
STOBIERNA. Okoliczni mieszkańcy wciąż pomagają ofiarom piątkowej kolizji.
Mieszkańcy Stobiernej nie mogą zrozumieć dlaczego nikt nie chce pomóc dwóm rumuńskim kierowcom, którzy od piątku koczują przy swojej cysternie z melaminą. Wczoraj przyjechał do nich z lawetą przedstawiciel ich macierzystej firmy z Rumunii. Problem tkwił jednak w podniesieniu auta.
Przypomnijmy. Cysterna z substancją używaną w przemyśle meblarskim jadąca z Puław do Rumunii wpadła do rowu w piątek nad ranem. Policja i straż pożarna zabezpieczyły miejsce zdarzenia i na tym ich rola się skończyła. Przedstawiciele służb ratunkowych twierdzą, że więcej zrobić nie mogą, a wszystko jest w gestii właściciela firmy przewozowej i rumuńskich służb dyplomatycznych.
Policjanci załatwili kierowcom tłumacza i przekazali numery telefonów do specjalistycznych firm zajmujących się usuwaniem skutków kolizji.
Problem tkwi w tym, że przewożony towar jest nieubezpieczony, zaś kierowcy nie chcieli zgodzić się na przeniesienie go do innego samochodu. Ponoć melamina jest bardzo czułą substancja i nieumiejętne obchodzenie się z nią może spowodować znaczne obniżenie jej wartości. Kierowcy nie dysponują tez kwotą jaką żądają specjalistyczne firmy za podniesienie wozu.
Z pomocą kierowcom ruszyli okoliczni mieszkańcy. Rumunii mają zapewnione ciepłe posiłki, herbatę, kawę. Miejscowi zapraszają ich do siebie.
– Staramy się pomóc jak tylko się da. Żal ludzi, którzy utknęli z dala od domu – mówi pan Paweł ze Stobiernej. Okoliczni mieszkańcy interweniowali już w tej sprawie wielokrotnie na policji i straży pożarnej, dzwonili do ambasady rumuńskiej, której jednak wykazuje małe zainteresowanie losem swoich rodaków.
W poniedziałek wielokrotnie usiłowaliśmy skontaktować się z osobami odpowiedzialnymi za kontakty z prasą. Po długim czasie i wielu telefonach skontaktowała się z nami Aleksandra Zdaniak z ambasady.
– Mieliśmy wcześniej sygnał o wypadku, ale dopiero dzisiaj rano kierowcy sami się z nami skontaktowali. Wcześniej, bez ich interwencji nie mogliśmy nic pomóc – mówi Aleksandra Zdaniak. Zapewnia, że rumuńscy dyplomaci są w kontakcie z przedstawicielami firmy ubezpieczeniowej i przewoźnikiem, robią wszystko by pomóc w załatwieniu sprawy “ale przecież auta nie podniosą”.
W poniedziałek do Rzeszowa przyjechał przedstawiciel rumuńskiego przewoźnika Marian Cucu.
– Przyjechałem z lawetą, która jest w stanie wziąć cysternę i przetransportować ją do Rumunii. Problem jednak tkwi tym, żeby ktoś ją podniósł – mówił nam Marian Cucu. Wczoraj trwały negocjacje na ten temat z jedną z firm. Do chwili zamknięcia numeru nie było jednak jasne kiedy kierowcy będą mogli wrócić do domu. Byli już wyraźnie zmęczeni i poirytowani. Zapowiadali, że jeżeli sytuacja się nie zmieni porzucą cysternę i na własny rachunek wrócą do domu.
Szymon Jakubowski, Artur Getler


