
RZESZÓW. Elektroniczny system ostrzegania przed zagrożeniem powodziowym.
Założenie jest proste: krótkie wiadomości mają nas ostrzegać przed zagrożeniem. Jednak już na początku pojawiły się wątpliwości, czy masowe informowanie o zagrożeniu nie wywoła niepotrzebnej paniki. – O momencie wysłania SMS będą decydować Prezydent i Wydział Zarządzania Kryzysowego – mówi Józef Szyszka, dyrektor Wydziału Zarządzania Kryzysowego i Ochrony Ludności. Nasuwa się więc pytanie: po co taki system powstaje?
Czujniki zostały już zamontowane przy rzekach: Wisłok, Młynówka i Strug. Mieszkańcy będą informowani o ewentualnym zagrożeniu i będą otrzymywali aktualne dane o poziomie rzeki, jeśli załogują się w systemie Centrum Kryzysowego. – Co 10 sekund dane pomiarowe się zmieniają – mówi Maciej Chłodnicki, rzecznik prezydenta.
Żeby nie zaszkodzić
– System ma na celu uprzedzenie o zagrożeniu. Ma ułatwić pracę i zapobiegać szkodom. Głównie jest skierowany do mieszkańców – mówi Szyszka. Pojawiają się jednak wątpliwości, czy takie informowanie nie przyniesie więcej złego niż pożytecznego. – Ludzie żądają informacji i to spełni strona internetowa. Ale informowani będą przede wszystkim komendanci, strażacy i inni ratujący życie – dodaje.
Kto za to zapłaci
Cena wysłania SMS nie została określona. – Przy wysyłaniu wiadomości do ok. 4 tys. osób koszt wynosi 11 gr, przy liczbie kilkudziesięciu tysięcy wyjdzie kilka groszy – mówi Lesław Bańdur, dyrektor Biura Obsługi Informatycznej i Telekomunikacyjnej. Na pytanie o koszty nerwowo zareagował Chłodnicki. – Pieniądze w tym momencie się nie liczą – odpowiedział zbulwersowany.
W drugim etapie projektu mają powstać 4. kolejne stacje. Lokalizacja jest objęta tajemnicą. Inwestycja kosztowała 162 tys. zł i w 70 proc. została sfinansowana z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska.
***
Miasto po raz kolejny wydaje z rozmachem pieniądze. Inwestycja nie jest w gruncie rzeczy do końca przemyślana. Informacje będą wysyłane przede wszystkim odpowiednim służbom. Po co inwestować w coś, co i tak nie do końca będzie służyło mieszkańcom? Jeśli otrzymam wiadomość w środku nocy, to mało prawdopodobne jest to, że ją odczytam. Nie lepiej byłoby ostrzegać mieszkańców w inny sposób?
Ewelina Nawrot


