
KRZESZÓW. Wiatraki wytwarzające energię nie pasują do naszych upodobań i krajobrazu. Na baterie słoneczne patrzymy łaskawszym wzrokiem, ale nie trzeba na nie patrzeć, tylko je wykorzystywać.
W Kamionce k. Krzeszowa powstanie duża farma baterii słonecznych. Wcześniej w tym samym miejscu miała powstać farma wiatraków. Właściwie przed wiatrakami droga ostatecznie nie jest zamknięta, ale wątpliwe, by przy takim zacietrzewieniu mieszkańców wsi, ktoś zdecydował się na ich budowę. Ogniwa krzemowe wydają się mieszkańcom przyjaźniejsze. Ostatecznie nie wydają infradźwięków i nie powodują migotania cieni. Potrzebują tylko promieni słonecznych, a tych na wzgórzach nad Krzeszowem nie brakuje.
– W Polsce nie ma już miejsca na nowe elektrownie wiatrowe – usłyszeliśmy ciche wyznanie specjalisty od wyszukiwania miejsc pod wiatraki. – Nie warto się bić z ludźmi i użerać z urzędami, bo utrata zdrowia inwestora jest większa niż zysk ze sprzedaży energii. Są inne odnawialne źródła i w ich kierunku trzeba się zwrócić.
To będzie fotowoltaiczny olbrzym
Słowa te padły jesienią, kiedy w Kamionce jeszcze trwała batalia przeciwko budowie farmy wiatrowej. Najpierw gmina i część mieszkańców, zgodzili się na ich budowę. Większość jednak była przeciw i radni, nie mając innego wyjścia, przystąpili do zmiany planu zagospodarowania przestrzennego terenów, na których farma ma stanąć. To bardzo długa procedura i choć wniosek o budowę nie został wycofany, to wątpić wypada, by inwestor czekał z milionami na niewiadomą. O Kamionce stało się głośno i bardzo szybko pojawił się nowy inwestor, który chce zbudować wielką farmę ogniw słonecznych. Ma już prawo własności do prawie 120-hektarowego terenu i wystąpił do gminy o wydanie decyzji środowiskowej. Pewnie ją dostanie, bo szare ogniwa zwrócone w kierunku słońca, nikomu i niczemu nie przeszkadzają. Takie farmy mogą powstawać nawet na terenach objętych programem Natura 2000.
Magiczne słowo „fotowoltaika” to nic innego, jak zamiana ciepła słonecznego na energię elektryczną. Znane już jest od ponad wieku, ale dopiero w ostatnich latach zaczęło być wykorzystywane na szerszą skalę. Ogniwa elektryczne są już widoczne na naszych domach, ale farmy takich ogniw, co najwyżej na zachodzie kraju. Farma w Kamionce – o ile powstanie – będzie pierwszą tak dużą w województwie. Inwestor zapewne liczy na przyszłościowe profity, bo póki co, w Polsce takie inwestycje nie są jeszcze bardzo opłacalne. Wzorem krajów „starej UE” i nam wkrótce każą zwrócić się ku słońcu, a wtedy elektrownia w Kamionce będzie pokazywana na prawo i lewo, że niby tacy jesteśmy do przodu.
Płacimy i niczego się nie uczymy
W rzeczywistości jesteśmy na samym tyle, jeżeli chodzi o wykorzystanie energii słonecznej. Na Podkarpaciu mamy nieco ponad 50 instalacji fotowoltaicznych, ale tylko jedna z nich sprzedaje wyprodukowaną energię do sieci. Na montaż ogniwa w gospodarstwie domowym można dostać 45-procentowe dofinansowanie, a mimo to niewiele podkarpackich gospodarstw o takie ulgi się stara. Przyzwyczajenie do tradycyjnej energii wyjmuje ostatnie grosze z naszych kieszeni i niczego nie uczy. Wyższa Szkoła Prawa i Administracji w Rzeszowie na swoją baterię ogniw dostała 85-procentową dotację z UE. Szpital w Stalowej Woli budując nowy pawilon, wziął kredyty żeby zainwestować nie tylko w baterie słoneczne, ale i geotermię. Te kredyty już lecznicy się zwróciły. Promienie słoneczne są u nas chyba ostatnim nieopodatkowanym darem natury i warto z nich korzystać, zanim fiskus się za nie zabierze.
Jerzy Mielniczuk



2 Responses to "W Kamionce czekają na słońce"