Wraki i nieużywane samochody potrafią straszyć latami. Wrastają w osiedlowe uliczki i denerwują mieszkańców, blokując miejsca parkingowe, na które jest coraz większy deficyt. Tylko w ub. roku rzeszowskim strażnikom miejskim udało się doprowadzić do usunięcia 72 takich pojazdów. 51 właścicieli zrobiło to samodzielnie, w 21 przypadkach wrak odjechał na lawecie na miejski parking. To przedostatni przystanek, następny to złomowisko. Choć pojawiła się opcja, żeby takie auta sprzedać.
Trudno powiedzieć, ile jest na rzeszowskich ulicach pozostawionych przez właścicieli samochodów. Gdy miasto we wrześniu ub. r. uruchomiło aplikacje #RzeszówToMy, a w niej możliwość zgłaszania irytujących mieszkańców problemów, jako jedną z opcji dodano „porzucone pojazdy”.
– Z samej aplikacji dostaliśmy 46 zgłoszeń. 3 z nich dotyczyły złego parkowania, więc zostały odrzucone, 7 wraków już udało się usunąć, a 25 spraw jest
w trakcie realizacji – wylicza Krzysztof Trzciański, kierownik Straży Miejskiej w Rzeszowie. – Część z tych zgłoszeń się powtarzała, o niektórych wiedzieliśmy już wcześniej. Dla nas jednak każde z nich jest ważne, nie wszystkie porzucone pojazdy jesteśmy w stanie sami wypatrzyć.
Brak lusterka o niczym nie świadczy
Zgłoszenia dotyczące wraków niestety nie są realizowane tak szybko, jak chociażby te dotyczące uszkodzonych znaków czy dziur w drogach. – Tam, wystarczy wysłać odpowiednie służby i problem jest od ręki załatwiany. Sprawy dotyczące porzuconych aut wymagają dużo więcej czasu, bywa, że trwa to nawet kilkanaście miesięcy. Problem jest chociażby taki, że sporo z nich znajduje się na terenach prywatnych, należących na przykład do spółdzielni mieszkaniowych. Jednak nawet w takich przypadkach staramy się pomóc mieszkańcom – dodaje Marek Kruk, zastępca komendanta Straży Miejskiej.
Pierwsza rzecz to ustalenie właściciela straszącego na parkingu rzęcha. Strażnicy sprawdzają ubezpieczenia, badają czy pojazd ma badania techniczne.
– Zanim odholujemy taki samochód, musimy stwierdzić, że faktycznie jest nieużywany czy porzucony. Brak lusterka albo powietrza w kole jeszcze o niczym nie świadczą. Niestety nie ma w przepisach wytycznych, które by określały, od jakiego momentu można pojazd uznać za nieużytkowany. Jak nie ma przeglądu technicznego od trzech lat, to możemy tak założyć. Szybciej idzie też w przypadku pojazdów bez tablic rejestracyjnych. Właściciel może być akurat w trakcie ich wymiany, więc, żeby nie było żadnych wątpliwości, odczekujemy miesiąc, a później wysyłamy lawetę – mówi Kruk.
5 właścicieli i laweta
W zeszłym roku z rzeszowskich ulic udało się usunąć 72 wraki. W 51 przypadkach zrobili to sami właściciele, do których udało się dotrzeć strażnikom miejskim. To, jak się okazuje, też bywa trudniejsze niż mogłoby się wydawać.
– Mieliśmy na przykład przypadek, że porzucone auto zdążyło pięć razy zmienić właściciela. Żaden z nich nie wpadł na to, że powinien je przerejestrować. W papierach właścicielką była kobieta z Krakowa. Gdy do niej zadzwoniliśmy wpadła w panikę, bo dowiedziała się, że nadal ma samochód, który sprzedała 10 lat wcześniej. Jakimś cudem znalazła umowę, dzięki czemu trafiliśmy do klienta z Jasła. Ten, wskazał kolejnego w Łańcucie, Łańcut skierował nas do firmy w Rzeszowie. Tu dowiedzieliśmy się, że auto zostało sprzedane osobie fizycznej, która od dawna mieszka za granicą. Na tym skończyła się ta historia. Samochód ostatecznie został odholowany, to wszystko jednak chwilę trwało – opowiada Marek Kruk.
W sumie na lawetę w ub. roku trafiło 21 wraków. – W momencie, kiedy przyjeżdża holownik nasze zadanie się kończy. Samochody trafiają na miejski parking i przejmuje je MATiP – dodaje zastępca komendanta.
Priorytet – usunąć
Holowanie samochodu to koszt 500 zł, każdy dzień na parkingu, którym zarządza Miejska Administracja Targowisk i Parkingów to kolejne 40 zł. Oprócz tych porzuconych trafiają tu samochody, których kierowcy zaparkowali w nieodpowiednim miejscu. Po nie właściciele zgłaszają się niemal natychmiast, w końcu licznik cały czas bije. Dla wraków to przedostatni przystanek. – Jak ktoś porzuca auto, to nie po to, żeby się później po nie zgłosić. Zwłaszcza że w większości to są samochody w fatalnym stanie. Dlatego przeprowadzamy procedurę sądową i taki wrak przechodzi na własność miasta – wyjaśnia Artur Gernand z Kancelarii Prezydenta Rzeszowa.
Do niedawna ostatecznym losem takich pojazdów było złomowisko. Od ub. roku wiele samorządów w kraju decyduje się na ich sprzedaż. Pierwszą aukcję kilka miesięcy temu zorganizował np. Kołobrzeg. Na sprzedaż wystawiono 15 aut, których ceny wywoławcze zaczynały się od 350 – 400 zł. Zainteresowanie było tak spore, że pod koniec roku zdecydowano się na kolejny przetarg. Pod młotek poszedł m.in. mocno sfatygowany mercedes klasy A z 2001 r., wystawiony z ceną 950 zł, czy 21-letni seat cordoba, który został wyceniony na 1500 zł. Co na to Rzeszów?
– Pojawiła się taka opcja i nawet zastanawialiśmy się nad tym. Problem w tym, że jak już takie auto trafia u nas na miejski parking, to zazwyczaj jest w bardzo złym stanie. To są wraki warte może kilkaset złotych. I mówię tu już o cenie złomu. Potencjalny zysk dla miasta byłby więc znikomy, dlatego na razie nie zdecydowaliśmy się na takie rozwiązanie – mówi rzecznik prezydenta. – Priorytetem pozostaje jak najszybsze pozbywanie się ich z miejskich ulic. Później idą na złom.


