
W drzwi wejściowe do rzeszowskiej podstawówki najpierw ktoś mocno uderzał pustą butelką po wódce. Szyby rozbić się nie udało, popękała jednak tak, że trzeba ją będzie wymienić. Rozbiła się też butelka, szkło wandale zostawili przed wejściem. „Przykre jest to, jak niektórzy rozumieją zabawę i ostatkowe imprezy. Sprawa została zgłoszona na policję” – można przeczytać na profilu szkoły. Dyrekcja przegląda monitoring i liczy na to, że sprawcy zapłacą za swoje czyny.
„Zazwyczaj wrzucamy na FB wesołe informacje. Dziś jest inaczej. Nasza szkoła padła wczorajszej nocy ofiarą aktu wandalizmu. Zdewastowane zostały drzwi wejściowe. Ktoś stłukł szyby butelką po wódce” – tak kilka dni temu zaczynał się pierwszy tego dnia post na facebookowym profilu Szkoły Podstawowej nr 12 w Rzeszowie. Jeden z pierwszych komentarzy napisała dyrektorka Barbara Olearka: „Dbamy o budynek. Staramy się go zmieniać, unowocześniać. Wymaga to sporo naszej energii, pracy, czasu. Daje dużo satysfakcji i radości. Ludzie, opamiętajcie się! Nie niszczcie naszej wspólnej własności! Ręce opadają. Ale oczywiście się nie poddajemy”.
To nie jest jednostkowy przypadek
Podstawówka znajduje się na przy ul. Lwowskiej niedaleko cmentarza Pobitno w Rzeszowie. Otacza ją sporo zieleni, są ławeczki wśród drzew, nie ma natomiast bliskich sąsiadów ani stróża, który miałby po zmroku oko na to, co się tu dzieje. Dla szukających przytulnej miejscówki na spożycie zakupów z monopolowego to miejsce wręcz idealne. – To, że ktoś korzysta z terenu szkoły po zmroku, w ogóle by nam nie przeszkadzało. Tyle, że jak najpierw pogra w piłkę, a później wypije na ławce jakieś piwko, to jest jedno. Ale jak zostawia po sobie zgliszcza i zniszczenie, to zupełnie inna sprawa – denerwuje się Barbara Olearka.
Dodaje, że to nie tylko bolączka szkoły, której jest dyrektorką. Z pobazgranymi sprayem ścianami, powyrywanymi ławkami i porozrzucanymi butelkami po alkoholu mierzy się niejedna rzeszowska placówka. Zimą był spokój, zniszczenia powrócą, jak tylko zrobi się cieplej. – Bo to, co przytrafiło się nam ostatnio, to nie jest jakiś jednostkowy przypadek. Tak dzieje się cały czas. Jak tylko coś naprawimy, zaraz jest zdewastowane. Mamy na przykład taka altankę, w której dzieci mogą się uczyć podczas upałów. Nawet ją niszczą wandale. Czasem ręce opadają.
Wandalizm był, jest i będzie
Asp. sztab. Magdalena Żuk, rzeczniczka Komendy Miejskiej Policji w Rzeszowie, przyznaje, że co jakiś czas policja ma do czynienia ze zgłoszeniami dotyczącymi zniszczeń na terenach należących do szkół czy przedszkoli. – Teraz, w okresie zimowym było ich niewiele, ale zdaję sobie sprawę, że wynika to ze specyfiki tego okresu. Zrobi się cieplej, na pewno będzie tego więcej. Jednak nie ma tych interwencji tak dużo, żebyśmy mogli mówić o jakiejś pladze – uspokaja, po czym dodaje z mniejszym optymizmem: – Niestety, takie zdarzenia od zawsze były, są i będą. I raczej nie uda się ich całkowicie wyeliminować.
Mało optymistyczne jest też to, że wandale to zazwyczaj miejscowa młodzież. – Na terenie tych szkół nie siedzą osoby obce, to uczniowie lub byli uczniowie z danej dzielnicy – przyznaje rzeczniczka policji. Można się o tym przekonać, gdy uda się zatrzymać sprawcę. – Trzeba tylko pamiętać, że jeżeli mówimy o uszkodzeniu mienia, to jest to czyn ścigany na wniosek osoby pokrzywdzonej. Jeśli takiego wniosku nie złoży, to policja nie zajmuje się sprawą – dodaje asp. sztab. Magdalena Żuk.
„Chciałabym zrobić jakieś zajęcia”
Czy uda się zatrzymać osoby, które wyładowały się na drzwiach „dwunastki”? Chociaż większość uchwyconych przez monitoring postaci jest zakapturzona, co nie wróży stuprocentowego sukcesu, Barbara Olearka jest dobrej myśli. Zastanawia się też, jak można by w przyszłości zapobiec podobnym sytuacjom. – Najlepszym sposobem byłoby chyba zagospodarowanie wieczorów w szkole dla tej starszej młodzieży. Może jakieś treningi boksu, żeby oni się mogli wyżyć w sposób kontrolowany. Przecież to nie są z gruntu źli ludzie, tylko jak już w nich ten alkohol zabuzuje, to nie wiedzą, na czym spożytkować ten nadmiar energii. Z drugiej strony wiem, że to trochę utopijne myślenie. Chciałabym wyjść z taką ofertą, ale też mnie na to po prostu nie stać. To wymaga otwarcia szkoły, oświetlenia i ogrzania, wymaga tego żeby ktoś przyszedł i posprzątał po tym i wreszcie, żeby ktoś te zajęcia poprowadził. Więc przedsięwzięcie jest dość spore – kończy.
Grzegorz Król


