
STALOWA WOLA. Nie wchodź do rzeki, bo ryzykujesz utonięciem albo mandatem. Kajakarze też powinni zapomnieć o „piwie dla ochłody”.
Dolny San, na kilkudziesięciokilometrowym odcinku jest patrolowany przez policję. Obecność wodniaków w mundurach powinna odwodzić od zamiaru kąpieli desperatów, którzy szukają ochłodzenia w rzece. W pow. stalowowolskim nie są to przypadki odosobnione, bo nie ma tu żadnego naturalnego kąpieliska.
O tym, jak zdradliwy jest San, każdy mieszkaniec Podkarpacia wie. Nie wszyscy jednak wyciągają wnioski ze statystyk utonięć i moczą nogi w wodzie płynącej z Bieszczadów. A nie wolno tego robić i od przypominania o tym, są właśnie policjanci w motorówce.
Oprócz koła ratunkowego są wyposażeni w bloczek z mandatami. A mandat ożna taki dostać tak za kąpiel w rzece, bo na patrolowanym odcinku nie ma ani jednego miejsca, gdzie kąpiel jest dozwolona, jak i za wiosłowanie pod wpływem alkoholu. To ostatnie tyczy się kajakarzy, którzy lekceważą przepis o zakazie pływania pod wpływem alkoholu.
Powszechnie uważa się, że trzeźwi powinni być tylko sternicy większych jednostek pływających, a trzeźwościowy zapis rozciąga się na wszystkich pływających. Starsi sierżanci Andrzej Rzeźnik i Sebastian Kwiecień częściej jednak rozdają ulotki ostrzegające przed wodnymi niebezpieczeństwami. W latach poprzednich patrolowali jeszcze zalew w Zaklikowie. W tym roku zaklikowski akwen jest pusty, po rozerwaniu wału i policjanci mogą się skupić na patrolowaniu rzeki.
jam


