
Decyzją Sądu Okręgowego w Krakowie, podejrzewany o zabójstwo sanockiego dziennikarza Marka Pomykały i milicjanta Krzysztofa Pyki oraz o usiłowanie zabójstwa byłej żony Tadeusz P. pozostanie w areszcie tymczasowym. To odpowiedź na zażalenie złożone przez prawników mężczyzny.
O tym, kto stoi za śmiercią Krzysztofa Pyki, miało wiedzieć całe miasteczko, a także najwyżsi rangą policjanci. Milczeli, bo bali się, że spotka ich ten sam los. I mieli rację, bo kiedy sprawę przyczyn zaginięcia Pyki zamierzał ujawnić dziennikarz Marek Pomykała, on też „wyparował”. Po kilku dniach rodzina znalazła jego samochód nad Zalewem Solińskim.
Tajemnicze zniknięcia
Przypomnijmy; najpierw w 1985 roku w wypadku samochodowym w Bieszczadach ginie Edward Krajnik. Za kierownicą ma siedzieć Tadeusz P., ale zanim przyjedzie milicja, ściąga on swojego ojca z domu, aby to on wziął całą winę na siebie. Wszyscy trzymają się tej wersji oprócz jednej osoby. Przypadkowym świadkiem wypadku był sierżant milicji, Krzysztof Pyka. Nie może się pogodzić z tym, aby zatuszować prawdę. Kilka tygodni później znika, a jego ciało zostaje wyłowione z Jeziora Solińskiego. Po 11 latach sprawą jego zaginięcia zaczyna interesować się młody dziennikarz z Sanoka, Marek Pomykała. W kwietniu prosi ojca o kluczyki do samochodu, bo musi pojechać na ważne spotkanie. Więcej pan Kazimierz syna już nie zobaczył, bo nigdy nie wrócił do domu. Sprawa zaginięcia Pomykały zostaje umorzona. Śledczy uznają, że targnął się na swoje życie. W tę wersję nie może uwierzyć rodzina. Jak okaże się po latach, miała rację.
Tadeusz P. zatrzymany po latach
W 2014 roku śledztwo wznowiła rzeszowska prokuratura. Po roku zostało jednak umorzone. Po latach wraca do niego Prokuratura Okręgowa w Krakowie. Wie już, jak zginął młody dziennikarz. – Został zwabiony przez podejrzanego do swojego domu w Bieszczadach i tam zamordowany poprzez uduszenie – przekazał w listopadzie prokurator Rafał Babiński z Prokuratury Okręgowej w Krakowie. – Materiał dowodowy w tej sprawie pozwala na stwierdzenie, że dociekliwość dziennikarska, poszukiwanie prawdy i próba wyjaśnienia, co zdarzyło się ponad dekadę wcześniej w Bieszczadach, doprowadziło do jego śmierci
– stwierdził prokurator. Tadeusz P. został zatrzymany rankiem, 22 listopada w Zabrzu, gdy przechodził ulicą. Był tak zaskoczony, że nie stawiał oporu. Miał przy sobie marihuanę. – To osoba, która jest podejrzewana o dokonanie zabójstw. Mogła być niebezpieczna. Policjanci stwierdzili, że nie będą go zatrzymywać w miejscu zamieszkania, na Śląsku, tylko chcieli go zaskoczyć – relacjonował mł. insp. Sebastian Gleń z Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie. Prokuratura postawiła Tadeuszowi P. zarzuty zabójstwa dziennikarza i Krzysztofa Pyki oraz usiłowania zabójstwa byłej żony, do których mężczyzna się nie przyznał. Jego prawnicy odwołali się od decyzji o areszcie, ale Sąd Okręgowy w Krakowie ją odrzucił.
Gdzie jest ciało?
Prokurator Rafał Babiński zamierza też odnaleźć ciało dziennikarza. Jego grób na sanockim cmentarzu jest symboliczny, nie ma w nim ciała. Przeszukano już domek w Bieszczadach byłego milicjanta, ale na razie niczego nie znaleziono.
Kinga Dereniowska


