
III LIGA. Partyzant Targowiska nie jest pierwszym ani zapewne ostatnim klubem z małej miejscowości, który nie zrealizował swoich marzeń o podboju ligi
– Nie nazywajcie nas drugą Galicją Cisna – apelował do dziennikarzy Paweł Malinowski, biznesmen i główny sponsor Partyzanta. Ale klub z Targowisk nie zrealizował mocarstwowych planów i po dwóch latach starań o II ligę zwinął żagle. Po raz enty okazało się, że poważniejszy futbol na prowincji się nie przyjmie.
“Drużyna budowana konsekwentnie od 8 lat rodziła wielkie oczekiwania, które w dużej mierze zaspokajała grając zawsze o najwyższe cele. W tym samym czasie obecne boisko przeszło modernizację, by spełniać wymogi licencyjne kolejno wszystkich klas rozgrywkowych do III ligi włącznie. Zbudowanie stabilnego i wiarygodnego wizerunku było bardzo wymagającym wyzwaniem i pracowało nad nim całe środowisko związane w piłką w Targowiskach. Od kilku lat wiadomym było, że klub chce grać “wyżej”, dlatego został zaprojektowany nowy, spełniający wymagania stadion, lecz realizacja jego budowy niestety opóźnia się i koniec prac jest terminem bliżej nieokreślonym.
W związku z powyższym, w chwili obecnej, klub będzie budował drużynę opartą na młodych zawodnikach by w perspektywie czasu, na nowym obiekcie mogli oni powrócić do wyższych klas rozgrywkowych” – tak brzmi komunikat szefów Partyzanta, tłumaczący podjęcie decyzji o rezygnacji z gry w III lidze.
Nie on pierwszy zakręcił kurek
Dwa lata temu Partyzant awansował do III ligi, ale ambicje właściciela sięgały wyżej. Do Targowisk ściągali zatem nieźli piłkarze, zarabiali godziwie, jednak dwa kolejne sezony kończyli dopiero na piątym miejscu. Jesienią Partyzant przystąpi do walki o mistrzostwo klasy okręgowej. Nie pierwszy i zapewne nie ostatni to przypadek, gdy maleńkiej społeczności nie udaje się zarazić miłością do futbolu przez większe F. Podobnie było kiedyś w Cisnej, przykładów ponadregionalnych jest jeszcze więcej. Że wspomnimy choćby HEKO ze wsi Czermno, dwukrotnie mniejszej od Targowisk (!), które swego czasu biło się ze Stalą Rzeszów o awans na zaplecze ekstraklasy. Marzenia kończyły się zawsze w ten sam sposób – gdy zniechęcony sponsor zakręcał kurek z pieniędzmi. I nawet trudno mieć o to pretensje, w końcu to jego kasa.
O tym, że przygoda “partyzantów” z trzecią ligą skończy się w taki właśnie sposób, plotkowano od kilkunastu miesięcy. W dalszym ciągu spekuluje się także o przenosinach sponsora do Krosna. – Nic mi na ten temat nie wiadomo. Wciąż muszę dementować tego rodzaju doniesienia – ucina Michał Habrat, prezes Karpat.
Kadra Partyzanta naszpikowana była wartościowymi na podkarpackim rynku piłkarzami. Większość z nich posiada jednak ważne kontrakty, więc klub z Targowisk lekką ręką się ich nie pozbędzie.
Pieniędzy coraz mniej
Kamil Walaszczyk i spółka i tak znajdują się w lepszym położeniu niż ich koledzy z Limblachu Zaczernie. Beniaminek w dobrym stylu utrzymał się w III lidze, ale w przyszłym sezonie – najpewniej – także zagra w “okręgówce”. Jest również pomysł, by w klubie zostawić samą młodzież.
Partyzant i Limblach to przykłady skrajne, jednak na palcach jednej ręki można wskazać kluby, których nie dopadła finansowa zadyszka. – Niebawem trzecia liga będzie w stu procentach amatorska. Zawodnicy będą grać za 500, a nie za 1500 zł – mówi jeden z działaczy. – Koszty utrzymania drużyny na tym poziomie rosną z roku na rok, a sponsorów ubywa. Zresztą, kto będzie chciał inwestować w rozrywkę, która ściąga na trybuny sto osób z okładem?
Tomasz Szeliga



4 Responses to "Na wsi dużej piłki nie będzie"