Dlaczego Donald Tusk chce wiedzieć o nas wszystko?

Fot. Archiwum

Kontynuujemy naszą akcję „Rozliczamy premiera Tuska z kłamliwych obietnic”. W tym wydaniu pytamy dlaczego obecna władza, wbrew zapewnieniom, nie ufa ludziom i…

Polska pod rządami Platformy Obywatelskiej została mistrzem Europy w inwigilacji obywateli. W 2011 roku policja i służby pobrały od teleoperatorów informacje o naszych połączeniach telefonicznych aż 1,85 miliona razy!

To o prawie pół miliona więcej niż w 2010 roku i o 800 tys. więcej niż w 2009 roku. W zeszłym roku ponad połowa przypadków udostępnienia tych danych (56 proc.) nastąpiła w przeciągu 1 miesiąca od zatrzymania danych przez operatora. – Nie ma powodu, by uprawnione instytucje miały aż tak szerokie możliwości w zakresie dostępu do danych telekomunikacyjnych obywateli – komentuje RPO prof. Irena Lipowicz, ale rzeczywistość jest nieubłagana – przytoczone statystyki pokazują, że inwigilowany może być każdy z nas!

Jeden z dziesięciu?
Polska nie jest największym krajem w Europie, ale zdecydowanie przoduje w inwigilacji. Dzisiaj w tzw. wieku produkcyjnym jest około 24 miliony Polaków, co oznacza, że, po wyłączeniu dzieci i starców, inwigilowany może być nawet co dziesiąty pracujący obywatel! Taki jest prawdziwy obraz państwa polskiego, tkwiącego głęboko w komunizmie. Nawyki wykorzystywania służb państwowych do działań przeciwko obywatelom pozostały, choć dzisiaj robi się to w białych rękawiczkach. Potwierdzają to z roku na rok kolejne dane, które władza starała się nie wypuszczać na światło dzienne.

Informacje służą konkurencji?
W Polsce nie ma i nie było w ostatnich latach dużego zagrożenia terrorystycznego, więc trudno zrozumieć tę rosnącą z roku na rok lawinę nieufności. Poziom inwigilacji obywateli jest ogromny, bo najprawdopodobniej jest ona wykorzystywana do walki między przedsiębiorstwami. Te, które mają powiązania z ekipą rządzącą, są w stanie załatwić sobie informacje z podsłuchów, bilingów czy wykazów połączeń. Służą one zarówno do śledzenia konkurencji jak i urzędnikom urzędów skarbowych. To najłatwiejszy sposób do szantażu oraz do zdobycia tzw. haka.
Gdyby informacje o naszych rozmowach telefonicznych faktycznie były częścią walki z przestępczością, jak starają się nas przekonać politycy i funkcjonariusze służb, to powinniśmy widzieć tego efekty. Tymczasem przestępczość w Polsce utrzymuje się na podobnym poziomie już od kilku lat, a jej rozmiary nie odbiegają od tej w krajach zachodnich. Oczywiście w prawie 40-milionowym kraju podsłuchy czy wykorzystywanie danych z bilingów są potrzebne, ale powinno być ich znacznie mniej, tym bardziej, że nie ma żadnej pewności czy pobierane dane rzeczywiście są niezbędne do realizacji zamierzonego celu. U naszych zachodnich sąsiadów policja występuje o informacje do teleoperatorów 35 razy rzadziej!

Pozory mylą
Patrząc na schludnie ubranych polityków, wypowiadających okrągłe zdania, odnosimy wrażenie, że Polska jest cywilizowanym i nowoczesnym krajem, tymczasem wyraźnie skręcamy ku standardom Białorusi. Do korzystania z danych o naszej komunikacji (bilingi, wykazy rozmów, wykazy połączeń czy podsłuchy) uprawnione są: sądy, prokuratura, policja, Straż Graniczna, Żandarmeria Wojskowa, Służba Kontrwywiadu Wojskowego, ABW, CBA i służby skarbowe. Co jednak bardziej istotne – wszystkie te służby mają do nich dostęp bez kontroli sądu i prokuratora ani żadnej innej zewnętrznej formy weryfikacji. Żaden z organów uprawnionych do pobierania naszych danych telekomunikacyjnych nie jest też zobowiązany po zakończeniu postępowania do informowania o tym osoby, której dane zostały wykorzystane. Warto też przypomnieć, że Polska wdrożyła unijną dyrektywę retencyjną w sposób bardzo restrykcyjny. Podczas gdy w większości krajów Unii Europejskiej informacje o tym, kto, z kim i kiedy się łączył lub próbował połączyć, są do dyspozycji policji i służb przez tylko przez pół roku, w Polsce okres przechowywania tych danych wynosi dwa lata. Na dłużej unijna dyrektywa już nie pozwala!

Nie ukryjesz nic
Z kolei w przypadku podsłuchów obowiązuje zasada, że bez zgody sądu nie jest on dowodem, co jednak nie uniemożliwia służbom ich zakładania i wykorzystywania do innych celów. O tym, że byliśmy podsłuchiwani lub przeglądano nasze kontakty, możemy dowiedzieć się tylko wtedy gdy sięgnęła po nie prokuratura lub sąd, albo gdy dostaniemy zarzuty i możemy zapoznać się z aktami sprawy. Większości ludzi wydaje się, że do założenia podsłuchu zakładane są specjalne urządzenia, ale to nieprawda. Co więcej, telefony komórkowe mogą być na podsłuchu 24 godziny na dobę! Podsłuchiwany obywatel nie ukryje przed służbami nic, nawet jeśli zmieni numer telefonu, bo państwo jest w posiadaniu specjalnego oprogramowania, które rozpoznaje profil dźwiękowy danej osoby!

W kierunku państwa policyjnego?
O zmianę przepisów dotyczących podsłuchów jeszcze w 2009 roku zwrócił się do premiera ówczesny Rzecznik Praw Obywatelskich prof. Janusz Kochanowski. Jego zdaniem stosowanie tzw. podsłuchów pozaprocesowych naruszało konstytucyjne prawa obywateli do prywatności, wolności i ochrony tajemnicy komunikowania się. Kilka miesięcy później jego opinię potwierdzili sędziowie Trybunału Konstytucyjnego. Z kolei na początku 2012 roku obecna Rzecznik Praw Obywatelskich prof. Irena Lipowicz przekazała Donaldowi Tuskowi analizę prawną, z której wynikało, że sprzeczne z konstytucją są również przepisy o pobieraniu danych telekomunikacyjnych. Rząd odrzucił jednak te postulaty i planuje… poszerzenie zakresu inwigilacji obywateli. Projekt ustawy wprowadzającej zmiany w kompetencjach dziewięciu służb specjalnych przewiduje m.in. dodatkowe przywileje dla wywiadu skarbowego (przybudówka ABW) i zakłada wyłączenie tej służby spod nadzoru parlamentarnego. Wyraźnie dążymy zatem do osiągnięcia standardów białoruskich i rosyjskich.

***
Platforma Obywatelska rządzi już piąty rok i chociaż mówi o sobie, że jest “obywatelska”, to w rzeczywistości jest to już tylko Platforma. Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że tak olbrzymia inwigilacja jest drastyczną ingerencją w życie obywateli. Pytań dlaczego policja i służby to robią jest wiele, ale na pewno nie damy sobie wmówić, że co dziesiąty Polak jest przestępcą! W normalnym kraju tak olbrzymia nieufność do obywateli jest nie do pomyślenia, a urzędnikom, którzy odpowiadają za sytuację, że ludzie boją się rozmawiać przez telefon, poleciałoby głowy.

Ogromna ilość wystąpień policji i służb o informacje o połączeniach generuje również potężne koszty dla operatorów, którzy muszą przesyłać zainteresowanym służbom dane. To z pewnością odbija się również na wyższych cenach ich usług. Najistotniejsze jest jednak to, że ilość danych gromadzonych przez służby nie ma żadnego związku z poprawą stanu bezpieczeństwa Polaków bądź z bezpieczeństwem państwa i służy przede wszystkim zabezpieczeniu interesów… obecnej władzy.

Marcin Fisz

4 Responses to "Dlaczego Donald Tusk chce wiedzieć o nas wszystko?"

Leave a Reply

Your email address will not be published.