
To miała być zwykła, choć zwołana w nadzwyczajnym trybie, sesja Rady Miejskiej w Dębicy. Radni mieli dokonać zmian w uchwale budżetowej miasta na 2023 r. i skorygować zapisy w Wieloletniej Prognozie Finansowej. Sesja przybrała nieco kuriozalny charakter. Padły nawet niecenzuralne słowa.
Radni spotkali się w czwartek, aby przyjąć kilka uchwał. Obradowali m.in. nad zmianami w uchwale budżetowej miasta. Chodziło m.in. o przesunięcie środków z tzw. funduszu węglowego na zakup auta dla dębickich urzędników. W uchwale pojawiła się kwota 40 tys. zł na kupno używanego samochodu osobowego.
– Auto będzie wykorzystywane na cele działania urzędu. Przeliczając ubiegły rok i biorąc pod uwagę liczbę przejechanych kilometrów przez urzędników, z kalkulacji wynika, że takiego zakupu należy dokonać – tłumaczyła Lucyna Sikora, skarbnik miasta, argumentując, że opłaca się kupić jakikolwiek samochód, nawet używany. Ratusz zaoszczędzi dzięki temu na tzw. „kilometrówce” i delegacjach dla urzędników pracujących w terenie. – Wyliczyliśmy wysokość delegacji służbowych. Będą to dla nas duże oszczędności – argumentował Mariusz Szewczyk, burmistrz Dębicy.
„Za 40 tys. zł to hulajnogę można kupić, a nie, k***a samochód!”
Radni jednak zastanawiali się, co za kwotę 40 tys. zł będzie można kupić. – Za takie pieniądze można kupić ok. 10-letni samochód. Czy nie można dołożyć pieniędzy i kupić coś lepszego, na gwarancji? Może jakiś leasing lub na raty? – pytał radny Piotr Michoń. Wtórowała mu radna Joanna Ożóg.
– Samochód, który chcemy kupić, był już oglądany i sprawdzony. Będzie służył dłuższy czas – zapewniał burmistrz, nie zdradzając jednak dokładnej marki i modelu pojazdu. W dębickim magistracie na samochodową „emeryturę” oczekuje kilkunastoletni volkswagen. – Wkrótce go zezłomujemy. Wartość napraw przewyższa cenę tego pojazdu – przekazał Mariusz Szewczyk.
Radni jednak nie ustępowali. Mateusz Cebula, w ślad za innymi radnymi, też sugerował, aby zdecydować się na kupno nowego auta. – Zależy nam, żeby to była sensowna inwestycja, tak, żeby nie wymieniać tego auta za kilka lat – mówił.
Kiedy wydawało się, że debata nad kwotą przeznaczoną na zakup auta, zmierza ku końcowi, o głos poprosił wiceprzewodniczący rady Kazimierz Sak. Nieco zaskoczył wszystkich swoją stanowczością, mówiąc: – Za 40 tys. zł to hulajnogę można kupić, a nie k***a, samochód! – zaklął szpetnie. Jednocześnie złożył wniosek, aby zatwierdzić kwotę 140 tys. zł i kupić nowe auto z salonu. Pytany przez radnych, z jakich środków, argumentował, że „z rezerwy kryzysowej”.
Tajemnicza literka „i” zrobiła zamieszanie
Ostatecznie radni zaczęli głosować nad kwotą 40 tys. zł na używany samochód. 20 osób było „za”, nikt się nie wstrzymał, nikt też nie był przeciw. Ale na wyświetlaczu pojawił się komunikat, że jeden z radnych zagłosował nie wiadomo na co. Jego głos przypisano do literki „i”. Wtedy znowu zaczęła się dość kuriozalna dyskusja.
Prowadzący sesję Józef Sieradzki – przewodniczący Rady Miejskiej w Dębicy przekazał, że uchwałę przyjęto. Jednak radni zastanawiali się, czy głosowanie jest ważne, a Piotr Michoń złożył nawet wniosek, żeby je powtórzyć.
– Na tabletach radnych były trzy opcje „za”, „przeciw” oraz „wstrzymuję się od głosu”. Jeżeli ktoś omyłkowo wcisnął coś innego, to jest to wybór, oświadczenie każdego z radnych. Głos z literką „i” nie powinien być brany pod uwagę, bo on jest po prostu nieważny – powiedziała Joanna Żurek-Krupka, prawnik urzędu. Mateusz Kutrzeba, który wcisnął tajemniczą literę „i” w swoim tablecie, stwierdził, że zrobił to w wyniku „wrodzonej ciekawości ”, prosząc jednocześnie o uznanie tego wyboru, jako głos nieważny, a Andrzej Baran apelował, żeby „skończyć ten cyrk i nie robić rzeczy, które nie przestoją radzie”.
Ostatecznie wniosek o ponowne głosowanie nie przeszedł. Dębiccy urzędnicy będą więc jeździć używanym autem za 40 tys. zł.
Dominik Bąk


