Niedouczeni kursanci nauki jazdy wyjeżdżają na ulice

Kursanci często jeszcze nie potrafiąc dynamicznie ruszyć z miejsca, wyjeżdżają “na miasto”, czego efektem jest blokowanie skrzyżowań. Fot. Wit Hadło

RZESZÓW. Ruszanie “żabką” lub z prędkością żółwia to częsty widok na rzeszowskich ulicach.

– Rozumiem, że ktoś się chce nauczyć jeździć, ale dlaczego wypuszczają na miasto niedouczonych kursantów, którzy z miejsca nie potrafią ruszyć? – pyta jeden z naszych Czytelników. Zwraca także uwagę na inny problem, czyli uczenia się parkowania kierowców “elek” pomiędzy samochodami stojącymi na parkingach i ulicach.

Codziennie w godzinach szczytu na drogi wyjeżdżają watahy “elek”, w których kursanci nie znają choćby elementarnych zasad jazdy. Czasami zdarza się ruszanie „żabką”, choć ktoś, kto wyjeżdża “na miasto” powinien taki podstawowy element jazdy jak ruszanie mieć opanowany do perfekcji. Co więcej  – świeci się zielone światło, a kursant nie jedzie, albo rusza w żółwim tempie, dzięki czemu istnieje duże prawdopodobieństwo, że już na zawsze nabierze złych nawyków i nie będzie potrafił ruszyć dynamicznie podczas zapalenia zielonego światła.

Byle jak najwięcej “przerobić” kursantów
– Staram się nauczyć kursantów jak najwięcej, zanim wyjedziemy na ulice, ale powiedzmy sobie szczerze: co trzeci z nich kompletnie nie nadaje się do jeżdżenia i nigdy nie osiągnie choćby przeciętnego poziomu “za kółkiem”. Są tak “oporni”, że nawet tysiąc godzin spędzonych na placu na niewiele by się zdało – mówi proszący o anonimowość jeden z instruktorów nauki jazdy. – Ale co mam powiedzieć, że pani czy pan nie nadaje się i proszę dać sobie spokój? Od razu bym wyleciał z pracy, bo przecież liczą się pieniądze, a nie nauka jazdy. Tak jest w większości szkół jazdy. Ale później, za czwartym, czy tam piątym razem w końcu zdają egzaminy i mamy tego efekt na ulicach – dodaje.

Uczenie się parkowania
Co jeszcze denerwuje kierowców? Wielu aż dreszcze przechodzą, gdy widzą kursantów uczących się parkować tuż przy ich samochodzie. – A jak mi przerysuje lub uszkodzi? Co z tego, że taka szkoła nauki jazdy ma pewnie ubezpieczenie. Będę musiał sam biegać po warsztatach i wszystko załatwiać – mówi pan Piotr z Rzeszowa.

Niestety, nic się nie da z tym zrobić, bo podczas egzaminu na prawo jazdy, w ruchu miejskim, a nie jak kiedyś na placu, wykonuje się różne manewry parkowania i gdzieś kursant musi się tego nauczyć. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że instruktor wie co robi i w porę zareaguje, jeśli kursant będzie próbował wjechać w inny pojazd.

***
Do wszystkiego trzeba mieć choć trochę talentu, podobnie do jazdy samochodem i nikt nikomu nie zagwarantował, że musi mieć prawo jazdy. Niestety, w dzisiejszych czasach każdy chce jeździć, a nie ma praktycznie żadnej selekcji. W szkołach nauki jazdy praktycznie niczego pożytecznego się nie uczy. Mój kurs, choć kilkanaście lat temu, wyglądał tak, że podczas prawie każdej godziny czekałem w aucie 15 minut, bo pan instruktor robił zakupy spożywcze lub czekał na podanie zapiekanki. Uważam, że potrafię jeździć i bezpiecznie, i dynamicznie, ale wszystkiego nauczyłem się słuchając podpowiedzi kierowców, którzy “za kółkiem” zjedli zęby oraz czytając fachowe porady ekspertów. Nie mówię, że wszędzie tak wyglądają szkolenia, ale większość szkół patrzy tylko na pieniądze nie zawracając sobie głowy jakością szkolenia. Czas to zmienić.

Grzegorz Anton

11 Responses to "Niedouczeni kursanci nauki jazdy wyjeżdżają na ulice"

Leave a Reply

Your email address will not be published.