Nie ma głowy denatki, ale jest wyrok

Spopielone szczątki kobiety zostały rozrzucone przez nieświadomego tego ojca Romana S., schowane w jednym z uli znajdujących się koło domu, a część ciała odkryto w kombajnie. Niestety, wśród tych szczątków, które udało się zabezpieczyć, nie było głowy denatki. Fot. Archiwum

Sąd Apelacyjny w Rzeszowie wydał 8 marca br. prawomocny wyrok w sprawie Romana S., który odpowiadał m.in. za pobicie i zbezczeszczenie zwłok 66-letniej Jadwigi K. Mężczyzna poćwiartował ciało kobiety i przez kilka dni palił je w piecu. Głowy denatki nie odnaleziono do dziś.

Jedna z najbardziej szokujących spraw w regionie ma swój prawomocny finał. Do szokujących wydarzeń opisanych aktem oskarżenia doszło między 10 a 17 stycznia 2021 roku w Zdziechowicach Drugich (pow. stalowowolski). Echa koszmaru, który spotkał Jadwigę K. obiegły całą Polskę.
Roman S. został oskarżony przez Prokuraturę Okręgową w Tarnobrzegu m.in. o spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu Jadwigi K., za co groziło mu od 5 do 25 lub nawet dożywotniego pozbawienia wolności. Prokurator zarzucił mu także pobicie tej samej kobiety i zbezczeszczenie jej zwłok. W styczniu 2022 roku Sąd Okręgowy w Tarnobrzegu uznał mężczyznę winnym i skazał go na 5 lat pozbawienia wolności. Strony odwołały się jednak od tego wyroku do Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie, a prokuratura zmieniała dodatkowo zarzut spowodowania uszczerbku na zdrowiu na zabójstwo z zamiarem ewentualnym.

Nie wiadomo jak zmarła

Wyrok wydany przez sąd I instancji wydawał się szokująco niski, sędzia Tomasz Turbak tłumaczył wówczas, że w tej sprawie nie ma dowodów na to, by mężczyzna przyczynił się do śmierci kobiety.
– W ocenie sądu nie ma dowodów wskazujących na to, że oskarżony się tego czynu dopuścił. Sąd wydając wyrok skazujący musi być przekonany, że dowody zebrane w sprawie nie budzą wątpliwości i że dają pewność, że możemy uznać oskarżonego za winnego popełnienia zarzucanych mu czynów. Takiej pewności w tej sprawie nie ma. Jest natomiast zasada domniemania niewinności, rozstrzygania wątpliwości takich, których nie da się wyjaśnić na korzyść oskarżonego. Biegli nie byli w stanie wskazać, jaka była przyczyna śmierci Jadwigi K., łącznie z tym, że nie byli w stanie wykluczyć takiego przebiegu zdarzenia, że jej zgon mógł nastąpić z przyczyn naturalnych. Wskazali na to, że nie mają całości ciała, bo częściowo zostało ono zniszczone i zbezczeszczone przez oskarżonego – tłumaczył sędzia.

Toksyczny związek 34-latka i 66-latki

Jak ustalono w toku śledztwa, Roman S. i Jadwiga K., mimo znacznej różnicy wieku od około roku byli ze sobą w związku. 34-latek był osobą nerwową, skłonną do agresji, szczególnie gdy znajdował się w stanie nietrzeźwości lub pod wpływem środków odurzających. A że oboje nie stronili od alkoholu, to kobieta doświadczała przemocy. Do pierwszego takiego zdarzenia, opisanego aktem oskarżenia doszło 22 czerwca 2020 r. Potem były kolejne. Niestety, 66-latka nadal odwiedzała w Zdziechowicach Drugich Romana S. i jego ojca.
Jadwiga K. przyjechała do domu S. także na początku stycznia 2021 r. Roman S. w tym czasie wrócił zza granicy i przynajmniej od 7 stycznia ona i on oraz Piotr K. spożywali alkohol.
10 stycznia 2020 r. miała miejsce w miejscu zamieszkania Romana S. interwencja policji. Zgłoszenie pochodziło od Mariana S., ojca Romana S. i wynikało z niego, że między mężczyznami doszło do konfliktu. Nie była to pierwsza taka sytuacja. Roman S. miał już wcześniej po awanturach wyrzucać ojca z domu. Musiał on wówczas nocować w stodole, u brata, bądź u innych znajomych.
– Przybyli na miejsce policjanci, zastali Mariana S., oskarżonych Romana S. i Piotra K. oraz Jadwigę K. Nic złego się tam wówczas jednak nie działo. Wszyscy spożywali natomiast alkohol. Ojciec i syn doszli do porozumienia, ale Marian S. opuścił dom – mówił sędzia Turbak.
Jak ujawniono podczas ustnego uzasadnienia wyroku, wszyscy byli już mocno pijani, ale nadal spożywali alkohol. Piotr K. w pewnym momencie wyszedł z domu za potrzebą fizjologiczną. Jadwiga K. miała w międzyczasie oddać mocz na sofę, na której siedziała. To bardzo zdenerwowało Romana S. Zaczął ją atakować. Chciał ją wyrzucić z domu. Kobieta była już jednak bezwładna. 34-latek uderzył ją jednak kilkakrotnie tępym narzędziem. Pobitą kobietę, wyprowadził na zewnątrz domu i zepchnął ze schodów. Zdarzenia mające miejsce na zewnątrz, widział Piotr K. Z jego relacji wynika, że Jadwiga K. straciła równowagę i uderzyła głową o schody.

Wyrzucił w samej koszuli przed dom

– Kobieta nie miała na sobie żadnej bielizny, jedynie koszulę. Żadnej ciepłej odzieży, żadnych spodni, butów. Jest to bardzo istotne dla sądu. W takim stanie, gdy pani była nietrzeźwa, pobita i ubrana nieadekwatnie do pory roku i gdy panowała temperatura nie wyższa niż 1 st. C, Roman S. wyrzucił ją na zewnątrz – tłumaczył sąd w ustnym uzasadnieniu wyroku.
Piotr K. próbował interweniować i wstawić się za kobietą, ale Romana S. jeszcze bardziej to zdenerwowało. Jadwiga K. usiadła więc na schodach i zakrywając dłońmi twarz, płakała. 55-letni Piotr K. po przepychance z 34-latkiem poszedł do domu. Roman S. nie bacząc na panujące warunki atmosferyczne, wszedł do środka, zostawiając 66-latkę na zewnątrz. Gdy po jakimś czasie wyszedł z powrotem na dwór, znalazł kobietę leżącą na ziemi i miał zorientować się, że nie żyje. Z jego relacji wynika, że wpadł w panikę, obawiał się, że mógł się przyczynić do jej śmierci i zdecydował, że musi pozbyć się ciała. W tym celu ciął piłą i rąbał ciało kobiety i po kawałku palił je w piecu. Nieświadomy tego ojciec mężczyzny, rozrzucał potem popiół z jej zwłok na podwórku. Roman S. część popiołu ukrył także w ulu przy domu, a część ciała w kombajnie.
Wszystko to trwało kilka dni. Gdy po około tygodniu, Piotr K. przyszedł znów do Romana S., ten przyznał mu się, że chyba zabił i spalił szczątki Jadwigi K. 55-latek przekazał tę informację w miejscowym sklepie z prośbą o przekazanie jej policji. Tak horror ujrzał światło dzienne.
Sąd Okręgowy w Tarnobrzegu skazał Romana S. na łączną karę 5 lat pozbawienia wolności. Sąd Apelacyjny w Rzeszowie w całości utrzymał w mocy wyrok sądu pierwszej instancji. Uznał Romana S. winnym czterech czynów. Spowodowanie obrażeń ciała Jadwigi K. przez szarpanie, bicie rękami po ciele i co najmniej siedmiokrotne uderzenie jej twardym tępokrawędzistym, nieustalonym narzędziem w styczniu 2021 r., drugi – pozostawienie nietrzeźwej kobiety bez odpowiedniego ubrania i z rozbitą głową na zimnie, co naraziło ją na bezpośrednie niebezpieczeństwo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu lub nawet utratę życia, trzeci – znieważenie zwłok poprzez ich poćwiartowanie i spalenie oraz pobicie Jadwigi K. w 2020 r. Sąd Apelacyjny nie przyjął natomiast argumentacji prokuratury, która zmieniła zarzut z ciężkiego uszczerbku na ciele Jadwigi K. na zabójstwo z zamiarem ewentualnym, bo uznał, że nie ma na to dowodów. Wyrok jest prawomocny.

Małgorzata Rokoszewska