
STALOWA WOLA. Narodziła się nowa samorządowa tradycja. Prezydent jedzie w podróż służbową za swoje pieniądze, a zwrot delegacji otrzyma dopiero, jak wróci z konkretami.
Prezydent Andrzej Szlęzak wybiera się do Moskwy. Pojedzie służbowo, ale …za własne pieniądze. To wynik swoistego paktu, jaki zawarł z radnymi na ostatniej sesji. Radni z opozycji nie dowierzają, że prezydent sprowadzi z Moskowskoj Obłasti poważnego biznesmena, który niedaleko Stalowej Woli wybuduje suchy port przeładunkowy. – To niech będzie tak, że polecę za swoje, a jak wrócę z jakimś biznesowym konkretem, to sobie delegację odliczę – zaproponował prezydent. Radni propozycję przyjęli ze zrozumieniem.
Firma consultingowa z Radomia poszukuje pod Moskwą miasta partnera dla Stalowej Woli. Szuka też biznesmenów zainteresowanych budową suchego portu w gm. Ulanów. Na jego budowę nie naciskają władze Ulanowa, a odległej o kilkanaście kilometrów Stalowej Woli. Miasto chce w ten sposób uatrakcyjnić swoją ofertę inwestycyjną i – co tu kryć – zrobić biznes na przeładunku towarów z wagonów jeżdżących po szerokim torze LHS. Port ma być w Hucie Deręgowskiej, gdzie „normalne” tory są zbliżone do szerokich.
Prezydent liczy na gościnność Rosjan
– Jeżeli terminalu przeładunkowego szybko się nie zbuduje, to możemy o nim zapomnieć na zawsze, bo inne gminy położone przy szerokim torze, aż piszczą, żeby mieć taki suchy port u siebie – przekonywał Andrzej Szlęzak radnych miejskich. Budowa portu może kosztować kilkadziesiąt milionów dolarów i posiadacza takiej gotówki Szlęzak będzie szukał pod Moskwą. Dlaczego tam? – Terminal przeładunkowy buduje ten, kto ma na nim co przeładowywać, a takich partnerów mamy na Wschodzie – wyjaśnia włodarz Stalowej Woli.
Rosjanie lubią wszelkiego rodzaju oficjalności. Najpierw więc Stalowa Wola musi znaleźć miasto partnerskie, które będzie jej ambasadorem w kontaktach z rosyjskim biznesem. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że więzy przyjaźni połączą ją z ok. 250-tysięcznym miastem pod Moskwą. Potem prezydent pojedzie z oficjalną wizytą do tego miasta – nazwa trzymana jest jeszcze w tajemnicy – i „przy okazji” spotka się z biznesem, do którego szlak przecierają teraz konsultanci z Radomia. Jak prezydent wróci z zainteresowanym budową terminalu Rosjaninem, z kasy miasta odbierze sobie pieniądze za delegację. Jeżeli wróci sam, najdalszą w swoim życiu podróż będzie musiał potraktować jako prywatną wycieczkę. – Ludzie, którzy mają do wydania kilkadziesiąt milionów dolarów, żyją na wysokiej stopie. Czy stać będzie pana na przyjęcia dla nich? – zaniepokoili się radni. Szlęzak odparł krótko: – Liczę na gościnność z ich strony.
Pola w Hucie drożeją
Podróż kontenera z Azji statkiem trwa prawie miesiąc, a koleją połowę tego czasu. W Stalowej Woli i okolicach ulokowało się kilka firm ściśle kooperujących ze Wschodem. Jedne potrzebują drewna z tajgi, inne maszyn z Chin. Ze względu na produkowane w Hucie Stalowa Wola maszyny budowlane, nadsańskie miasto jest dobrze znane na rosyjskim rynku. Stąd wielu dobrze wróży gospodarczej misji Andrzeja Szlęzaka. Wiadomość o planowanej budowie terminalu jest brana na tyle poważnie, że co bogatsi skupują pola w pobliżu Huty Deręgowskiej, żeby później drożej je odsprzedać budowniczemu terminalu. Oni najmocniej trzymają kciuki za powodzenie misji włodarza Stalowej Woli.
Jerzy Mielniczuk



8 Responses to "Kierunek Moskwa"