Lekarze mówią o „piorunującym przebiegu zakażeń”

Fot. archiwum szpitala

Z danych Zakładu Epidemiologii Chorób Zakaźnych i Nadzoru NIZP PZH – PIB wynika, że od 1 stycznia do 15 marca 2023 r. odnotowano w Polsce 971 przypadków inwazyjnej choroby wywołanej przez Streptococcus pyogenes (paciorkowiec grupy A). Dla porównania w analogicznym okresie 2022 r. było ich – 301. W wielu przypadkach dochodzi do rozwoju sepsy. Takich przypadków, tylko do końca lutego br., odnotowano już 27, to dwudziestokrotny wzrost
w stosunku do lat przed pandemicznych.

– Potwierdzam. Od kilku tygodni mamy na oddziale młodego mężczyznę w bardzo ciężkim stanie, z niewydolnością nerek, z martwicą skóry do operacyjnego opracowania, z bardzo trudnym rokowaniem – mówi lek. med. Mariusz Jednakiewicz, kierownik Kliniki Anestezjologii i Intensywnej Terapii w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym w Rzeszowie.
Anestezjolog dodaje, że w zakażeniu duży współudział miało zachorowanie na grypę, podczas którego, mężczyzna opiekował się niepełnosprawnym dzieckiem, jak się później okazało, zakażonym paciorkowcem. Dziecko trafiło potem w stanie ciężkim do szpitala, a po kilku dniach mężczyzna też, z podejrzeniem półpaśca. – Choroba miała piorunujący przebieg. Gdy został przewieziony do nas z Dębicy, już miał martwicę skóry. Jest intensywnie leczony dożylnie antybiotykami, ale jego stan jest bardzo ciężki – mówi.

Inwazyjne zakażenia prowadzą często do śmierci

Większość schorzeń wywołanych paciorkowcami typu A to zakażenia o charakterze nieinwazyjnym, takie jak: angina paciorkowcowa, szkarlatyna, ropień okołomigdałkowy, zapalenie zatok, ucha środkowego oraz powierzchowne zapalenia skóry. Jednak patogen może też doprowadzić do rozwoju ciężkich zakażeń inwazyjnych, takich jak zapalenie płuc i opłucnej, sepsa, zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych. W wyniku zakażeń inwazyjnych może dojść do rozwoju paciorkowcowego zespołu wstrząsu toksycznego, obarczonego bardzo wysoką śmiertelnością. – Paciorkowiec grupy A produkuje kilkanaście bardzo niebezpiecznych białek, które są toksynami dla naszego organizmu. Toksyny wytwarzane przez tę bakterię uszkadzają bardzo silnie nasze narządy, powodując błyskawiczną utratę wydolności nerek, płuc czy serca. W tkankach miękkich bakteria ta powoduje często głęboką martwicę, co powoduje konieczność amputacji kończyn – mówi dr Paweł Grzesiowski, ekspert Naczelnej Rady Lekarskiej ds. zagrożeń epidemicznych. – Najbardziej niebezpieczną postacią są przypadki, kiedy ta bakteria przedostanie się do krwi i wtedy wywołuje bardzo szybko sepsę i groźny dla życia wstrząs toksyczny. Takich przypadków w tym roku, tylko do końca lutego, odnotowano już 27, a w latach przed pandemicznych mieliśmy 1 – 2 takie przypadki. To oznacza, że to wzrost dwudziestokrotny. To oddaje skalę. Musimy też mieć świadomość, że połowa to przypadki śmiertelne, a pamiętajmy, że to wycinek rzeczywistej liczby, bo są to tylko przypadki, które zostały zgłoszone do inspekcji sanitarnej – podkreśla.

Jakie są objawy zakażeń Streptococcus pyogenes?

Dr Grzesiowski przyznaje, że nie jest jasne, z czego wynika wzrost tych ciężkich przypadków. – Jest taka hipoteza, która mówi, że na skutek uszkodzenia przez COVID-19 pewnego fragmentu naszej odporności, te zakażenia rozwijają się łatwiej. COVID-19 osłabia naszą odporność przeciw gram-dodatnim bakteriom, które na co dzień żyją na skórze, na błonach śluzowych – czyli właśnie paciorkowców i gronkowców. Część z nas jest skolonizowana tymi bakteriami. Dotyczy to nie tylko osób starszych czy małych dzieci, mogą zachorować także osoby młode, dotychczas w pełni zdrowe – podkreśla ekspert.
Zakażenia inwazyjne paciorkowcami typu A moją burzliwy przebieg, dolegliwości mogą pojawić się nagle i gwałtownie rozwinąć w sepsę. – Pacjent ma wysoką gorączkę, zaczyna majaczyć, ma problemy ze świadomością, spada ciśnienie tętnicze krwi. Tu niewiele jest objawów zwiastujących, które mogłyby przyspieszyć diagnostykę, mogą występować: osłabienie, zawroty głowy, wymioty, szybkie bicie serca, bladość skóry. Te objawy postępują tak szybko, że w ciągu 1 – 2 dni ze zdrowego człowieka pacjent zamienia się w chorego, który wymaga intensywnej terapii. Pacjent musi jak najszybciej trafić na SOR i dostać antybiotyk – tłumaczy dr Grzesiowski.
Te sepsy mogą wystąpić jako powikłanie grypy. Lekarze podkreślają, żeby nigdy nie lekceważyć infekcji z wysoką gorączką. I szczepić się, bo szczepienia zapobiegają takim powikłaniom.