Teraz to lekarz balneolog decyduje o tym, do jakiego sanatorium powinien trafić pacjent, bowiem leczenie uzdrowiskowe jest leczeniem bodźcowym i stosowane niewłaściwie, może zaostrzyć niektóre schorzenia. Od przyszłego roku, to jednak sam pacjent zdecyduje, gdzie chce się leczyć. Sam też będzie musiał zarezerwować sobie miejsce w uzdrowisku. Zlikwidowane ma być także leczenie w szpitalach uzdrowiskowych, które obecnie jest darmowe. To budzi sprzeciw przedstawicieli branży sanatoryjnej w całej Polsce, a i dla kuracjuszy może oznaczać spore problemy.
Przedstawiciele uzdrowisk obawiają się zapowiadanej reformy tego sektora. W ich opinii, po przeniesieniu kosztów na świadczeniodawców, kuracjuszy i urynkowieniu dopłat do usług niemedycznych, na leczenie w tych ośrodkach stać będzie tylko najbogatszych seniorów. – Zmiany mogą doprowadzić do upadku nawet 50 proc. sanatoriów, a wraz z nimi biznesu okołouzdrowiskowego(…). Poza tym, pacjent będzie musiał zarezerwować w systemie miejsce w wybranym przez siebie uzdrowisku, co dla starszych osób, a przecież to one stanowią większość kuracjuszy, może być dużym problemem – pisze w liście otwartym do Ministerstwa Zdrowia branża.
Turystyka medyczna zamiast leczenia
Dlaczego możliwość samodzielnego wyboru uzdrowiska jest złym rozwiązaniem? Bo zamiast mało atrakcyjnego Horyńca czy Rymanowa, kuracjusze wybiorą Krynicę lub Kołobrzeg. Nie będą mogli się tam więc leczyć ci, którzy powinni ze względu na profil leczniczy i jednostkę chorobową, tylko najbogatsi.
– Celem działania uzdrowisk jest leczenie, a różne lokalizacje sanatoriów mają swoje medyczne uzasadnienie z uwagi na posiadanie zróżnicowanych zasobów surowców naturalnych. Obawiamy się, że kuracjusze, mając źle pojmowaną swobodę wyboru, w większym stopniu będą się kierować atrakcyjnością geograficzną uzdrowisk i wybierać te nadmorskie czy górskie, co niekoniecznie będzie odpowiadało ich potrzebom zdrowotnym. Branża uzdrowiskowa jest integralną częścią systemu ochrony zdrowia, a kierunek proponowanych w reformie zmian dąży do przeistoczenia leczenia uzdrowiskowego w turystykę medyczną za publiczne pieniądze. Aspekt leczniczy zejdzie na dalszy plan, jego poziom się pogorszy
– piszą sygnatariusze listu.
Dlaczego miałyby upadać?
Obecnie za 21-dniowy pobyt w pokoju jednoosobowym, w zależności od sezonu, pacjent płaci do tysiąca zł. Mamy także pobyty komercyjne, one zwykle trwają około tygodnia. Cena wynosi około 250 zł za dobę. Po reformie te dopłaty mogą być na poziomie cen za pobyty komercyjne – informuje Grzegorz Wójcik, dyrektor ds. finansowych w uzdrowisku Iwonicz. Konsekwencją zmian będzie nie tylko pogorszenie się jakości i zmniejszenie dostępności leczenia, czy dłuższy czas oczekiwania. Bez korekt w przepisach sygnatariusze spodziewają się upadku nawet 50 procent sanatoriów, a wraz z nimi biznesu okołouzdrowiskowego i zwolnień. – Mamy około 570 miejsc. W tej chwili mamy 514 kuracjuszy, więc obłożenie jest bardzo dobre. Ale jeśli okaże się, że w przyszłym roku kuracjusze nie będą do nas przyjeżdżać, że będzie ich tylu, że zmieścimy ich w jednym obiekcie, to pozostałe będziemy musieli zamknąć – przyznaje nie bez racji dyrektor uzdrowiska w Iwoniczu.
Anna Moraniec


