
– Idźcie wy wszyscy, którzy myślicie o tym, aby się tylko dobrze urządzić, do wszystkich diabłów. Potrzebujemy ludzi, którzy będą rozumieli nasze potrzeby. Ludzi, którzy będą w stanie poświęcić się, aby doprowadzić sprawę Szpitala Wojewódzkiego w Tarnobrzegu do normalnej sytuacji. Aby on służył wszystkim, którzy go potrzebują. I pacjentom i tym, którzy tu pracują – apelował radny Sejmiku Województwa Podkarpackiego, Andrzej Szlęzak, przed wejściem do tarnobrzeskiej lecznicy, gdzie wczoraj odbył się protest dotyczący stopniowej degradacji szpitala.
Uczestnicy manifestacji mówili o tym, że nie godzą się na zamykanie kolejnych oddziałów i apelują do władz wojewódzkich i samorządowych o ratowanie szpitala. – Od wielu, wielu lat jest bardzo trudna sytuacja w tym szpitalu – mówi Małgorzata Zych, organizatorka protestu. – A ostatnio doszło do zamknięcia dwóch oddziałów. Chodzi o oddział chirurgii i ortopedii dziecięcej oraz wewnętrzny. Chodzi nam o zabezpieczenie podstawowych potrzeb mieszkańców Tarnobrzega, dostępności do usług zdrowotnych. Marszałek województwa nie dotrzymał słowa jeśli chodzi o otwarcie oddziału wewnętrznego, które miało nastąpić w listopadzie ubiegłego roku. Termin ten był przesunięty na luty i także nie został dotrzymany. W związku z tym kierujemy pytanie do marszałka województwa podkarpackiego, pana Ortyla, kiedy zamierza otworzyć ten oddział? Wiemy także, że została zamknięta poradnia urologiczna do odwołania. Sytuacja w szpitalu jest tak zła, bo brakuje tu kadry medycznej. Działalność wielu oddziałów tego szpitala oparta jest tylko na jednym lekarzu. Praktycznie na każdym oddziale brakuje po 2 – 3 specjalistów. Dochodzi do sytuacji takiej, że personel jest przesuwany między oddziałami. Brakuje tu także personelu pomocniczego, niemedycznego. Podkarpacie w ogóle mierzy się z problemem braku lekarzy, bo gorzej niż u nas jest tylko w trzech województwach. U nas na 10 tys. mieszkańców przypada 24 lekarzy. Gorsze statystyki mają tylko: lubuskie, warmińsko-mazurskie i podlaskie.
Protestowali pracownicy i mieszkańcy
Pracownicy szpitala nie wzięli udziału w proteście, ale przyszli mieszkańcy. – Nie możemy sobie pozwolić na to, aby nam zamknięto taki szpital, takie poradnie – mówiła kolejna z protestujących. – Tu byli dobrzy lekarze. Stawki zdrowotne podwyższają, a my nie mamy się gdzie leczyć. Do czego doprowadziła dyrekcja szpitala, niszcząc to wszystko. Ja już przeżyłam taką sytuację, że ledwo mi wnuka odratowali. Jak można tak robić? Brakło lekarza. Trzeba było szukać pomocy prywatnie. Co oni wyprawiają? Gdzie jest prezydent, gdzie są władze miasta? Umywają ręce od tego? Szkoda, że jest nas tak mało, ale ludzie się boją. Ja się nie boję. Chcę się leczyć, chcę być zdrowa.
W proteście wziął udział także radny sejmiku województwa podkarpackiego, Andrzej Szlęzak. – Jesteśmy tu po to, by przypomnieć panu marszałkowi, aby ten szpital zyskał należną uwagę – mówił. – Z tego co wiem, to w wielu przypadkach nie trzeba nadzwyczajnych działań. Trzeba wprowadzić tylko ludzi kompetentnych i oni gros problemów potrafią usunąć. Ja będę zmierzał jako radny do tego, aby sprawa Szpitala Wojewódzkiego w Tarnobrzegu znalazła się w programie działań komisji rewizyjnej. Byłem niegdyś przewodniczącym tej komisji i wiem jakie operacje działy się w szpitalu w Rzeszowie. Tu mamy od dłuższego czasu do czynienia ze skrajnie niekompetentnym zarządzaniem. To są nominacje partyjne, przeprowadzane w dziwny sposób, a ten szpital rangi wojewódzkiej zasługuje na to, aby być placówką profesjonalnie zarządzaną. Dziś możemy mówić, nie tyle o kryzysie systemu opieki medycznej, co o zapaści cywilizacyjnej. Liczba zgonów, skrócona długość życia w Polsce, czas czekania na dostęp do lekarza. To nie jest kryzys, to jest zapaść. I temu trzeba się stanowczo przeciwstawić.
Radny zwrócił się do mieszkańców regionu, aby nie byli bierni w sprawie szpitala. – Jeżeli nie wyrazicie stanowczego protestu i nie przestraszy się ta władza w Rzeszowie, to nic z tego nie będzie. Trzeba się zebrać na odwagę i powiedzieć dość – apelował Andrzej Szlęzak. – My nie ustaniemy. Będziemy nadal prowadzić pikietę. Być może pojedziemy do marszałka, do Rzeszowa, a może i do ministerstwa -dodała Małgorzata Zych.
Małgorzata Rokoszewska


