Cząstki trotylu jednak były w tupolewie

Posiedzenie sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka. Na zdjęciu szef Wojskowej Prokuratury Wojskowej w Warszawie, prok. Ireneusz Szeląg (drugi z lewej), i rzecznik NPW, płk Zbigniew Rzepa (z lewej), oraz przewodniczący komisji - poseł SLD Ryszard Kalisz. Fot. PAP

WARSZAWA. Zamieszanie po słowach płk. Jerzego Artymiaka.

Naczelna Prokuratura Wojskowa wystosowała w czwartek oświadczenie, w którym odnosi się do słów płk. Jerzego Artymiaka, który w środę w Sejmie przyznał, że niektóre z detektorów użytych w Smoleńsku wykazały na czytnikach cząsteczki trotylu (TNT).

Płk Jerzy Artymiak powtórzył podczas obrad sejmowej Komisji Sprawiedliwości, że liczne opinie polskich i rosyjskich ekspertów nie stwierdziły śladów materiałów wybuchowych we wraku Tu-154M, jednak dodał, że niektóre z detektorów użytych w Smoleńsku wykazały na czytnikach cząsteczki trotylu. Zaznaczył jednak, że „nie oznacza to, że mamy do czynienia z całą pewnością z materiałami wybuchowymi”.

– Te same urządzenia (…) po skalibrowaniu i zbliżeniu do opakowania pasty do butów zareagowały pokazując TNT, co może wskazywać na zbliżony skład chemiczny – zastrzegł płk Artymiak. Dodał jednocześnie, że urządzenia są wysokiej jakości.

Naczelna Prokuratura Wojskowa skomentowała spotkanie w specjalnym oświadczeniu. Napisano w nim m.in., że biegli pracujący przy wraku Tu-154M „nie stwierdzili na wraku samolotu Tu 154M 101 trotylu ani żadnego innego materiału wybuchowego”, a także, że użyte przez nich detektory nie mogą potwierdzić bądź obalić tej tezy. Biegli użyli detektorów, by „wyselekcjonować materiały” do dalszych badań, a pojawienie się w detektorach napisu TNT „nie jest tożsame z wykryciem trotylu”.

NPW wyjaśniła też, że ostateczne wyniki badań będą znane dopiero za kilka miesięcy, a według dotychczasowych badań, nic nie wskazuje, by na pokładzie samolotu doszło do wybuchu.
Ryszard Kalisz, szef Sejmowej Komisji Sprawiedliwości, tak skomentował środowe słowa  Artymiaka: – Wielokrotnie mówiłem, że trotyl mógł być, dlatego że to jest zwykła poszlaka i wcale dla mnie nie jest dziwna. Ale z niej nie można wyciągnąć wniosku, że był zamach czy wybuch.

Jak tłumaczył, samolotem TU-154M wożeni byli m.in. żołnierze do Afganistanu czy Iraku.

– Po moim tekście prokuratura robiła wszystko, żeby nie skłamać, ale też nie powiedzieć prawdy. I w Sejmie prokurator Artymiak wyraźnie potwierdził, że były ślady trotylu. Choć dodał, że nie musi to „z całą pewnością” oznaczać śladów materiału wybuchowego – powiedział Cezary Gmyz, autor głośnego artykułu w „Rzeczpospolitej” o trotylu we wraku tupolewa, za który został usunięty z redakcji.

Onet.pl/ps

4 Responses to "Cząstki trotylu jednak były w tupolewie"

Leave a Reply

Your email address will not be published.