Pociąg „Wetlina” z Zagórza do Krakowa uratowany


– Kto Bieszczadom ściąga „Wetlinę” z torów, ten zapłacze po wyborach… – stwierdził Jerzy Zuba. Fot. Archiwum własne

– Musimy zmienić podejście do kolei. Ona jest naszym wspólnym dobrem narodowym i powinniśmy być z niej dumni – mówi Jerzy Zuba, radny powiatu sanockiego i aktywista społeczny. To dzięki jego zaangażowaniu mieszkańcy Bieszczad nadal będą mogli jeździć do Krakowa tanio i wygodnie. Jego sukces pokazuje, że warto walczyć, bo presja ma sens.

Pociąg z Zagórza do Krakowa zaczął kursować w 2020 roku i była to przełomowa decyzja, bo dzięki niemu mieszkańcy Bieszczad mogli wygodnie podróżować do jednego z większych miast Polski. Połączenie jest wykonywane codziennie – do Krakowa i z powrotem. Ostatnio jednak pojawiła się informacja, że poranne kursy mają zostać zawieszone ze względu na remont linii między Jasłem a Tarnowem. Zaniepokoiło to mieszkańców. – Moja córka jeździ do Krakowa regularnie do pracy – opowiada Sabina, mama nastoletniej Natalii z Iwonicza-Zdroju. – Pracuje jako modelka, więc sesje zdjęciowe rozpoczynają się ok. godz. 10. Żaden autobus nie dojeżdża na tę godzinę, jedynie nocny – podaje.
Jeśli TLK „Wetlina” zostałby wycofany, Natalia musiałaby w Krakowie czekać aż 4 godziny, bo wyjeżdżałaby z Sanoka o godz. 2 w nocy. Zmiany miały być wprowadzone od marca do czerwca, czyli w sezonie, gdy jest największe zapotrzebowanie na pociągi. Co więcej, korzystne były też ceny biletów. – Przykładowo bilet z Wróblika kosztował 20 zł, a w promocji można było kupić nawet za 11 zł – podaje pani Sabina.

Walka o pociąg

Co ciekawe, bliźniak „Wetliny”, czyli TLK „Bieszczady”, miał kursować nadal, trasą objazdową przez Strzyżów i Rzeszów. To oburzyło Jerzego Zubę i Igora Wójciaka, członków Stowarzyszenia DolinaKolejowa.pl i radnych Rady Powiatu Sanockiego. – Kto Bieszczadom ściąga „Wetlinę” z torów, ten zapłacze po wyborach… – pisał w styczniu pan Jerzy w mediach społecznościowych.
Rada powiatu napisała oficjalne pismo do PKP Intercity. Przewoźnik odpowiedział: „Zawieszenie kursowania pociągu TLK „Wetlina” jest jedynie tymczasowe i wynika z prac zarządcy infrastruktury kolejowej na terenie kraju PKP Polskie Linie Kolejowe S.A. zaplanowanych na okres od marca do sierpnia 2023 skutkujących brakiem możliwości przejazdu liniami kolejowymi nr 108 i 96 na odcinku Jasło – Gorlice Zagórzany – Tarnów” – przekazał Marek Rudzianiec, zastępca dyrektora Biura Rozkładu Jazdy i Produktów PKP Intercity S.A.

Presja ma sens

Aktywiści jednak nie poddali się i walczyli dalej. Sprawę nagłaśniali w mediach społecznościowych i prasie. Powstała akcja „murem za TLK Wetlina”. 12 stycznia głos z mównicy Sejmu zabrała posłanka Paulina Matysiak z Partii Razem. – Czemu TLK „Wetlina” ma zostać zdjęty z torów?
– pytała. – Na trasie Zagórz – Kraków – Zagórz jeżdżą tylko dwie pary pociągów naprawdę atrakcyjne cenowo dla pasażerów. Popołudniowe połączenie TLK „Bieszczady” pojedzie trasą objazdową, przez Strzyżów. Czemu „Wetlina” nie może też tak kursować? – dociekała polityczka.
Poruszenie tematu w mediach i w Ministerstwie Infrastruktury się opłaciło. – TLK Wetlina zostaje w Bieszczadach! – przekazał Jerzy Zuba. Nagrał nawet specjalne wideo na stacji kolejowej w Zagórzu, w którym z radości śpiewa piosenkę: „Płynie Wisła, płynie, a my mamy Wetlinę”.

Kinga Dereniowska