Któż by się spodziewał, że z myśli politycznej Krzysztofa Kononowicza skorzysta sam Donald Tusk? Przecież likwidując kolejne szkoły, przedszkola, poczty czy szpitale nasz premier realizuje sławny program społeczno-gospodarczy “Nie będzie niczego”.
W kolejce czekają już posterunki policji i sądy rejonowe. Pan z Białegostoku w tureckim sweterku przynajmniej nie ukrywał swoich zamiarów, zaś premier z Gdańska w idealnie skrojonym garniturze zamydlił Polakom oczy gruszkami na wierzbie, chociaż doskonale wiedział, że będzie robił to, co właśnie robi. Zamyka zatem szkoły i PKS-y na wsi, sądy i posterunki w małych miasteczkach, a w dużych również i szpitale. No bo po co mają dalej istnieć? Głupszymi się łatwiej rządzi, chorzy to duży wydatek dla budżetu, a odciętymi od cywilizacji obywatelami nie trzeba sobie zawracać głowy. Jak przystało na liberała, Tusk likwiduje zatem wszystko, co się państwu ekonomicznie nie opłaca.
No prawie wszystko, bo na pewno nie znikną urzędy i wszelakiego rodzaju instytucje państwowe, w których od wielu lat rządzą ci sami ludzie i w których zawsze można znaleźć stołek dla swoich. Pardon, nie znaleźć tylko stworzyć. Zostaną też orliki, żeby było gdzie haratnąć w gałę. Oczywiście tylko przy okazji wizyty Tuskobusa, bo takie sobie po prostu granie w piłkę dzieci czy młodzieży, zwłaszcza przy sztucznym oświetleniu, państwu się nie opłaca.
Wycofuje państwo z prowincji Tusk odcina mieszkańców od oświaty, służby zdrowia i sprawiedliwości. Nie będzie tutaj niczego, co jest ludziom rzeczywiście potrzebne. Zresztą to nie jego elektorat, więc specjalnie przejmować się nimi nie musi. Na pewno zostawi im maksymalną liczbę urzędników i od czasu do czasu przyjedzie Tuskobusem, żeby pokazać przed kamerami… jak wiele ma jeszcze do zrobienia.
Arkadiusz Rogowski



2 Responses to "Tusk jak Kononowicz, czyli… nie będzie niczego?"