
STALOWA WOLA, WARSZAWA. Stalowowolanie pojechali do stolicy złożyć wieniec pod pomnikiem Dmowskiego i zostali potraktowani jak przestępcy.
Grupę stalowowolan, która w piątek wyjechała do Warszawy na Marsz Niepodległości, po powrocie czekała średniej jakości niespodzianka. Autokar na rogatkach miasta został zatrzymany, a wszyscy jadący nim skontrolowani i sfotografowani. Nie tylko zresztą stalowowolanie. Policja robiła to prawie z każdym odwiedzającym 11. listopada stolicę, a gość z biało-czerwoną flagą był już strzeżony szczególnie.
Wyjazdy na grób Romana Dmowskiego na warszawskim Bródnie, organizuje systematycznie jedno ze stalowowolskich stowarzyszeń. Nie mogło być inaczej 11 bm. Do autokaru wsiadła też oficjalna delegacja Prezydenta Miasta, z wieńcem.
Dostali rozkaz z góry
W autokarze byli głównie uczniowie i emeryci płci obojga. Karnie stalowowolanie przeszli od cmentarza na Bródnie, odwiedzając kilka kościołów przy Krakowskim Przedmieściu, na Pl. Konstytucji, a potem trasą marszu na Pl. Na Rozdrożu, gdzie pod pomnikiem Dmowskiego wieniec od prezydenta został złożony. Składający szybko się wycofali, bo na plecach czuli już oddech policji. Policja towarzyszyła im też w drodze na stołeczny Torwar, gdzie zgromadzono wszystkie autobusy. Zrazu okazało się, że nie tylko w drodze na Torwar. Policyjny radiowóz, a czasami nawet dwa, towarzyszył autobusowi z podkarpacką rejestracją do granic Stalowej Woli. Na stacji benzynowej w Turbi dojechało jeszcze kilka radiowozów. Tam wszyscy uczestnicy wyprawy do Warszawy byli pojedynczo wyprowadzani i kontrolowani. Przy okazji każdy musiał powiedzieć kilka słów do policyjnej kamery.
Policjanci nie uwzięli się wyłącznie na stalowowolan. Tak były kontrolowane tez inne autobusy, a wracający z manifestacji pociągami, zatrzymywani na dworcach. Pomijając niestosowność takiej akcji w szczególny dla kraju dzień, ktoś powinien zwrócić uwagę na koszty. Wszak setki radiowozów jeździły po kraju bez celu! – Przeżyłem już sporo lat, ale pierwszy raz zostałem w ten sposób upokorzony. W stanie wojennym bym to zrozumiał, ale teraz tego nie potrafię wybaczyć – mówił jeden z emerytów, który w Turbi został potraktowany jak każdy inny, czyli jak domniemany przestępca. Policjanci też nie byli zachwyceni kontrolą. – To nie nasz wymysł. Dostaliśmy taki rozkaz z góry – odszepnął jeden z mundurowych, na pytanie kontrolowanego wycieczkowicza.
Jerzy Mielniczuk



5 Responses to "Patriotyzm pilnie strzeżony"