
LUBZINA, WARSZAWA, KRAKÓW. Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych ujawnia przyczyny katastrofy, w której zginęła 14-letnia Ola z Lubziny.
W pogodny niedzielny wieczór, 21 sierpnia 2011 roku, cesna T182T latała w pobliżu lotniska Aeroklubu Krakowskiego. Nagle samolot runął między domy osiedla Wyciąże na obrzeżu Nowej Huty. Zginął pilot i trzy 14-letnie pasażerki. Wśród nich Ola S. z Lubziny.
Na wspomnienie Oli do dziś pojawiają się łzy w oczach mieszkańców podropczyckiej Lubziny. Gimnazjalistkę znali i lubili wszyscy. – To była wzorowa uczennica, pilna, zdolna, grzeczna – wspominają Olę nauczyciele. – Zdolna dziewczyna była – dodają mieszkańcy Lubziny. – Uprawiała sport, jeździła konno.
Ostatnie dni ubiegłorocznych wakacji Ola spędzała w Krakowie na kursie fotograficznym i językowym. W pogodną przedostatnią niedzielę sierpnia Ola z dwoma koleżankami pojechała na lotnisko Aeroklubu Krakowskiego w Pobiedniku Wielkim.
Latanie i grillowanie
W tym dniu na krakowskim lotnisku klubowym latano od rana. Za sterami cessny T182T o znakach SP-IKE siedział 42-letni Tomasz T., nowo mianowany dyrektor Aeroklubu Krakowskiego. Latał z właścicielem samolotu i z pasażerami.
“Pod wieczór jeden z pilotów zajął się przygotowaniem grilla za hangarem – pisze w raporcie końcowym mgr inż. pil. Andrzej Pussak, przewodniczący zespołu badającego wypadek. – W trakcie tych czynności na lotnisko przybyła żona pilota przygotowującego grilla z córką i jej dwiema koleżankami. Do tej grupy dołączyli właściciel samolotu cessna SP-IKE i latający nim pilot (dyrektor aeroklubu- red)”.
W trakcie grillowania pilot (organizator biesiady) zaproponował pilotowi cessny SP-IKE wykonania kręgu nadlotniskowego z jego córką i jej koleżankami. Jedną z nich była Ola. Pomysł zaakceptował właściciel samolotu.
Tragiczny lot
Około godziny 19:40 (już po zachodzie słońca) Tomasz T. zajął miejsce na lewym fotelu samolotu. Obok niego usiadła córka krakowskiego pilota, a z tyłu jej koleżanki. Samolot wystartował o godzinie 19:58.
Pilot poleciał na wschodnią stronę lotniska i tam wykonał tzw. “górkę”. Podczas tego manewru pasażerowie przez chwilę znajdują się w stanie nieważkości. Potem wrócił nad lotnisko, przeleciał nad pasem na wysokości około 40-50 m i “pomachał skrzydłami”. Samolot łagodnie skręcił w lewo w kierunku ulicy Podstawie. Leciał poniżej wierzchołków drzew.
“Lot odbywał się w warunkach nocnych kilkanaście minut po zachodzie słońca, kiedy występują najtrudniejsze warunki widocznościowe w zakresie obserwacji rzeźby terenu i oceny odległości – zauważa w raporcie Andrzej Pussak. – Pilot w trakcie lotu wznoszącego dopuścił do podłużnych i poprzecznych wahań samolotu oraz spadku prędkości, czego konsekwencją było dynamiczne przeciągnięcie i wejście w lewy korkociąg. Pilot gwałtownie zwiększył obroty silnika, czym pogorszył sytuację, w której się znalazł. Samolot wpadł w lewy korkociąg i zderzył się z ziemią.”
Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych, ustaliła, że przyczyną wypadku było wykonywanie gwałtownych manewrów na małej wysokości przy małej prędkości lotu, co spowodowało dynamiczne przeciągnięcie samolotu, wpadnięcie w lewy korkociąg oraz zderzenie samolotu z budynkiem i ziemią.
Czynnikami sprzyjającymi zaistnieniu zdarzenia były: wykonywanie lotu po zachodzie słońca i bardzo małe doświadczenie lotnicze pilota w lotach nocnych, na tym na typie samolotu.
Tomasz T. licencję turystyczną uzyskał trzy lata przed wypadkiem. Wylatał zaledwie 280 godz. Miał prawo latać tylko w dobrych warunkach atmosferycznych i nie miał uprawnień do lotów nocnych. Nie był też szkolony w wyprowadzaniu samolotu z korkociągu.
Komisja stwierdziła, iż pilot wykonywał lot nad Nową Hutą poniżej dopuszczalnej wysokości, zaś zapisy parametrów lotu z karty pamięci mogą świadczyć o niedbałym i nonszalanckim pilotażu.
Mariusz Włoch


