
Kobieta ma być ładna, wykształcona i zamożna. A chłopak? po prostu ma być. Tak myśli wielu współczesnych młodzieńców.
“Gdzie ci mężczyźni…?” śpiewała lata temu nieodżałowana Danuta Rinn, “użalając się” nad postawą ówczesnych mężczyzn, co to nie byli już “orły, sokoły, junaki”. Może i nie byli, ale teraz dopiero byłoby na co żalić się w piosenkach o takiej tematyce. Współcześni młodzi mężczyźni oczekują, że kobieta, którą wybiorą na żonę czy partnerkę będzie ładna, wykształcona, zamożna i zaradna. Coś w tym złego? Ależ nie! Tylko, że sami częstokroć mając takie wymagania, niewiele sobą reprezentują.
Artur z jednej z podkarpackich wsi ma 28 lat. Sam o sobie mówi, że jest “dobrą partią”. – Młody jestem, przystojny, wykształcony, mam pracę – wylicza swoje zalet. Miło, że ma tak wysoką samoocenę. Obiektywnie jednak Artur jest przeciętnej urody, widać u niego wyraźne zaniedbania w wyglądzie, zrobił licencjat na podrzędnej uczelni i pracuje za nieduże pieniądze. Mimo to w stosunku do kobiet, z którymi miałby ochotę się spotykać, jego wymagania są spore. – Po pierwsze ma być młoda, góra 25 lat – zaczyna wyliczankę. – Po drugie, ładna i zadbana. Po studiach musi być, ale nie byle jakich – zastrzega Artur. – Najlepiej, żeby zarabiała tak z 4 tys. złotych, no i żeby też “z domu” biedna nie była – dodaje podkreślając, że u wybranki liczy na mieszkanie, albo dom.
Na sugestię, że może ma zbyt wygórowane oczekiwania przy swoich własnych walorach, Artur się uśmiecha. – Ja jeszcze mogę poczekać, wyszumieć się, a taka panna musi się do trzydziestki wydać – wyjaśnia. – Potem nikt jej nie zechce – przekonuje 28-latek. – Co ja mam do zaoferowania? Mogę się ożenić – deklaruje.
Ma płacić za siebie, a najlepiej za oboje
Kamil, 30-latek z Przemyśla stałej dziewczyny nie ma. Na razie szuka, głównie na portalach internetowych, ale i ze znajomymi znajomych się umówi. Tylko, że póki co odpadają dziewczyny po pierwszym teście. Jaki to test? – Jak zapraszam na pierwszą randkę, to stawiam dziewczynie kawę, czy pizzę – zdradza tajniki swych technik Kamil. – Podoba mi się, gdy chce zapłacić za siebie, ale za pierwszym razem nie pozwalam – zastrzega. – Natomiast za drugim razem oczekuję, że dziewczyna co najmniej zapłaci za siebie, co najmniej, bo powinna teraz ona mnie zaprosić, skoro ja płaciłem wcześniej – wyjaśnia 30-latek. Skąd takie podejście? – Mam pieniądze, biedny nie jestem – mówi Kamil. – Ale sponsorować nikogo nie zamierzam – podkreśla. Zapłacenie za czyjąś kawę, czy wspólny posiłek na randce to już “sponsorowanie”? – Moim zdaniem tak – wyznaje Kamil. – Jeśli kobieta chce się ze mną spotykać, musi płacić za siebie, albo możemy płacić na przemian. Zbyt się cenię, żebym musiał “kupować” sobie czyjeś towarzystwo płaceniem za tego kogoś – wyjaśnia mężczyzna.
Randka i dwa rachunki?
Wydawałoby się, że Artur i Kamil to jednostkowe przypadki, ale okazuje się, że wcale nie. Taka postawa jest charakterystyczna dla wielu mężczyzn z pokolenia obecnych 25 czy 30-latków. – Widuję nierzadko pary na randkach – opowiada nam kelnerka z jednej z przemyskich restauracji. – Z reguły widać, że to randka, a nie spotkanie biznesowe kobiety i mężczyzny: flirtowanie, trzymanie się za ręce – uściśla. – A przy płaceniu rachunku każdy płaci za siebie – opowiada zdziwiona. – Raz popełniłam błąd, nie zapytałam takiej pary koło trzydziestki, czy mam policzyć razem, czy osobno i policzyłam razem – przyznaje kelnerka. – Mężczyzna mnie zbeształ, a potem widziałam, jak na komórce wyliczał skrupulatnie ile kto ma zapłacić – relacjonuje kobieta. – To było, proszę wybaczyć, żałosne – mówi. – Na ile opiewał cały rachunek? Coś około 30 złotych – uśmiecha się.
Jednocześnie wielu obsługujących w restauracjach czy kawiarniach przyznaje, że ludzie w średnim wieku, czyli z pokolenia 40, czy 50 – latków zachowują się zupełnie inaczej. – Raz zapytałem obsługując parę w okolicach takiego wieku, czy mam policzyć razem, czy osobno – opowiada Krzysztof, barman z przemyskiej kawiarni. – Gość na mnie oczy zrobił, że aż nieprzyjemnie było – przyznaje. – Ale mnie nie zrugał, tylko zapytał z naciskiem “Proszę?” i już wiedziałem, że gafę strzeliłem – uśmiecha się Krzysiek.
Dekada różnicy wieku, kosmiczna odległość w podejściu
Łukasz z Podkarpacia (27 l.) umie to zjawisko bardzo łatwo wytłumaczyć. – Taki “dziadek” 45-letni, to musi się koło kobiety naskakać, żeby go chciała – stwierdza z przekonaniem. – A my: młodzi, przystojni, pierwszy sort mamy prawo mieć wymagania i niech laski koło nas skaczą – mówi. Łukasz wygląda tak sobie, widać, że lubi zjeść, ale ruszać mu się za bardzo nie chce, ubrany jest delikatnie mówiąc, przeciętnie, widać, że dbanie o siebie to nie jest jego najmocniejsza strona. Pracuje w hurtowni, mieszka z rodzicami – No i co z tego? Nie chce mi się “piglować” (gwarowe określenie dbania o siebie przyp. autora). – To one mają się starać, a nie ja – zauważa.
– Spaliłbym się ze wstydu, gdyby kobieta za siebie miała spotykając się ze mną zapłacić – mówi szczerze Witold (48 l.). Zadbany lekarz po rozwodzie także szuka sobie teraz towarzyszki życia. – Skąd takie podejście u tych młodych chłopaków? Bo ja wiem? – zastanawia się. – Chyba źle pojmują równouprawnienie, albo błędnie uważają, że wszystko jest towarem i za wszystko się płaci – dywaguje. – Mam na myśli to, że traktują znajomości z kobietami jak biznes, stąd te uwagi o sponsorowaniu – uśmiecha się ironicznie. – Nie mam takich problemów – dodaje. – A nasze pokolenie, nawet biedując na studiach czy stażach, miało i ma inne podejście – podkreśla Witold. – Pamiętam, jak na randki “zabezpieczałem” kasę na spotkanie z dziewczyną z mizernego stypendium – wspomina. – Do głowy mi nie przyszło, żeby oczekiwać, że zapłaci ona za siebie, a co dopiero za mnie – przyznaje.
Panowie, zejdźcie na ziemię!
Czasy się zmieniają. Kobiety pracują, zarabiają i zazwyczaj stać je na kawę, ciastko, czy obiad w restauracji. Nie chodzi zatem o to, że chcą na randkach oszczędzić pieniądze i oczekują pokrycia rachunku za to co zjadły, czy wypiły podczas takiego spotkania. Raczej o to, że zwykle także bardzo wyemancypowane panie lubią, gdy mężczyzna przepuści je w drzwiach, poniesie ich walizkę, czy właśnie potraktuje zaproszenia na spotkanie, jak zaproszenie ze swej strony. I jeszcze jedno – młodzi wymagający panowie – panie też mają swoje wymagania. Pamiętajcie o tym i pracujcie nad sobą, bo samozachwyt niektórych z was może nie przekładać się wcale na zachwyt płci przeciwnej.
Monika Kamińska



13 Responses to "Prawdziwi mężczyźni już wyginęli? Nie, ale mają co najmniej 30 lat"