
Średnia wieku chirurga to 60 lat. Co trzeci jest już w wieku emerytalnym – dramat. A tendencja bynajmniej nie w dół – pisze na Facebooku Porozumienie Chirurgów SKALPEL. I to nie jest czcze gadanie. – Na Podkarpaciu, na 19 dostępnych miejsc rezydenckich tylko czterech młodych lekarzy wybrało tę specjalizację. Jeżeli nic się nie zmieni, za 5, a nie za 20 lat nie będzie miał kto operować – mówi dr n. med. Jacek Pszeniczny, p.o. kierownika Kliniki Chirurgii Ogólnej i Onkologicznej w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym w Rzeszowie.
Kryzys w chirurgii jest widoczny w całym kraju. W większości województw, tak jak się to stało na Podkarpaciu, tę specjalizację wybrało po kilku rezydentów. W trzech województwach –
świętokrzyskim, lubuskim i kujawsko-pomorskim – nikt się nie zgłosił. W pierwszym zostało pięć miejsc, w drugim – osiem, w trzecim – 14 nieobsadzonych. W całym kraju szpitale mogły przyjąć
222 rezydentów. Aż 75 proc. miejsc dla młodych chirurgów zostało więc nieobsadzonych. Rok temu nie było lepiej. Obsadzone zostało 30 proc. miejsc.
Boją się ciężkiej pracy i odpowiedzialności
Największym wzięciem wśród rezydentów podczas wiosennego naboru cieszyły się dermatologia i radiologia, potem medycyna rodzinna, ortodoncja, psychiatria, pediatria, anestezjologia i intensywna terapia oraz kardiologia. Dlaczego młodzi lekarze nie wybierają chirurgii? Bo to ciężka praca, także fizyczna (nawet kilkugodzinne stanie przy stole operacyjnym, często w nocy), stosunkowo najsłabsze zarobki (radiolog czy anestezjolog zarabia trzy razy więcej), samodzielność osiąga się najwcześniej po 10 lub więcej latach ciężkiej pracy, istnieje konieczność
dyżurowania i odpowiedzialność karna za tzw. błędy medyczne, które najczęściej nimi nie są.
Dawno minęły czasy gdy zostanie chirurgiem było dla lekarza nobilitacją
– Jak ja w 1995 roku starałem się dostać do pracy, wolne miejsca były na radiologii, patomorfologii i na medycynie rodzinnej. Chirurgia była nieosiągalna. Sam byłem 4 miesiące na bezrobociu czekając na miejsce. Obecnie niestety na chirurgię nikt nie chce iść, albo idą tylko nieliczni – mówi dr Pszeniczny. Chirurg wylicza, że jego specjalizacja zaczęła tracić na wartości gdy procedury chirurgiczne zostały wycenione skandalicznie nisko. Od tego czasu oddziały stały się dla szpitali przysłowiowym piątym kołem u wozu. Żeby nie wiadomo jak dużo chirurdzy operowali, oddziały
jako całość przynosiły dla lecznic straty. Zawód chirurga stawał się coraz mniej atrakcyjny, bo szpitale przestawały inwestować w modernizację sal i bloków operacyjnych czy wymianę sprzętu, a
także wynagrodzenia personelu. Doszedł też narastający system represji za ewentualne powikłania. Chirurgia przez wszystkich traktowana jest po macoszemu. Tymczasem to ona wciąż jest podstawową metodą leczenia wielu schorzeń. Dotyczy to zwłaszcza chorób nowotworowych. Nowoczesna radioterapia i chemioterapia są przeważnie uzupełnieniem leczenia pacjentów po
chirurgicznych zabiegach. Jeśli nadal będzie się utrzymywał kryzys kadrowy wśród lekarzy tej specjalności, może nam grozić konieczność zamykania oddziałów. I nie rozwiąże sytuacji fakt, że
rezydent z chirurgii ogólnej na start otrzymuje 7 tys. zł miesięcznie, od drugiego roku – 7200 zł.
Anna Moraniec


