
Niechlubne miejsce w rankingu najbardziej zakorkowanych miast
Stolica Podkarpacia znalazła się w niechlubnej czołówce: jest na czwartym miejscu wśród miast, po których jeździ się najwolniej. Wyprzedzamy takie metropolie jak Kraków, Łódź czy Gdańsk. Aż dziw bierze, że lubujący się w różnego rodzaju rankingach prezydent Tadeusz Ferenc nie chwali się takim osiągnięciem. W końcu to zasługa władz miasta, które zamiast rozładowywać korki zajmują się sadzeniem kwiatków przy ulicach.
Raport o odczuciach polskich kierowców opracował niedawno serwis internetowy korkowo.pl Analizie poddano informacje z nadajników umieszczonych w pojazdach jeżdżących po ulicach 10 miast, wśród nich Rzeszowa. Szczególny nacisk położono na ruch w godzinach szczytu porannego i popołudniowego. Badania pokazały, że średnia prędkość jazdy po Rzeszowie to 22,75 km na godzinę. Ciut gorzej jest tylko w Poznaniu, Warszawie i Wrocławiu.
Tak więc, okazuje się, że dołączyliśmy do największych polskich miast. Szkoda tylko, że w tak negatywnym zestawieniu. Tymczasem prezydent Tadeusz Ferenc, przy różnych okazjach powtarza, że w Rzeszowie nie ma korków lub są bardzo małe, a prawdziwe korki są w Paryżu.
Przez ostatnie 9 lat swej “posługi” w ratuszu prezydent nie zrobił praktycznie nic dla realnego usprawnienia ruchu w mieście. Eksperci od robienia Ferencowi dobrego PR doradzają prezydentowi sprytnie jak tu nie robić nic i się nie narobić, a równocześnie być przez społeczeństwo kochanym.
Prezydent się nie napracował
Sam prezydent Ferenc też jest dobry w te klocki, opowiadając w telewizji bajki, a ponieważ telewizja nie pokazuje praktycznie krytycznych materiałów o prezydencie i siła szklanego ekranu jest dziś większa niż prasy, ludzie łykają okrągłe kawałki i wydaje im się, że mają superprezydenta.
Zobaczmy tymczasem jakie działania prezydent Tadeusz Ferenc podjął w celu przyspieszenia ruchu w Rzeszowie:
– na pasach zieleni przy jedniach ustawił tabliczki zachęcające do zachowania czystości,
– posadził kwiaty przy skrzyżowaniach,
– wysypał głazy kamienne na pasach zieleni,
– zainstalował sekundniki na sygnalizatorach ulicznych, ale o zielonej fali już zapomniał, bo tego się nie chciało mu zrobić.
Prezydent nie rozładował więc korków, bo żeby to zrobić, trzeba się napracować, np. stale obserwować jak wygląda ruch w mieście. No cóż, przez okres swoich rządów Tadeusz Ferenc nie raczył nawet powołać profesjonalnego tzw. inżyniera ruchu, jak w innych miastach, co zresztą podpowiadali mu m.in. radni opozycji. Zasłynął za to osobistymi ingerencjami w ustawienia świateł na skrzyżowaniach. W końcu to on tu rządzi, po co mu jakiś inżynier ruchu?
Najnowszy pomysł na rozładowanie korków w wykonaniu prezydenta Ferenca to buspasy, a raczej buc-pasy, jak zaczęli je nazywać internauci. Na razie buc-pasy zafundowano kierowcom na al. Sikorskiego gdzie średnio w ciągu godziny w każdą stronę jedzie nie więcej niż 10 autobusów MPK i to tylko na odcinku tej arterii. Kolejne mają się pojawić na ulicach w ścisłym centrum Rzeszowa. Jak wygląda poruszanie się po tych drogach teraz nikomu tłumaczyć nie trzeba.
***
W Rzeszowie jest ogromna grupa inteligentnych ludzi niechętnych Ferencowi, którzy dobrze wiedzą, że nie zatrudniliby go we własnej firmie, ani nie chcieliby jako współpracownika. Mają już dość obecnych rządów. Są oni jednak za tym, żeby prezydent namalował w Rzeszowie jak najwięcej buc-pasów. Wtedy wszyscy mieszkańcy utkną na dobre w korkach i zrozumieją wreszcie jak wspaniałego gospodarza mają w ratuszu.
Krzysztof Kuchta



5 Responses to "Korki w Rzeszowie jak w Warszawie"