
PODKARPACIE, KRAJ. Straże gminne prześcigają się w pomysłach na rabowanie pieniędzy przyjezdnych kierowców.
Nikt, nawet NIK, nie ma wątpliwości, że podstawowym celem ustawiania stacjonarnych i przenośnych fotoradarów jest łupienie kierowców. Gminni myśliciele głowią się nad tym, jak ustawić fotoradar, by nie dać kierowcom szans na przejechanie za darmochę. Opisujemy jeden z takich pomysłów.
W drodze po Polsce, np. na zimowy urlop, wjeżdżamy do miejscowości Zadupie (przed II wojną w Polsce było aż 6 miejscowości o tej nazwie). Informuje nas o tym zielona tablica z białym napisem (znak E-17a). Pod tablicą umieszczono okrągły znak B-33 z czarną liczbą 40 na białym tle. Wiemy, że w całym obszarze administracyjnym Zadupia dopuszczalna jest prędkość 40 km/godz. Pół kilometra dalej stoi biała tablica D-42 oznaczająca początek obszaru zabudowanego. Pokornie jednak trzymamy czterdziestkę narzuconą poprzednim znakiem.
W Zadupiu zatrzymujemy się. Pijemy kawę, może jemy obiad lub robimy zakupy. Być może po przerwie następuje zmiana szofera i za kierownicą siada żona lub syn. Wyjeżdżamy z Zadupia.
Na końcu miasteczka stoi tablica D-43 – koniec obszaru zabudowanego. Kierowca spokojnie przyspiesza, ale tylko do 90 km/godz. W oddali, przy długiej, prostej i pustej drodze, majaczy zielona tablica E-18a – granica administracyjna Zadupia. Tuż przed tym znakiem błyska flesz fotoradaru. Kierowca sprawdza prędkość. Wskazówka stoi na 90, więc myśli: ”W porządku. Niech sobie fotografują”.
Po trzech tygodniach przychodzi list z kolorowym zdjęciem i informacją, że kierujący przekroczył o 51 km/godz. dopuszczalną w obszarze administracyjnym Zadupia “czterdziestkę”. Do zdjęcia dołączona jest prośba o wsparcie budżetu gminy kwotą 500 zł i stosowny do tego celu blankiet. Kierowca może jedynie powiedzieć wiele słów, które nie nadają się do druku. Mówi je z pasją, szczerze i od serca. Zapłacić jednak musi.
Krzysztof Propolski



11 Responses to "Perfidna fotoradarowa pułapka"