Rzeszów centrum wolnej Europy

Zanim miasto na dobre zacznie się budzić, a cywile ruszą do biur, szkół, sklepów, wojsko już uwija się na lotnisku w Jasionce.
Fot. Patryk Ogorzalek / Agencja Wyborcza.pl

„Lotnisko w Rzeszowie, które przed wojną w Ukrainie wykorzystywały głównie tanie linie lotnicze, dzisiaj staje się światową bramą do Ukrainy” – pisała kilka dni temu największa na świecie agencja prasowa Bloomberg. „Rok temu to była prowincja nawet z punktu widzenia Warszawy. Dziś Rzeszów znają tysiące amerykańskich żołnierzy, interesują się nim dyplomaci z całego świata i hakerzy z Rosji” – można było przeczytać pod koniec stycznia w Newsweeku. – Do tej pory byliśmy miastem położonym na rubieżach Polski i Unii Europejskiej – przyznaje dziś prezydent Konrad Fijołek. – Teraz staliśmy się miastem w centrum wydarzeń, w centrum Europy, a czasem nawet świata.

Gdy kilka miesięcy temu na jednej z konferencji prasowych po raz pierwszy prezydent stwierdził, że Rzeszów stał się stolicą Europy, większość była lekko zdziwiona, ktoś nawet się zaśmiał. Konrad Fijołek zaczął jednak to zdanie powtarzać jak mantrę: na sesjach Rady Miasta, na kolejnych spotkaniach z dziennikarzami, w końcu padło w Filharmonii Podkarpackiej na uroczystości z okazji 669-lecia miasta Rzeszowa. Słuchało tego kilkuset zgromadzonych w sali widzów, słuchali prezydenci miast z całej Polski, którzy przyjechali akurat do Rzeszowa powołać regionalne struktury Ruchu Samorządowego Tak! Dla Polski. Tym razem zdziwiony nie był już raczej nikt.

Pokazaliśmy wielkie serce

Wystąpienie prezydenta dobrze pamięta Dominik Łazarz, ekspert ds. UE Europe Direct WSIiZ Rzeszów i Europe Direct Gdańsk, były dyrektor Regionalnego Centrum Informacji Europejskiej w Rzeszowie. – I całkowicie się z tym zgadzam, dziś tak to wygląda – mówi. – Rzeszów to miasto, o którym mówi się często w kontekście pomocy walczącej Ukrainie, wśród unijnych polityków, jak i przedstawicieli państw NATO. Rzeszów-Jasionka to dziś najlepiej zabezpieczony port lotniczy w NATO. Na to wszystko zapracowali rzeszowianie i mieszkańcy Podkarpacia, którzy pokazali wielkie serce w pierwszych tygodniach konfliktu i dalej chcą pomagać. Oczywiście, nie zapomnijmy o położeniu miasta, które jest blisko granicy ukraińskiej – to też miało i ma znaczenie. Zresztą podkreśleniem roli stolicy Podkarpacia jest to, ile ważnych osób, zwłaszcza szczebla unijnego, odwiedziło Rzeszów – m.in. Roberta Metsola, przewodnicząca Parlamentu Europejskiego.
Podobnego zdania jest dr Hubert Kotarski, socjolog z Uniwersytetu Rzeszowskiego. – Rzeszów, jeżeli można użyć takiego słowa, stał się trochę beneficjentem wojny w Ukrainie. Trudno sobie wyobrazić jakieś inne polskie miasto, poza Warszawą czy Krakowem, w którym swoją wizytę zagraniczną rozpoczyna prezydent Stanów Zjednoczonych. Lotnisko stało się też gigantycznym hubem przeładunkowym dla pomocy Ukrainie i tej wojskowej, i cywilnej, jest więc bardzo istotne na mapie Europy. Już na początku konfliktu Rzeszów bardzo dobrze wpisał się w rolę miasta, które pomagało uchodźcom, dzięki czemu dobry wizerunek poszedł w świat, a za tym poszło też zainteresowanie rożnych organizacji międzynarodowych, takich jak ONZ czy UNICEF. Dodajmy do tego wizyty polityków najwyższego szczebla. To wszystko powoli budowało pozycję Rzeszowa i trudno się dziwić, że pojawiają się takie komentarze, a miasto zaczęło gościć w mediach ogólnopolskich i międzynarodowych.

Wszyscy już wiedzą, gdzie leży Rzeszów

Ostatnio duży reportaż pojawił się w Newsweeku, o stolicy Podkarpacia pisała też agencja Bloomberg, która skupiła się na podrzeszowskim lotnisku. „Przed wojną w Ukrainie wykorzystywały je głównie tanie linie lotnicze, dzisiaj staje się światową bramą do Ukrainy. Podwojona baza amerykańskiego wojska, wylot do USA prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, lądowanie prezydenta Joe Bidena, teraz – transport potężnej broni dla ukraińskiego wojska – Jasionka z każdym tygodniem wojny zyskuje na znaczeniu.”
– Głośno o tym się nie mówi, ale podświadomie wszyscy zdają sobie z tego sprawę, że jest ono jednym z najlepiej chronionych miejsc w Polsce. Dla przeciętnego mieszkańca korzyść z tego wszystkiego jest chociażby taka, że mieszkamy w miejscu bezpiecznym. A to jest jeden z kluczowych elementów jakości życia. W dłuższej perspektywie to zainteresowanie Rzeszowem i jego dobry wizerunek zapewne przełoży się też na benefity gospodarcze – mówi dr Kotarski. Na zakończenie dodaje historię z maja ub. roku, kiedy był na południu Włoch na Erasmusie. – Nikt nie miał problemu, żeby powiedzieć, gdzie leży Rzeszów. Wszyscy pamiętali, że to jest to miasto w pobliżu granicy z Ukrainą, w którym lądował prezydent Biden. Wiedzieli to zarówno pracownicy naukowi, jak i studenci.

To szansa dla naszych dzieci

O to, czy jesteśmy stolicą Europy, zapytaliśmy też Monikę Marković z Podkarpackiego Stowarzyszenia dla Aktywnych Rodzin, która po wybuchu wojny czynnie włączyła się w pomoc. Razem z mężem założyli Centrum Rozwoju Psychofizycznego TUTU, które udziela wsparcia uchodźcom z Ukrainy. – Widzę to przede wszystkim w takim kontekście, że w naszym mieście pojawiły się organizacje i ludzie z całego świata. Są w sklepach, restauracjach czy hotelach, a ich dzieciaki chodzą do naszych szkół. Tego wcześniej nie było, na pewno nie na taką skalę. I to jest fajne, to jest przede wszystkim szansa dla naszych dzieci, żeby dotknęły tego międzynarodowego środowiska i innej kultury.

Po chwili zastanowienia dodaje jednak, że jednej rzeczy żałuje.– Ci ludzie z organizacji pozarządowych to są nasi przyjaciele. Oni nas szanują, lubią, chcą z nami współpracować, ale nie do końca wiedzą, jak spędzać w Rzeszowie czas wolny. Nieraz mamy wrażenie, że po godzinach po prostu się nudzą. I to jest kolejny powód, żeby, po pierwsze, w naszym mieście organizować więcej ciekawych miejsc i wydarzeń, i, po drugie, lepiej informować o tych, które już są. To będzie dobre i dla nas, i naszych gości, i dla naszego współistnienia.

Grzegorz Król