
Beata chciała połączyć rozpierzchłych po świecie krewnych. Jeden z nich ją zabił
To miał być początek jej nowego życia. Skończyła ćwierć wieku. W jej otoczeniu ostatnio wydarzyło się tak wiele, że musiała coś zrobić. Na początek chciała zebrać rodzinę, która rozpierzchła się po Europie. Najbliżej, nie w sensie geograficznych odległości, było jej do Ewy; siostry bliźniaczki, która od kilku lat mieszkała w Wielkiej Brytanii. Rozmawiały ze sobą bardzo często. Szczególnie po ostatnich wydarzeniach, na które złożyły się śmierć ojca i jej rozwód.
Beata mieszkała na stalowowolskim Zatorzu. To nie dzielnica, ale część miasta, która powstawała dla robotników. Po drugiej stronie torów były dzielnice dyrektorskie. Teraz nie ma już takiego podziału, ale w świadomości mieszkańców ten podział Stalowej Woli na część robotniczą i dyrektorską, ciągle funkcjonuje. Jak przystało na część robotniczą, zatorzacy bardziej się znają. Żyją wspólnymi problemami, nie mają przed sobą wielu tajemnic. To dlatego po dramatycznej nocy z 14. na 15. maja, tak rozgrzały się fora internetowe. Każdy chciał coś dopowiedzieć, bo Beata choć ostatnio była na Wyspach, na Zatorzu miała wielu przyjaciół.
Przeczytaj pełny tekst artykułu w papierowym wydaniu Super Nowości
Jerzy Mielniczuk


