
– Popełniałam błędy, ale nie jestem wyrodną matką – zarzeka się pani Agnieszka i apeluje o pomoc w odzyskaniu 4-letniej córeczki Nikoli.
– Wyrwali mi ją śpiącą z wózka na ulicy, wsadzili do karetki i zawieźli do szpitala, a potem do ośrodka położonego 70 km od domu – mówi pani Agnieszka, której kilka dni temu, kuratorzy sądowi w asyście policji odebrali 4-letnią córeczkę w centrum Tarnobrzega. Kobieta nie może pogodzić się z tą stratą i prosi Super Nowości, by pomogły jej w odzyskaniu dziecka.
Dramatyczny mail z apelem pani Agnieszki dotarł do nas w środku długiego weekendu. Kobieta napisała w nim, że jest samotną matką, której właśnie odebrano 4-letnią córeczkę.
Chcą mi odebrać dziecko
– Nikola ma 4 lata i od urodzenia choruje na epilepsję. W ubiegłym roku stwierdzono u niej także skłonności autystyczne. Jesteśmy ze sobą bardzo związane, ale pani kurator, która się na mnie uwzięła, chce mi za wszelką cenę odebrać dziecko – pisała pani Agnieszka. – Proszę pomóżcie mi, bo nie wyobrażam sobie, aby moje dziecko spędzało czas gdzie indziej niż w domu. Przecież ona zawsze przy mnie zasypia.
Nie mogliśmy pozostać obojętni na tak wstrząsający apel i umówiliśmy się z panią Agnieszką w miniony poniedziałek w wynajmowanej przez nią kawalerce. Nikolki już nie było.
Szarpali ją i na siłę budzili
Pani Agnieszka i Nikolka zostały już rozdzielone. Odbyło się to podczas spaceru. Dziewczynka została odebrana przez kuratora sądowego w asyście policji. Według relacji matki, nie obyło się bez krzyków i szarpaniny, a dramat rozegrał się w okolicach Ośrodka Sportu i Rekreacji, w centrum miasta.
– Pani kurator od dawna polowała na mnie i dążyła do tego, żeby odebrać mi dziecko. Uważała, że dziecko przebywa w środowisku kryminogennym, bo tak jej zdaniem wyglądają moi znajomi. Feralnego dnia, spotkałam się ze znajomymi i przyznaję wypiłam trochę alkoholu. Moi sąsiedzi zawiadomili kuratorkę, że “coś się dzieje” i ta niewiele później już pukała do drzwi. Przyznaję, że nie otworzyłam jej. Trochę odczekałam i wyszłam z Nikolą na spacer.
Chciałabym się z panią spotkać
Kuratorka, której tak wiele ma do zarzucenia pani Agnieszka nie dała za wygraną i kilkadziesiąt minut później zadzwoniła do matki Nikoli prosząc o spotkanie.
– Zgodziłam się, umówiłyśmy się w okolicach Starostwa Powiatowego – mówi nasza rozmówczyni. – Oprócz kuratorki, na miejscu spotkania natychmiast zjawiła się także policja. Przebadano mnie na alkomacie… Miałam 1,41 promila… – przyznaje skruszona kobieta i ewidentnie jest jej tego wstyd. – Nie było mowy o pozostawieniu Nikolki. Policjant na siłę wyrywał ją z wózka, szarpał i budził potrząsając i wołając “Nikola budź się, Nikola budź się”. Wsadzili ją do karetki i zawieźli do szpitala. Ja zostałam wpuszczona na oddział 5 godzin później, gdy mogłam udowodnić, że jestem trzeźwa. Dwa dni później Nikola została wywieziona do ośrodka w Rzeszowie.
Wszystko jest w raportach
Relację pani Agnieszki potwierdza raport z odebrania dziecka, który znajduje się w jej aktach w Sądzie Rejonowym w Tarnobrzegu.
– Pani L. jest objęta dozorem kuratora na wniosek Komendy Miejskiej Policji od jesieni ubiegłego roku – mówi sędzia Marek Bajak, wiceprezes Sądu Rejonowego w Tarnobrzegu. – Początkowo w raportach sporządzanych przez kuratora, który sprawowała pieczę nad nią i jej córką nie było żadnych niepokojących sygnałów. W styczniu tego roku pojawiły się już jednak sygnały alarmujące. Chodziło a brak należytej opieki nad dzieckiem, częste pozostawianie jej w towarzystwie osób obcych, przebywanie z dzieckiem poza domem do późnych godzin wieczornych, ale i zaniedbanie w podawaniu leków. 14 marca, decyzją sądu, pani L. zostały ograniczone prawa rodzicielskie. Sąd uznał, że dla dobra dziecka należy je odseparować od matki i umieścić w placówce opiekuńczej do czasu ostatecznego rozstrzygnięcia sprawy.
Nie jestem wyrodną matką

Pani Agnieszka broni się przed zarzutami kuratorki. – Pochodzę ze Śląska, w Tarnobrzegu nie mam żadnej rodziny, samotnie wychowuję córkę, bo nie ma ona ojca i dlatego moją rodzinę stanowią bliscy mi znajomi. Przebywam w ich towarzystwie, znają oni Nikolę, a Nikola ich – mówi kobieta. – Nie jestem idealną matką, popełniam błędy, ale nie jestem wyrodną matką. Jeździłam z Nikolą do Ośrodka Radość Życia w Sandomierzu, gdzie prowadzone są zajęcia dla dzieci niepełnosprawnych. Karmiłam, przewijałam, podawałam leki. Reagowałam na wszystkie ataki epilepsji, gdy pojawiała się choroba, szłam do lekarza. Ona ma cztery lata, ale wciąż zasypiała przy mojej piersi. Nie pracowałam, bo byłam z nią. Utrzymywałyśmy się z zasiłku, który otrzymywałam na Nikolkę.
Jak ustaliliśmy było to około 1000 zł miesięcznie.
Odebranie dziecka to ostateczność
Sędzia Marek Bajak przyznaje, że sytuacje, w którym dziecko siłą odbiera się matce to ostateczność. – Do takich sytuacji dochodzi bardzo rzadko i tylko w drastycznych przypadkach, które tego wymagają – mówi wiceprezes SR w Tarnobrzegu, a jednocześnie przewodniczący Wydziału Rodzinnego i Nieletnich. – Pani L. nie ma odebranych praw rodzicielskich wobec córki, tylko ma je ograniczone. 16 maja jest wyznaczony termin spotkania w Rodzinnym Ośrodku Diagnostyczno – Konsultacyjnym w Tarnobrzegu, podczas którego będzie badana więź dziecka z matką. Opinia z RODK zostanie dołączona do akt sprawy. A sąd zdecyduje o dalszych losach dziecka.
Noce bez córki
4-letniej Nikoli nie ma już w Tarnobrzegu od kilku dni. Pani Agnieszka przyznaje, że zaalarmowała media z bezsilności, ale była już także zasięgnąć opinii prawnika, który powiedział jej wprost, że odzyskanie dziecka to bardzo żmudna droga.
– Wiem, że najlepiej byłoby gdybym podjęła pracę, powinnam także zgłosić się na leczenie odwykowe, żeby udowodnić, że jestem trzeźwą matką – mówi pani Agnieszka. – Na razie trafiam na straszny opór. Chciałabym zawieźć Nikoli jakieś jej rzeczy, ale powiedziano mi, że niepotrzebne, chciałam dać jej do Rzeszowa wózek i też usłyszałam, że jest niepotrzebny. Byłam w tym ośrodku, ona jest tam najmłodsza.
Podobno sama śpi w pokoju…
Potrzebny wstrząs
Z opinii, które zgromadzone zostały przez kuratora sądowego w sprawie pani Agnieszki wynika, że nie do końca potrafiła ona poradzić sobie z samotnym macierzyństwem. Ona sama przyznaje także, że ma w swoim życiu parę rzeczy do naprawienia. Niech ta drastyczna rozłąka będzie wstrząsem, który spowoduje, że 4-letnia dziewczynka będzie mogła wrócić do swojej mamy i nikt nie będzie miał powodów, by je jeszcze kiedyś rozdzielić.
Małgorzata Rokoszewska



4 Responses to "Oddajcie moje dziecko"