
KOLBUSZOWA. Tylko do końca tego miesiąca w kolbuszowskiej bibliotece można oglądać wystawę zdjęć z rejsu statku, którego losy śledziła cała Polska.
Pierwszy maszt złamał się o godz. 9, drugi kilka godzin później. Pierwsze próby ratowania żaglowca „Fryderyk Chopina” spaliły na panewce. Wśród załogi statku była gimnazjalistka z Kolbuszowej – Kasia Kozubal. Na szczęście wszystko skończyło się szczęśliwie i rok później statek znów ruszył w rejs na Martynikę. Wystawę z tej podróży można oglądać w Miejskiej i Powiatowej Biblioteki Publicznej w Kolbuszowej.
Obecność Kasi na „Chopinie” poprzedzona ciężką pracą i uczestnictwem w konkursie, fundacji „Szkoły pod Żaglami” kapitana Krzysztofa Baranowskiego. Spośród 700 chętnych do projektu zakwalifikowało się ok. 30 gimnazjalistów, w tym młoda kolbuszowianka. Statek wypłynął z portu w Szczecinie i wszystko było cudownie do 29 października 2010 r.
Kasia Kozubal dała rady
Ok. 160 km od Wysp Brytyjskich rozszalał się ogromny sztorm (o sile 9 stopni w skali Beauforta). Pierwszy maszt połamał się o godz. 9, drugi kilka godzin później. Próby wzięcia statku na hol przez statki handlowe spaliły na panewce. Na pomoc „Chopinowi” pospieszyły dwa brytyjskie statki: kontenerowiec Narissa i duży statek rybacki. Oba zapewniły mu osłonę od wiatru. Anglicy zmobilizowali też helikopter z bazy marynarki wojennej Culdrose.
W końcu po trzech dniach dryfowania, bezpiecznie wpłynął do portu Falmout. Na szczęście nikt z załogi nie ucierpiał. To nie zraziło młodych ludzi. We wrześniu ub. r. „Fryderyk Chopin” znów wyruszył w przerwany rejs. Na pokładzie żaglowca znaleźli się niemal wszyscy gimnazjaliści, którzy płynęli rok temu, w tym również Kasia Kozubal.
Żaglowiec ruszył w czteromiesięczną podróż ze Szczecina na Karaiby przez Morze Północne, Anglię, Wyspy Kanaryjskie i dalej przez Ocean Atlantycki aż do Fort de France na Martynice. I właśnie wystawę zdjęć z tego rejsu autorstwa Zbigniewa Boska można oglądać w czytelni im. Kazimierza Skowrońskiego kolbuszowskiej biblioteki.
***
Dramatyczne losy „Fryderyka Chopina”, zakończone happy endem, śledziła cała Polska. Ekstremalne sytuacje nie zraziły jednak młodych ludzi, którzy rok później niemal w identycznym składzie popłynęli na Martynikę. To w zasadzie ostatni dzwonek, żeby obejrzeć fotoreportaż z tej niesamowitej wyprawy młodych, odważnych ludzi.
Paweł Galek



