Rzeszów utonie w długach!

W 2039 r. Tadeusz Ferenc na pewno nie będzie już prezydentem, ale mieszkańcy Rzeszowa dopiero wtedy spłacą jego długi.

RZESZÓW. Prezydent Tadeusz Ferenc zadłuży Rzeszów na kolejne 300 mln zł. Miasto będzie spłacać kredyt do 2039 r.

Radni zgodzili się wczoraj na zaciągnięcie maksymalne aż 300 milionów złotych kredytu w Europejskim Banku Inwestycyjnym. – Te pieniądze otrzymamy na bardzo korzystnych warunkach – zapewniali miejscy urzędnicy. – Każdy widzi jak poważna jest sytuacja gospodarcza w Europie. Jak się tak zadłużymy, to czym się to skończy? – niepokoiła się opozycja.

Kredyt długoterminowy na kwotę do 300 mln zł ma pokryć planowany deficyt budżetu Rzeszowa w latach 2011 – 2014. W tym roku miasto pożyczy w ten sposób do 50 mln zł, resztę w latach kolejnych. Ile to będzie każdego roku, zdecydują radni w zależności od potrzeb.

– To kredyt na lepszych warunkach, niż te zaciągane do tej pory – tłumaczyli miejscy urzędnicy. – Pieniądze wydamy na najważniejsze, kluczowe inwestycje, głównie te współfinansowane z funduszy unijnych. Nie musimy korzystać z całej przyznanej kwoty, a takie pożyczki na najbliższe lata i tak były już zaplanowane, tylko z innych źródeł.

Wszystkie inwestycje kredytowane przez EBI muszą być rozliczone do końca 2015 r. Problem w tym, że kredyt będzie spłacany w latach 2017 – 2039. W tym czasie Tadeusz Ferenc na pewno nie będzie już prezydentem, podobnie jak większość radnych też nie będzie pełnić swych funkcji.

Czeka nas powtórka z Grecji?

Perspektywa tak odległej spłaty przestraszyła radnych opozycji. – Czy mamy jakieś dane jak wygląda ogólne zadłużenie miasta? – dopytywał Robert Kultys z PiS, przywołując niepokojącą sytuację gospodarczą w Europie.

Prezydent Tadeusz Ferenc stwierdził, że obecnie poziom zadłużenia wynosi ok. 34 proc. dochodów (przy dopuszczalnej granicy 60 proc.) i choć kwotowo wzrosło, to od 2003 r. również budżet miasta wzrósł z 300 mln zł do ponad 900 mln zł. – Albo schodzimy z zadłużeniem na zero, albo zaciągamy kredyt i rozbudowujemy miasto – powiedział Ferenc, dodając optymistycznie, że wpływy z podatków zwiększają się.

To nie uspokoiło opozycji. – Jeżeli miasta się tak pozadłużają, to co będzie w latach 30.? – zastanawiał się radny Kultys zarzucając władzom miasta beztroskę. – Pan sieje niepokój – bronił polityki prezydenta Wiesław Buż z SLD, który nota bene przyznał, że jako przedsiębiorca z kredytu nie korzysta.

A długi rosną, rosną, rosną…

Z wieloletniej prognozy finansowej wynika, że pod koniec tego roku zadłużenie Rzeszowa wyniesie ponad 355 mln zł (w 2010 r. było to ok. 270 mln zł). Ta kwota to 46,3 proc. dochodów. W kolejnych latach dług będzie rósł, osiągając apogeum – 573 mln zł – w 2015 r., gdy przestanie obowiązywać obecny wskaźnik 60 proc.

– Czym to się skończy? – zastanawiał się przewodniczący rady Andrzej Dec z PO i sam udzielił odpowiedzi przywołując rozmowę z jednym z polskich samorządowców. – Skończy się ustawą o oddłużeniu miast jak w 1934 roku.

Pytanie: kto i za czyje pieniądze będzie oddłużał samorządy, nie zostało już przez radnych postawione, a szkoda.

Krzysztof Kuchta

11 Responses to "Rzeszów utonie w długach!"

Leave a Reply

Your email address will not be published.