RZESZÓW. Książki do języków obcych są o ok. 40 proc. droższe w stosunki do cen książek do języka polskiego. Kto za to odpowiada?
– Za książki do języków obcych płacimy chyba w euro, a nie w złotówkach – burzy się Zdzisław Nowak z Rzeszowa, ojciec dwójki dzieci. – Zupełnie nie rozumiem dlaczego, za podręcznik do języka angielskiego, który jest dużo cieńszy od podręcznika do polskiego płacimy trzy razy więcej? – pyta nie ukrywając złości.
Zdzisław Nowak za podręcznik do języka angielskiego dla syna (4 kl) zapłacił ok. 42 zł, za ćwiczenia – ok. 40 zł. Na książki do francuskiego musiał wydać odpowiednio 40 i 27 zł. Za podręcznik do języka polskiego zapłacił tylko ok. 30 zł, a za ćwiczenia ok. 20 zł.
W tym przypadku zestaw książek do angielskiego jest aż o 40 proc. droższy od zestawu do polskiego, a do francuskiego – o 25 proc. Różnica w zależności od wydawnictwa i klasy do której są kierowane książki może być jeszcze wyższa.
Postanowiliśmy sprawdzić, kto i na jakim etapie odpowiada za tak gigantyczną różnicę w cenach książek.
Ani kuratorium ani MEN
– Dlaczego ceny podręczników do języków obcych są tak drastycznie wyższe w stosunku do cen podręczników do języka polskiego? – pytamy w rzeszowskim kuratorium oświaty. – Kuratorium nie ma żadnego wpływu na ceny podręczników. Może tylko wybrać podręczniki – mówi Jacek Wojtas, Podkarpacki Kurator Oświaty. – To wydawnictwa i ministerstwo narzucają ceny, a księgarnie swoją marżę.
Nie odpuszczamy i szukamy dalej. To samo pytanie kierujemy do Ministerstwa Edukacji Narodowej. – Cen podręczników nie określa rząd ani minister. Ceny nie są regulowane odgórnie, a jedynie na poziomie wydawnictwa – wyjaśnia Joanna Dutkiewicz, p.o. rzecznika prasowego MEN. – Niemniej jednak resort robi wszystko, żeby ulżyć kieszeni rodziców, między innymi przez wprowadzenie e-podręczników i dodatków do wyprawki szkolnej – dodaje.
Winne wydawnictwa?
Idąc za wskazówkami kuratorium i MEN o ceny książek pytamy wydawnictwa. – Na to pytanie nie mogę pani odpowiedzieć, proszę wysłać e-maila – słyszymy od pani dyrektor ds. sprzedaży w jednym z zagranicznobrzmiących wydawnictw. Odpowiedzi jeszcze się nie doczekaliśmy.
W podobny sposób wymigały się jeszcze dwa inne wydawnictwa. Nikt nie zgodził się stanąć z nami do rozmowy i wyjaśnić, skąd biorą się takie różnice.
35 proc. to marża
Udało się nam jednak dotrzeć do opracowania Polskiej Izby Książki na temat kosztów produkcji książki. Z przedstawionych danych wynika, że aż 35 proc. ceny to marża narzucona przez dystrybutora. O 10 proc. mniej pochłaniają prace redakcyjne, licencje oraz honoraria dla autorów (choć mogą być znacznie wyższe, bo autorzy utrzymują te stawki w dużej tajemnicy). 20 proc. ceny to koszt druku, papiery i oprawy. Wydawcy ponoć biorą 10 proc. kwoty książki. Po 5 proc. idzie na marketing i podatek. W przypadku książek obcojęzycznych dochodzi jeszcze koszt tłumacza.
***
Ktoś w końcu powinien zrobić porządek i zacząć kontrolować wydawnictwa, bo niedługo się okaże, że nauka języka obcego jest luksusem, na które społeczeństwo zwyczajnie nie stać.
Ewelina Nawrot



8 Responses to "Zbójeckie ceny podręczników do języków obcych"