Zamordował ukochaną

Arkadiusz M. przyznał się do winy. Podczas zeznań trzymał w ręku notatnik. Co jakiś czas w niego zerkał. Screen fakt.pl

Po ponad roku od śmierci Moniki, ruszył proces oskarżonego o jej zabójstwo Arkadiusza M. Mężczyzna przyznał się winy. – Dopuściłem się strasznego okrucieństwa. Nie wiem, co mną kierowało. Nie byłem sobą. Wpadłem w jakieś opętanie – starał się przekonać sąd.

Do morderstwa doszło 10 grudnia 2021 roku przy ul. Czudeckiej w Rzeszowie. Arkadiusz M. opowiadał, że obudził się z myślą, że zabije Monikę. – Nie potrafiłem zapanować nad odruchem gniewu. Wpadłem w opętanie. Zabrałem z domu nóż i pojechałem pod blok Moniki. Zastałem ją na klatce. Właśnie zamykała drzwi i wychodziła do pracy. Zaczął dźgać ofiarę. Zadał jej 12 ciosów w brzuch i klatkę piersiową. Jeden z ciosów trafił prosto w serce. Potem próbował uciekać jej samochodem, ale został złapany przez policję. Od tego czasu był zatrzymany w areszcie.
W piątek ruszył jego proces w Sądzie Okręgowym w Rzeszowie. Swoje zachowanie próbował tłumaczyć „opętaniem”. – Nie wiem, skąd to zło wzięło się w mojej głowie – mówił podczas składania zeznań na zarejestrowanym przez „Super Ekspres nagraniu”.- Całkowicie odebrało mi rozum. Ubrałem się, wziąłem nóż z kuchni. Wsiadłem w samochód i pojechałem do Moniki pod blok. Zadzwoniłem do niej, aby otworzyła mieszkanie, bo przywiozłem jej część pieniędzy na ratę za samochód – opowiadał ze spokojem w sądzie. Jednak kobieta nie chciała go wpuścić. Powiedziała, że to ona wyjdzie na zewnątrz. Długo nie wychodziła, więc mężczyzna zadzwonił jeszcze raz i wszedł do klatki w bloku. Drzwi były zepsute i nie trzeba było ich otwierać domofonem. Monika mieszkała na parterze, naprzeciwko drzwi wejściowych do bloku. Akurat w tym momencie wyszła z mieszkania. – Powiedziała do mnie, żebym w**ierdalał, bo wyglądam jak diabeł. Wtedy wyjąłem nóż spod kurtki. Ona go zobaczyła i krzyknęła „no co?”. Spojrzała na mnie tak, jakby zobaczyła, że ze mną jest coś nie tak. Zaczęła krzyczeć: „ratunku, pomocy”. Stałem naprzeciwko niej. Mnie, tak jakby zamurowało. Trwało to dłuższą chwilę, po czym Monika wybiegła na zewnątrz, a ja pobiegłem za nią. Chodnikiem szedł jakiś facet, ona krzyczała do niego, aby jej pomógł. On nie reagował. Nawet się nie odwrócił – opowiadał Arkadiusz. Następnie opisuje, jak doszło do zbrodni. – Zacząłem zadawać jej ciosy nożem w brzuch. Wbiłem raz, potem drugi. I jeszcze kułem tym nożem, po czym upadła na trawnik. Zabiłem ją – mówił i w tej chwili załamał mu się głos. Dodał też, że po wszystkim chciał skoczyć z wiaduktu, ale został złapany przez policję.

Chorobliwa zazdrość

Para rozstała się, ale wciąż dochodziło między nimi do kłótni m.in. o samochód, na który kobieta wzięła kredyt. Arkadiusz o byłej ukochanej mówił różnie. Raz, że oddałby życie, żeby żyła, a raz, że zdradzała go, leczyła się psychiatrycznie i ciągle piła. Więcej światła na ich relację pokazało odtworzone nagranie, gdzie słuchać kłótnie byłej pary. Wynika z niego, że Arkadiusz nie mógł zaakceptować, że Monika nie chce z nim być. Był chorobliwie zazdrosny. Miał ją śledzić. Ciągle pytał ją, czy ma nowego partnera. Ona odpowiadała, że nie, ale ma prawo być z kimkolwiek chce. Na to mężczyzna odparł, że jeśli byłby w jej życiu jakiś mężczyzna, to on by go zabił. Przechwalał się też, że „jego pięści rozbiją wszystko”. Nawet po tym, jak zabił kobietę, zajrzał w jej telefon, czy aby na pewno z nikim nie romansowała…

Zaplanował morderstwo?

Prokuratura Rejonowa dla miasta Rzeszów oskarża 44-latka, że: – Działając z zamiarem bezpośrednim zabójstwa Moniki. R., posługując się narzędziem ostrym w postaci noża, zadał jej 12 ciosów – mówił prokurator Paweł Winiarz w materiale TVP Rzeszów.
Arkadiusz M. był już wcześniej karany. Z więzienia wyszedł w lutym 2021 roku. Kilka miesięcy później miał zabić 47-latkę. Grozi mu za to dożywocie.

Kinga Dereniowska