petent był takim upierdliwcem, który przeszkadzał pracować porządnym urzędnikom. Przecież taka firma powinna sprawdzić czy rzeczywiście może zajść taka sytuacja, podziękować za zwrócenie uwagi i nawet jeśli to był jeden klient na tysiąc, który się pomylił, to zrobić coś, żeby to się więcej nie powtórzyło. A w głównym budynku nadal nie ma żadnej informacji, że to nie jest właściwe miejsce do czekania na egzamin praktyczny – mówi Bartłomiej Cieszyński.

WORD: nie możemy zwrócić tej opłaty

Wczoraj odwiedziliśmy WORD. Słowa naszych czytelników się potwierdzają. W budynku głównym, gdzie odbywają się zapisy na egzaminy i testy teoretyczne, cały czas na krzesłach czeka kilka osób. Nad kasami, na elektronicznej tablicy, przewija się napis „Uwaga, osoby oczekujące na egzamin praktyczny. Godzina rozpoczęcia egzaminu określona w otrzymanym zaświadczeniu jest godziną rozpoczęcia dla większej grupy egzaminowanych. Indywidualny czas rozpoczęcia egzaminu może być opóźniony.” Obok wiszą informacje o niezbędnych dokumentach czy numerze konta, na który należy wpłacać pieniądze. Ani słowa o innym miejscu oczekiwania.
Ze schodów wejściowych budynku dobrze jednak widać kolejny, oddalony o kilka metrów. Umieszczona jest na nim tablica z wyraźnym napisem „Poczekalnia”. – To jest właściwe miejsce, jest dobrze opisane i znajduje się przy placu manewrowym. W budynku WORD-u poczekalni nie ma, tutaj są tylko miejsca dla osób, które czekają na egzamin teoretyczny – wyjaśnia Robert Drozd, egzaminator nienadzorujący w rzeszowskim WORD. – To pierwszy taki przypadek, nie pamiętam kiedy wcześniej mieliśmy podobny. Niestety nie możemy zwrócić tej opłaty. Mamy tu dyscyplinę finansową i wszystko jest określone prawnie. Jeśli osoba nie zgłosi się na egzamin w wyznaczonym terminie, to te pieniądze przepadają.
Dodaje, że egzaminator kilkukrotnie wyczytuje numer ewidencyjny, a po kilkunastu minutach podchodzi przed poczekalnię i szuka takiej osoby. – Mamy jednak zaplanowaną określoną ilość osób w ciągu dnia. Jeśli ktoś nie przyjdzie w określonym czasie, to niestety nie można go już przyjąć, opóźniłoby to kolejne egzaminy. Chyba, że mamy akurat wolnych egzaminatorów. Zdarza się to na przykład, gdy ze względów atmosferycznych odwoływane są egzaminy na motocykl.
Robert Drozd zaznacza, że fakt nieprzystąpienia do egzaminu bez poniesienia konsekwencji finansowych można zgłosić na dwa dni przed wyznaczonym terminem. – Podchodzimy też z wyrozumiałością do nagłych zdarzeń losowych. Na przykład ostatnio, w trakcie obfitych opadów dzwoniły osoby, które już były w drodze do WORD. Informowały, że się spóźnią, wtedy na bieżąco przesuwaliśmy te terminy.

Kacper zdał, napisze do marszałka

Kilka dni po pierwszym, nieudanym terminie, Kacper zdał egzamin praktyczny. – Niedługo syn wyśle odwołanie do marszałka, bo to chyba nie jedyny taki przypadek – mówi jego ojciec. – Rozmawiałem niedawno z koleżanką, i powiedziała mi, że jej syn zrobił dokładnie to samo – czekał w głównym budynku. Tyle że akurat rozmawiał przez telefon z siostrą, która zdawała wcześniej i ona przytomnie zapytała go, czy na pewno siedzi w dobrym miejscu.

Grzegorz Król