Mam tylko ją…

– Przed wypadkiem pani Aneta prowadziła aktywny tryb życia. Sama wychowała córkę Julię (na zdjęciu). Fot. Archiwum

W grudniu ubiegłego roku 45-letnia Aneta Szczepanik z Jarosławia uległa poważnemu wypadkowi samochodowemu. Doznała urazu kręgosłupa, co skutkowało u niej sparaliżowaniem rąk i nóg. Nadal przebywa w jednym z rzeszowskich szpitali. I choć jej stan ulega poprawie, czeka ją długa i kosztowna rehabilitacja. Walczyć o zdrowie ukochanej mamy i powrót do sprawności, postanowiła jej córka Julia, która założyła zbiórkę na jej leczenie: – Wierzę, że dobrzy ludzie nam pomogą… – mówi.

Przed wypadkiem pani Aneta była pełną życia i energii osobą. W jednej chwili straciła kontrolę nad swoim ciałem, a tym samym i życiem. – Mama żyła tak, jak wszyscy inni, ciesząc się każdym dniem. Obecnie przebywa w szpitalu i nie jest w stanie nie tylko poruszać nogami, ale nawet samodzielnie sięgnąć po szklankę wody, odebrać telefonu czy umyć zębów. Tym bardziej nie miała możliwości samodzielnego założenia tej zrzutki, dlatego stworzyłam ją w jej imieniu – napisała Julia w opisie zbiórki.

25 tys. zł miesięcznie

Dziś stan pani Anety już nieco się poprawił.
– Leczenie i rehabilitacja w szpitalu dają efekty – cieszy się Julia Szczepanik. – Starają się o to lekarze i mama też stara się ze wszystkich sił – mówi młoda kobieta. Są zatem powody do radości, ale jest i poważny problem. Mianowicie za kilka miesięcy pani Aneta opuści rzeszowski szpital. Jak rekomendują opiekujący się nią medycy, wskazany byłby wówczas jej pobyt i kontynuowanie rehabilitacji w prywatnym ośrodku zajmującym się kompleksowym przywracaniem sprawności. Niestety, to kosztuje, i to niemało.
– Koszt jednego miesiąca pobytu w takim ośrodku to ok. 25 tys. złotych – wyjaśnia Julia Szczepanik. – Biorąc pod uwagę, że mama potrzebuje jak najdłuższej, wielomiesięcznej rehabilitacji, jej koszt jest dla nas nie do udźwignięcia – przyznaje młoda kobieta. Wie jednak, że brak wczesnej rehabilitacji oznaczać będzie, że mama już na zawsze stanie się uzależniona od innych ludzi, zamknięta w czterech ścianach.

Liczy się każda złotówka

– Przed wypadkiem mama pracowała, prowadziła aktywny tryb życia. Wszystko to legło w gruzach. Zrobię wszystko, co jest w mojej mocy, by mama mogła na nowo żyć jak dawniej, czuć się potrzebną dla innych osób – podkreśla córka pani Anety. – Mama wychowywała mnie w pojedynkę, nie mam również rodzeństwa, więc spośród najbliższej rodziny mam tylko Ją…
Determinacja Julii w walce o zdrowie i sprawność jej matki jest wzruszająca. Młoda kobieta opisuje postępy matki w rehabilitacji. – Mama bardzo pragnie móc znów zjeść samodzielnie posiłek, wyjść na spacer, wrócić do pracy. Widzę jej starania, by poruszać sprawniej każdym pojedynczym palcem i wierzę, że nie pójdą one na marne – podkreśla córka pani Anety. – Są już widoczne pierwsze efekty! Po posadzeniu mama potrafi samodzielnie utrzymać tułów w pozycji pionowej, co do niedawna było jeszcze nierealne – opowiada Julia.
Koszt dalszej rehabilitacji sprawia jednak, że, bez pomocy ludzi dobrej woli trudno będzie o dalsze postępy. – Zwracam się do Was wszystkich o pomoc – apeluje córka pani Anety. – Każda złotówka jest w tej sytuacji dla nas na wagę złota. Kwota, którą pragniemy zebrać odpowiada 6 miesiącom rehabilitacji w prywatnym ośrodku rehabilitacyjnym. O postępach będę informować na bieżąco – deklaruje.
Celem zbiórki na dalsze leczenie i rehabilitację pani Anety jest kwota 158 tys. złotych. To koszt umieszczenia jarosławianki w prywatnym ośrodku rehabilitacyjnym na pół roku. Na razie udało się zebrać nieco ponad 57,5 tys. złotych. Do końca zbiórki pozostało ponad 40 dni. – Bardzo dziękuję wszystkim, którzy wsparli zbiórkę i dali mnie i mamie nadzieję na jej zdrowie i sprawność – mówi Julia Szczepanik. – I bardzo proszę o dalsze wsparcie, bo to nasza jedyna nadzieja…

Monika Kamińska