
ULANÓW, NISKO. Łączą siły bo denerwuje ich to, że rzeka tylko płynie, a od czasu do czasu poważnie zagraża.
Gminy leżące nad główną rzeką Podkarpacia, gorączkowo szukają pomysłów na podniesienie swojej atrakcyjności. By skorzystać z pomocy finansowej muszą przedstawić projekty godne umieszczenia w strategii rozwoju województwa. Wkrótce okaże się, ile przybędzie nam stanic wodnych i czy na Sanie faktycznie zaroi się od jednostek pływających.
San podoba się ekologom i wędkarzom, bo ciągle jest nieujarzmiony. Inaczej patrzą na rzekę samorządowcy. Dla włodarzy gmin to potencjalne źródło dodatkowych zarobków, a przynajmniej droga do nich prowadząca.
Ulanów przykładem, przynajmniej dla sąsiadów
Kiedyś to była droga do świetności Ulanowa, który uznawany był za stolicę polskiego flisactwa. Tratwy wyparła kolej, San w dolnym biegu zrobił się płytki, zniknął statek turystyczny, który łączył Stalową Wolę z Sandomierzem. Z wód dolnego Sanu dziś korzysta tylko stalowowolska elektrownia, a dla innych gmin stanowią one wyłącznie zagrożenie powodziowe. W Ulanowie reaktywowane bractwo flisackie zaczęło urządzać spływy dla turystów i zdołało pozyskać sprzymierzeńców dla ożywienia turystycznego rzeki.
– Na stworzenie szlaku wodnego wraz z bazą turystyczną wzdłuż doliny Sanu, potrzeba jednak potężnych pieniędzy – zastrzega Stanisław Garbacz, burmistrz Ulanowa.
Stopień wodny przetnie San i co wtedy?
Pieniądze można zdobyć, gdy połączy się siły. To dlatego w Ulanowie spotkali się przedstawiciele kilkunastu gmin położonych nad dolnym Sanem. Zamierzają wesprzeć powstały kilka lat wcześniej projekt „Błękitnego Sanu”, by został on wpisany do strategii Podkarpacia, a przez to mógł liczyć na pieniądze z województwa. W Ulanowie jest już wzorcowa przystań, ale nie mają ich sąsiedzi i turystyka wodna ogranicza się do kilku kilometrów. Wkrótce rozpocznie się budowa stopnia wodnego obok elektrowni w Stalowej Woli, a on całkowicie odetnie możliwości turystycznej komunikacji po Sanie z gminami położonymi najniżej. Zagrożenie ze strony stopnia wodnego i szanse na dofinansowanie z województwa połączyły nadsańskie gminy. Czas pokaże, czy to nie zalążek nowego związku gmin w naszym województwie.
Jerzy Mielniczuk


