Nie chcą spalarni i głośno o tym mówią

Nieopodal Jeziora Tarnobrzeskiego powstanie nowy obiekt, nie cieszy to jednak mieszkańców. Fot. Małgorzata Rokoszewska, Bogdan Myśliwiec

Protestujący przeciwko budowie spalarni odpadów nad Jeziorem Tarnobrzeskim przybyli w środę na miejską sesję, by odwieść radnych od decyzji o zamianie działek, na których może powstać kontrowersyjna inwestycja. Rajcy nie dali się jednak przekonać i przegłosowali uchwałę. Zdaniem prezydenta, stało się dobrze, bo „kto ma ziemię, ten ma władzę”.

Brak konsultacji społecznych, brak umowy dotyczącej profitów dla miasta i mieszkańców związanych z powstaniem instalacji termicznego przekształcania odpadów, utajnienie załącznika do umowy dotyczącego kosztów i korzyści z powstania inwestycji oraz trwające już prawie 2,5 roku zwodzenie radnych w sprawie szczegółów austriackiej inwestycji to główne zarzuty, które podczas środowej sesji padły z ust przedstawicielki Stowarzyszenia NIE dla spalarni śmieci nad Jeziorem Tarnobrzeskim. Małgorzata Zych mówiła także o pomyśle lokalizacji inwestycji.

 

Lokalizacja nad jeziorem to cięcie kosztów inwestora

– Od miesięcy zbieram podpisy przeciwko spalarni i wielu ludzi albo w ogóle nic nie wie na temat planów powstania tej inwestycji, albo są zszokowani, że miałaby ona powstać nad Jeziorem Tarnobrzeskim – mówiła Małgorzata Zych, prezes stowarzyszenia. – Wskazana lokalizacja ma na celu zminimalizowanie kosztów inwestora, który skorzysta z całej istniejącej tam już infrastruktury. Dlaczego takie inwestycje powstają w centrach miast? To nie jest tylko przypadek Tarnobrzega. A dlatego, że chcą skorzystać z istniejącej infrastruktury, chcą ponieść jak najmniejsze koszty. Powstanie spalarni nad Jeziorem Tarnobrzeskim obniży wartość działek, wartość infrastruktury, która już tam istnieje.

Nie będzie żadnych korzyści

Małgorzata Zych apelowała do radnych, aby nie godzili się na zamianę działek z Agencją Rozwoju Przemysłu, bo nie tylko miasto, ale przede wszystkim jego mieszkańcy nie poniosą z tego tytułu żadnych korzyści, a wręcz przeciwnie poniosą koszty zdrowotne oraz gospodarcze, bo potencjał turystyczny akwenu zmaleje.
– Do dziś nie ma żadnych umów, które gwarantowałyby mieszkańcom miasta, tańszy odbiór śmieci, ani dostęp do tańszego ogrzewania. Na takie gwarancje trudno zresztą liczyć, szczególnie, że wpływ na ceny mają odgórne urzędy
– mówiła Małgorzata Zych.
Tarnobrzeżanka w emocjonującym wystąpieniu przekonywała radnych, że liczba istniejących w Polsce spalarni w zupełności zabezpiecza potrzeby utylizacji produkowanych w kraju odpadów. Te, które powstają, nie są więc nastawione na termiczne przetwarzanie „naszych” śmieci, ale mają przetwarzać śmieci z zagranicy i czerpać z tego miliardowe zyski.
– Nikt nie chce spalarni. Wszędzie, gdzie planowane są takie inwestycje, pojawiają się protesty społeczne – mówiła Małgorzata Zych. – Tarnobrzeżanie także nie chcą spalarni.

Niezbędne konsultacje

O konieczności przeprowadzenia ich w tak ważnej dla miasta sprawie mówiła także Grażyna Potańska z Tarnobrzeskiej Rady Kobiet. Jej zdaniem, głos społeczeństwa w związku z taką inwestycją nie może zostać pominięty.
Głos w dyskusji zabierali także radni. M.in. Krzysztof Kalinka, Łukasz Nowak i Damian Szwagierczak. Wszyscy oni mówili o tym, że decyzja dotycząca zamiany działek nie jest tożsama z wydaniem zgody na usytuowanie na działkach przy ul. Chmielowskiej instalacji planowanej przez firmę FCC Environment.
– Będę to mówił powoli i wyraźnie, aby ten przekaz dotarł do mieszkańców Tarnobrzega. Chcemy zamienić działki z Agencją Rozwoju Przemysłu, bo uważamy, że będzie to korzystne dla miasta – mówił radny Łukasz Nowak. – Zamiana działek nie oznacza zgody na wydzierżawienie działek firmie FCC, na to będzie potrzebna oddzielna zgoda Rady Miasta Tarnobrzega.
Krzysztof Kalinka też stał na takim stanowisku. Jego zdaniem przekazanie działki ARP przy Marinie nad Jeziorem Tarnobrzeskim umożliwi agencji budowę obiektu hotelowo – konferencyjnego, który może stać się wizytówką akwenu i magnesem dla wielu wydarzeń w nim organizowanych. Miasto natomiast przejmując działki przy ul. Chmielowskiej ma pełen wpływ na to, co się będzie na nich działo. Teraz, gdy należą one do ARP, takiego wpływu nie ma.

Mając działki, będą mogli decydować

– Kto ma działki, ten ma władzę – powiedział wprost prezydent Tarnobrzega Dariusz Bożek, który po trwającej kilka godzin dyskusji zabrał głos w kilku oszczędnych zdaniach, nie odnosząc się przy tym do długiej listy zarzutów kierowanych w stosunku do niego przez Małgorzatę Zych. Prezydent nie omieszkał jednak powiedzieć, że nie jest prawdą, że miasto nie będzie miało żadnych korzyści z udzielenia zgody na przeprowadzenie instalacji odprowadzającej ciepło po swoich działkach. – Miasto będzie czerpało korzyści z tej infrastruktury – powiedział.
Ostatecznie, po gorącej dyskusji, którą przewodniczący Rady Miasta Bogusław Potański zmuszony był kilkakrotnie przerywać ze względu na zbyt wzburzone emocje, radni zdecydowali o zamianie działek. Za przekazanie czterech działek usytuowanych obok Mariny Agencji Rozwoju Przemysłu zagłosowało 16 radnych. Troje wstrzymało się od głosu. Nikt nie był przeciw.