
pomysłem I sekretarza KW PZPR w Rzeszowie Władysława Kruczka. Wykonawcą rzeźby był ówczesny rektor krakowskiej ASP Marian Konieczny.
Pomnik odsłonięto 1 maja 1974 roku. Niezmiennie od lat budzi spory i dyskusje.
Fot. Wit Hadło
Pomnik Czynu Rewolucyjnego znowu powrócił na języki. Zaczęło się od postawienia wokół niego barierek mających chronić przechodniów. Nad przekazaniem dla jego właścicieli 850 tys. zł dyskutowano podczas sejmiku województwa, a prezydent Rzeszowa prowadzi z ojcami bernardynami rozmowy o przekazaniu pomnika miastu. Pewnym jest, że nadaje się on do remontu, ale na razie nie ma chętnego do jego wykonania. Są za to gorliwi do jego zburzenia.
Pomnik stoi na terenie należącym do bernardynów. Ojciec gwardian Bolesław Opaliński przyznaje, że do zakonu dzwonili ludzie informujący, że z cokołu odpadają płyty. – Zobowiązano nas do przeglądu technicznego, który wypadł niepomyślnie. Naturalnym krokiem było zabezpieczenie pomnika, aby nikomu się nic nie stało – tłumaczy ojciec. I dodaje, że Państwowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego nakazał zdemontować ruszające się płyty.
Monument został ogrodzony wysokim płotem. Na siatce wisi kartka, która ostrzega mieszkańców przed grożącym im niebezpieczeństwem. Rzeszowianie martwią się, co będzie z ich ukochanym pomnikiem, bo wiszą nad nim czarne chmury.
Przypomnijmy, że podczas grudniowej sesji sejmiku województwa padł pomysł, aby przekazać ojcom bernardynom (którzy są właścicielami pomnika), 850 tys. zł na jego wyburzenie, ale radni nie odnieśli się do tego entuzjastycznie i nie przegłosowali projektu. Tymczasem prezydent Rzeszowa Konrad Fijołek prowadzi rozmowy z władzami zakonu bernardynów, aby ci przekazali słynny monument pod pieczę miasta. Jeśli radni sejmiku województwa się dogadają, to pomnik może zniknąć z przestrzeni miejskiej na zawsze. Zgodnie z ustawą o dekomunizacji powinien on zostać wyburzony. Natomiast jeśli ojcowie dojdą do porozumienia z prezydentem, to monument nadal będzie wizytówką miasta.
Kinga Dereniowska


