DĘBICA. Szef Rady Miasta złamał prawo, przerywając sesję w sprawie obniżki diet?
O tym, że miejscy radni nie pozwolili na obniżenie swoich diet, informowaliśmy już w jednym z ostatnich wydań Super Nowości. Wśród dębiczan pozostał niesmak. Ale nie tylko. Pojawiły się poważne oskarżenia pod adresem Stefana Bieszczada, szefa Rady Miasta. – Stopując sesję, na której debatowaliśmy nad obniżką naszych diet, wprowadził standardy z Białorusi. To opinia prawnika – oburza się radny PO Roman Roztoczyński.
Wniosek o obniżkę diet i redukcję miejskich komisji złożyła grupa radnych opozycji: Mateusz Pasek, Roman Roztoczyński, Kazimierz Sak, Jarosław Śliwa, Mariusz Szewczyk (wszyscy z PO) i Renata Barszcz. Według ich wyliczeń redukcja uposażeń (do 560 zł) dałaby miastu ok. 130 tys. zł rocznie. Kolejne oszczędności plus przejrzystość ratusza oznaczałoby zmniejszenie liczby komisji. Sesję w tej sprawie zwołano pięć dni przed wyborami (4 bm.).
Stanisław Leski: – To była czysta polityka
Ale na wniosek Stefana Bieszczada szefa Rady Miasta głosowanie zostało przesunięte na termin po wyborach. – Ta sala nie będzie miejscem kampanii – tłumaczył swoją decyzję Bieszczad. – Wniosek o zmniejszenie diet przed wyborami to nic innego, jak czysta polityka. Dlatego właśnie nie chcieliśmy prowokować kłótni, bo ona nie służyłaby nikomu – mówił Super Nowościom Stanisław Leski, szef klubu radnych PiS, a zarazem wiceszef Rady Miasta.
Osiem dni później, kiedy opadł już kampanijny kurz, temat powrócił, ale na krótko, bo radni odrzucili projekty opozycji. Za obniżką diet głosowali wnioskodawcy i co ciekawe – Stefan Bieszczad. Od głosu wstrzymali się: Joanna Ożóg i Szczepan Mroczek. – Każdy radny może przekazać swoją dietę na cele charytatywne. Tak, jak robi to pan Bieszczad. Sytuacja w mieście nie jest łatwa. I na tym trzeba się skupić, a nie na polityce – komentuje Leski.
Stefan Bieszczad: – Posiłkowałem się opinią prawnika
I wydawało się, że temat diet jest już definitywnie zamknięty. Tymczasem okazało się, że, zdaniem opozycji, przewodniczący Bieszczad mógł złamać prawo, przerywając obrady, na których zaczęto procedować proponowaną obniżkę uposażeń radnych. – Przeglądałam statut miasta, posiłkowałam się tez opinią radcy prawnego i w tym kontekście przerwa w sesji nadzwyczajnej z podanego powodu nie powinna mieć miejsca – przekonuje Renata Barszcz.
Wtóruje jej inny radny opozycji Roman Roztoczyński (PO). – Obecny na tej sesji radca prawny stwierdził, że pierwszy raz w życiu spotkał się z taką sytuacją. Przewodniczący wprowadza standardy z Białorusi – oskarża Roztoczyński. – Ja na wszystkim się nie znam i wcale nie mówię, że jest inaczej. Dlatego posiłkowałem się opinią prawnika. Odpowiedni zapis znalazłem też w naszym elementarzu, jakim jest statut – broni się Stefan Bieszczad.
Paweł Galek



One Response to "Stefan Bieszczad, jak Łukaszenko?"