
STALOWA WOLA. Żeby wygrać przetarg, proponują ceny dumpingowe, a potem uciekają. Po kilku takich przypadkach prezydent wynajął obcą kancelarię prawną, żeby odzyskać przynajmniej część pieniędzy.
Kilka miesięcy temu z placu budowy nowego budynku dydaktycznego Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego nawiał główny wykonawca. Głównym inwestorem jest miasto, a Unia do budowy sporo dopłaca. Na magistrat padł strach, bo w razie zawalenia terminów pieniądze unijne mogą przepaść, a chodzi o grube miliony. Trzeba było szybko znaleźć wykonawcę i odebrać przynajmniej to, co się inwestorowi należy za zerwanie umowy.
Budynek przy ul. Kwiatkowskiego, pierwszy z trzech dużego uczelnianego kompleksu, budowała firma z Portugalii. Wygrała przetarg, bo zaoferowała najniższą cenę, a to unijni urzędnicy kochają. Prace szły szybko, ale do czasu. Portugalczycy raz jeszcze przeliczyli pieniądze i gdy mury już były pod dachem, wyszło im, że na interesie stracą. Bez informowania inwestora w ciągu kilku dni zwiali z placu budowy.
Nie darują już ani złotówki
Niezapłacone rachunki podwykonawców miasta nie interesują. Magistrat postanowił jednak dopaść niesolidnych budowlańców i ściągnąć z nich, ile tylko można, oczywiście w granicach prawa. W tym celu prezydent wynajął firmę prawniczą, specjalizującą się w ściąganiu należności. Po kilku tygodniach poszukiwań windykatorzy natrafili na portugalski ślad w Kaliszu. Znalazł się tam inwestor, który południowym budowlańcom jeszcze nie zapłacił. Wynajęci przez Stalową Wolę prawnicy położyli rękę na tych pieniądzach.
– Odzyskamy prawie wszystko, co Portugalczycy są nam winni, a chodzi o kilkaset tysięcy złotych – mówi prezydent Andrzej Szlęzak. – Wynajęci prawnicy oczywiście też na tym zarobią, ale nie będziemy już pobłażać wykonawcom, którzy psują przetargi, a potem szukają kruczków, żeby uciec z robotą. Każdy kolejny niesolidny wykonawca będzie tak samo traktowany.
Takie niezapowiedziane zejście z budowy oznacza niemałe koszty dla inwestora. Trzeba najpierw wynająć ochronę, a potem firmę, która przeprowadzi inwentaryzację i oceni zakres wykonania. Później trzeba wyłonić firmę, która dokończy budowę, a czas leci.
Portugalczycy nie byli pierwsi
Stalowa Wola ma doświadczenie z takimi firmami jak ta z Portugalii, bo z kilku innych zobowiązań budowlańcy się nie wywiązywali. W przypadku budowy stadionu lekkoatletycznego budująca go firma uciekła na tydzień przed planowanym oddaniem i od razu zbankrutowała, żeby nie płacić karnych odsetek. Miasto musiało błagać, żeby Urząd Marszałkowski nie cofnął unijnej dotacji, a potem ogłaszać nowy przetarg na budowę. Każdy taki przetarg jest droższy od poprzedniego, a to miliony z samorządowej kasy. Wszystko przez to, że w przetargach tzw. unijnych, zawsze na pierwszym miejscu jest cena. Wygrywa ten, co chce najmniej, a potem niech się inwestor martwi.
Jerzy Mielniczuk



3 Responses to "Dopadli bankruta w Kaliszu"